Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Moja ulubiona partia

Dziś spotkał mnie znajomy, nie widziałem go od lat. Wiesz, czytam twój blog – powiedział – ciekawe, ale mam wrażenie, że kiedyś miałeś inne poglądy. Kilka dni wcześniej znajoma nauczycielka, która również czytuje mój blog orzekła, że nie podejrzewała nigdy wcześniej, ze jestem liberałem. Liberałem zabrzmiało tak jak syfilitykiem. Czytelnicy, którzy komentują moje teksty, też często ustawiają się wobec nich w jakiś określony sposób, a ja nagle stwierdziłem, że sam dotychczas jasno nie określiłem swoich preferencji. Politycznych, żeby było jasne.
Jak już poprzednio napisałem, do momentu objęcia pełnej władzy przez ugrupowanie bliźniaków Kaczyńskich, polityką interesowałem się sporadycznie. Jednak obecnie moje zaangażowanie nie świadczy o jednoznacznym poparciu PO. Dlatego chcę dziś napisać o mojej ulubionej partii politycznej.
Po pierwsze – taka partia nie istnieje. I nie sądzę, abym dożył chwili, gdy taka partia w naszym kraju powstanie. Po pierwsze ma to być partia świecka. Jej członkowie mogą sobie wierzyć w Boga, Allaha, Buddę, czy tak jak ja – w niewidzialnego różowego jednorożca. Nie chciałbym, aby to była partia antyklerykalna obiecująca likwidację konkordatu i pozamykanie sukienkowych do pierdla (tak na wszelki wypadek). Społeczeństwo polskie w dużej mierze jest katolickie i religijne i nie ma sensu tego negować. Fakt, że jest to religijność ksenofobiczna i zaściankowa, połączona z mentalnością Kalego*, niczego nie zmienia.
Partia ta ma jedynie tworzyć ustawy sprzyjające większej kontroli nad tym, co robią przedstawiciele Kościoła w dziedzinie pozareligijnej. A żeby ukrócić machlojki pewnego redemptorysty z Torunia, nie trzeba zmieniać prawa, wystarczy stosować to co jest i nie bać się ujadania.
Po drugie partia ta ma popierać parytety. Niechże one będą wprowadzane kuchennymi drzwiami i niech się nawet zaczną od 35%, ale niech wejdą w życie. Bo kobiety są dyskryminowane w wielu dziedzinach życia, a w polityce szczególnie. Dziś najczęściej jest tak, że karierę robią tylko te o szczególnej odporności psychicznej, a wśród nich te o osobowościach psychopatycznych. I wtedy mówi się, że baby są wredne i głupie, zapominając o tym, ze w populacji samców tyleż samo wrednych psychopatów robi karierę. Kobiety przeważnie są bardziej skłonne do współpracy i chętniej rozmawiają, a to w polityce dobra cecha.
Po trzecie – moja ulubiona partia powinna stać na straży – europejskiej integralności Polski z innymi krajami i budować coraz lepszą współpracę oraz umacniać tę międzynarodową współpracę. Wydarzenia drugiej połowy XX wieku dobitnie pokazują, że to Europa musi objąć rolę nowego światowego lidera, albo za kilkadziesiąt lat obudzimy się w kleszczach pomiędzy agresywnym światem islamu, a równie agresywnym światem amerykańskich bankierów.
Po czwarte wreszcie – w dziedzinie ekonomii partia ta powinna szanować prywatną własność środków produkcji i nie fundować nam żadnych skansenów gospodarczych w rodzaju stoczni czy kopalni. Pieniądze podatników mają być przeznaczone na edukację i zdrowie, a nie na utrzymywanie bandy sierot po PRL. Edukacja powinna być państwowa lub prywatna na równych zasadach tzw. bonu oświatowego. Wyznacznikiem dla obywatela ma być jej darmowość aż do matury. Studia powinny być płatne w równy sposób na wszystkich uczelniach – studenci sami wybiorą lepsze. Czesne dla uboższych studentów powinno być płacone przez państwo na zasadzie nieoprocentowanej pożyczki. Myślę o systemie podobnym jak w Anglii. W ten sposób studia przestaną być sposobem zaczepienia się na parę lat dla złotej i leniwej młodzieży, która się dobrze bawi przez pięć lat, a potem i tak nic nie potrafi. Opieka zdrowotna może być realizowana przez dowolne podmioty na jakimś wyznaczonym poziomie, na który państwo stać. Jednocześnie korzystanie z prywatnej opieki lekarskiej powinno dawać możliwość odliczeń podatkowych.
Piąty element to podatki. Nie jestem zwolennikiem podatku liniowego. Mam zdecydowanie bardziej lewicowe poglądy. Bogatsi płacą więcej. I wcale nie chodzi o to, żeby grupa operatywnych i przedsiębiorczych obywateli utrzymywała cała klasę społeczną nierobów. Psychika ludzka tak już jest skonstruowana, że bogaty zwykle nic ze swego bogactwa nie odda dobrowolnie. Będzie się męczył zmieniając samochód co miesiąc, wymieniając klamki i garnki na platynowe, ale nikomu nic nie da. Jeśli prawo pozwoli mu zarabiać milion dziennie, a pracownikowi płacić tyle, by starczyło na suchy chleb, to tak będzie robił. Dlatego podatki widzę w podobnej formie jak w Danii. Jeśli społeczeństwo zacznie się bogacić w miarę równomiernie, to wszystkim będzie lepiej.
I last but not least to prawa obywatelskie. Wolność to prawo najważniejsze, podstawowe i dla państwa święte. Jedynym ograniczeniem wolności człowieka jest wolność innego człowieka. Jak widać w zakresie praw jednostki i neutralności światopoglądowej państwa jestem liberałem. Zaś w zakresie ekonomicznym – uwaga oksymoron – liberalnym lewicowcem. Jak kiedyś taka partia powstanie, nie zapomnijcie mnie powiadomić. 😉

* Oczywista aluzja do Sienkiewicza.

Oceń felieton

7 komentarzy “Moja ulubiona partia”

Możliwość komentowania została wyłączona.