Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Rostowski musi odejść

Dla wielu profesjonalnych i amatorskich komentatorów politycznych hitem dnia jest dymisja ministra Rostowskiego. Chyba jest drugim po Balcerowiczu najbardziej znienawidzonym ministrem, którego wielu ludzi wini za wszystko, co najgorsze, kompletnie pomijając zasługi, które są doskonale widoczne, ale – niestety – nie z polskiej perspektywy. Cóż, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju.
Rostowski miał też niezaprzeczalne sukcesy. Choć od kilku lat światową gospodarkę pogrąża największy od 80 lat kryzys gospodarczy, to polska gospodarka jest ciągle na plusie, nie wpadliśmy w recesję. Kryzys oczywiście uderza w naszą gospodarkę, odczuwamy to choćby poprzez zahamowanie wzrostu płac, kłopoty na rynku pracy, spadek wydatków i inwestycji, kłopoty z dochodami budżetu i rosnący dług publiczny (w relacji do PKB spadł). Trzeba jednak pamiętać, że źródła tego kryzysu leżą poza granicami Polski. Że oparliśmy się głównej jego fali. Także dzięki działaniom ministra Rostowskiego, które jego przeciwnicy nazywają kreatywną księgowością. Ciągle też jesteśmy dobrze postrzegani przez zagraniczne instytucje finansowe i inwestorów. Rentowności naszych obligacji były przez dłuższy czas na rekordowo niskich poziomach. Nadal są niskie.*
Jednak rodacy są skłonni widzieć winę Rostowskiego, podobnie jak niegdyś winili Balcerowicza za inflację z którą on walczył. Niechęć do Rostowskiego jest bliska tej, z którą spotykał się Balcerowicz. W gruncie rzeczy to media wiele miesięcy temu wykreowały tę dymisję. A ponieważ rekonstrukcja rządu miała również zadanie poprawienie wizerunku, to i Rostowski „musiał odejść”.
Nowym ministrem został Mateusz Szczurek, młody ale cieszący się doskonałą opinią ekonomista. Niestety opozycja nie popisała się. Najbardziej nieudolny minister w rządzie Tuska – Jarosław Gowin (czy pisałem już, że uważam go za idiotę?) stwierdził, że to bardzo zła decyzja, bo nowy minister nie ma żadnego zaplecza politycznego. Tę samą głupotę powtórzył chwilę później Marek Migalski (o boże jaką durną mamy klasę polityczną). Te opozycyjne komentarze świadczą o jednym. Politycy nie potrafią się wyzbyć myślenia w kategoriach kto kogo poprze i w zamian za co. Debilna pozostałość zagrywek zakulisowych z czasów PRL.
Nowy minister nie jest politykiem, ale fachowcem i wyraźnie o takiego Tuskowi chodziło, bo ławkę rezerwowych w łonie polityków miał długą (od Rosatiego zaczynając). Podsumowując – moim zdaniem – dobra decyzja.
Wzrosła rola Elżbiety Bieńkowskiej. To świetnie, bo była ona najbardziej profesjonalnym ministrem i wiele dobrych rzeczy jej zawdzięczamy. Była tak dobra, że nawet opozycja nie chciała kąsać jej po kostkach, a media kompletnie się nią nie zajmowały. Bardzo dobra decyzja premiera, ponieważ w nadchodzącym okresie będziemy mieli ogromne fundusze unijne do wydania i warto zadbać, by zrobiono to dobrze. W unijnej historii mieliśmy już przykłady jak wiele unijnych funduszy zmarnowała Portugalia i Hiszpania. Polska ma szansę wykorzystać je lepiej. Nie tylko na drogi, ale także na inne zmiany strukturalne, które pozostaną i będą przyczyniać się do rozwoju gospodarczego.
Rafał Trzaskowski to kolejny nowy minister w rządzie. Zastąpi Michała Boniego, który wizerunkowo zaliczył wpadkę w okresie walki o ACTA. Jest on w zasadzie rasowym politykiem o typowo politycznym wykształceniu. Nikt nie wie, na czym polegają te jego „legendarne talenty” predestynujące go do resortu cyfryzacji i administracji. Mam nadzieję, ze nie chodzi o umiejętność zakładania konta na Twitterze lub Facebooku, czy też dawaniu sobie rady z zawieszonym Windowsem. Minister zresztą nie musi być informatykiem, ważne, by umiał wysłuchać fachowców. Czy się sprawdzi? Zobaczymy.
Andrzej Biernat i Maciej Grabowski to znani od dawna politycy PO. Trudno określić ich walory. Zapewne ten pierwszy poprawi wizerunek rządu nieco nadszarpnięty przez Muchę, a drugi faktycznie pogodzi wymogi ekologiczne z możliwością wydobycia gazu łupkowego. Nie mam w tym zakresie jednoznacznej opinii.
Chyba najmniej emocji budzi minister Lena Kolarska-Bobińska. Podobnie jak Trzaskowski pracowała w europarlamencie. Warto to przypomnieć, bo są i tacy, którzy już twierdzą, że Tusk dał następnym „kolesiom zarobić”. Chyba zatem nie wiedzą, jakie zarobki są w europarlamencie i o ile niższe są zarobki ministrów.
Joanna Kluzik-Rostkowska w resorcie edukacji to dość kontrowersyjna decyzja. Prywatnie mam wielki żal do tej pani, bo przez nią o mało psychopata nie został prezydentem. I trudno mi się od tej sprawy zdystansować. Z drugiej strony, skoro ma takie zdolności w dziedzinie PR, to moze poprawi sytuację po dość bezbarwnej minister Szumilas.

Podsumowując. Rząd Tuska nie jest idealny. Choćby dlatego, że drugą kadencję boryka się z niełatwą koalicją z PSL. Tajemnicą poliszynela jest to, że PSL stanowi ogromną kotwicę, gdy chodzi o zmiany w KRUS i zasadach opodatkowania rolników. Z drugiej strony to najlepszy rząd od 1989. Dlaczego najlepszy? A choćby dlatego, że opozycja dawno temu osiągnęła dno, potem zaliczyła parę metrów mułu i wciąż pogrąża się. A powiedzmy sobie szczerze – takich mamy polityków na jakich sobie zasłużyliśmy, przecież oni nie spadli z księżyca, nie zostali wyczarowani, pochodzą spośród nas, są reprezentacją społeczeństwa.
Tak, wiem. To okrutne co piszę, ale to czysta prawda.


Cały tekst w Wyborczej

Oceń felieton

5 komentarzy “Rostowski musi odejść”

Możliwość komentowania została wyłączona.