Piękne hasło, które pojawiło się na sztandarach Wielkiej Rewolucji Francuskiej, do dziś dodaje skrzydeł rewolucjonistom, którzy pragną zmieniać świat. Wszyscy jednak zapomnieliśmy, że u zarania rewolucji to hasło brzmiało: „wolność, równość, braterstwo albo śmierć”.
Pięć lat temu moje przewidywania wyborcze się nie sprawdziły. Byłem przekonany, że Andrzej Duda nie wygra wyborów. Nie miałem jednak na myśli wartości kandydata, choć już wówczas uważałem go za trzeciorzędnego partyjniaka.
Niektórzy ludzie mają pasję. Jeśli postanowią coś, to poświęcają temu wszystkie swoje siły i całą energię. Zdarzyło mi się kilkakrotnie w życiu spotkać takie osoby. Pierwsze spotkanie było dla mnie szokujące.
Od dawna już wiadomo, że najwięksi patrioci polscy w mediach społecznościowych są na bakier nie tylko z ortografią i gramatyką polską, ale wręcz z podstawami umiejętności budowania podstawowych zdań.
Rzeczywistość przerosła fantastykę. Nie oglądam telewizji wcale, a telewizji państwowej – potocznie zwanej Kurwizją – bardziej niż wcale. Jednak przeczytałem w prasie, że telewizyjne Wiadomości w programie pierwszym przygotowały materiał o „Solidarności” całkowicie pomijając w nich istnienie Lecha Wałęsy.
Wiele osób zmaga się z poczuciem braku wartości także na co dzień, nawet jeśli osiągają w życiu sukcesy. Prawdopodobnie częściej cierpią z tego powodu kobiety, niż mężczyźni.
W przeszłości wymarło wiele wspaniałych gatunków, a my nie będziemy pod tym względem stanowić wyjątku.
Prawdę powiedziawszy, to chciałbym, aby ten Brexit wreszcie nastąpił. Myślę, że czas wreszcie, by ludzie zaczęli się uczyć na błędach. By zaczęli ponosić konsekwencje powszechnej głupoty, wiary w internetowe fakenewsy i wtórnego analfabetyzmu.
Popatrzmy. Po lewej stronie jest piękna wizualizacja galerii „Ogrody”, która miała tam powstać. Miejsce w centrum, służące nie tylko jako centrum handlowe, ale również jako oaza zieleni, rekreacji, rozrywki i odpoczynku. Ta wizualizacja to symbol kłamliwego i nierealnego expose premiera Morawieckiego, którego treść już nazajutrz zaczęła się rozjeżdżać z rzeczywistością.
Symptomatyczne, że „stan wyższej konieczności” zwykle jest tłumaczeniem tzw. prawicy i zwykle oznacza, że ci ludzie chcieliby innym zafundować restrykcyjne i opresyjne prawo, którego sami nie musieliby przestrzegać.