Stosunkowo niewielkie zainteresowanie mediów wzbudziła niedawno uchwalona ustawa parytetowa. W zasadzie nawet należałoby powiedzieć ustawa kwotowa. Sednem tej regulacji prawnej jest obowiązkowe minimum 35% osób jednej płci na listach wyborczych. Zatem ustawa ta zmusza partie polityczne do zapewnienia pewnej różnorodności na swoich listach. Wbrew obiegowym opiniom nie chodzi o jakiekolwiek preferowanie kobiet, bowiem ustawa dotyczy również mężczyzn, gdyby mieli być oni w mniejszości. Ponadto ustawa wbrew innym obiegowym opiniom nie zapewnia 35% kobiet w wybieralnych gremiach, bowiem wyborca ma pełną autonomię wyboru.
Co daje zatem ustawa? Przede wszystkim to, że kobiety, których wciąż jest mniej we władzach – począwszy od szczebla gminnego po sejm – nie będą musiały już udowadniać, że są trzy razy lepsze od wszystkich facetów, aby się znaleźć na liście.
Widziałem nieraz, ze kobiety potrafią sobie doskonale poradzić z rywalami, gdy mogą z nimi konkurować otwarcie i uczciwie. Jednak dotychczas, aby taką szansę dostać musiały wywalczyć ją sobie w kompletnie niedemokratycznych i często arbitralnych procedurach partyjnych.
Niewątpliwie ważna była akcja Kongresu Kobiet, która trwała od dłuższego czasu, przekonanie wielu mężczyzn – w tym ważnych polityków. Zmienił w tej sprawie zdanie Donald Tusk. Prezydent Komorowski przed ostatnimi wyborami samorządowymi zadeklarował jasno, ze będzie głosował na kobiety. Platforma zobowiązała swych posłów do głosowania za ustawą. Jest to ważny sukces polskiej demokracji.
Przeciw parytetom zagłosował jeden z moich politycznych ulubieńców – poseł Gowin. Uzasadniał, że jest z fundamentalnych względów przeciwny inżynierii społecznej. Kwoty ograniczają wolność jednostki.
Przyjrzyjmy się zatem naturalnemu sposobowi sprawowania władzy w skupiskach większej liczby gatunku homo sapiens. Najbardziej naturalny sposób sprawowania władzy, najbardziej zbliżony do instynktownego zachowania stad zwierzęcych, panował w czasach prehistorycznych. Najsilniejszy samiec pozbywał się rywali, podporządkowywał sobie pozostałych i rządził.
Oczywiście rządząc nabierał chęci na to, by zapewnić władzę również na przyszłość swoim genom. Jednak był pewien problem. Potomek władcy niekoniecznie musiał być samcem alfa i zgodnie z zasadami wolnej konkurencji mógł zostać wyeliminowany przez silniejszego konkurenta do władzy. Dlatego też wielu władców doceniło religię chrześcijańską, gdy się pojawiła. Ponieważ nadawała ona władcy błogosławieństwo religijne, czyniła go pomazańcem bożym. Zamach na władcę stawał się grzechem. Ale to już była inżynieria społeczna. To już było sztuczne zapewnienie rządów określonej dynastii. Poseł Gowin byłby zrozpaczony.
Dzieje Polski mają takich manipulacji inżynierii społecznej więcej od czasu Mieszka I, który przyjął chrześcijaństwo. Tuż przed rozbiorami uchwalono Konstytucję Trzeciego Maja. Dawała ona prawa obywatelskie mieszczaństwu. Wyobraźmy sobie ówcześnie żyjącego szlachcica Gowina, który – a jakże – sprzeciwiłby się takim rozwiązaniom. No bo przecież to ogranicza wolność jednostki. Dodajmy szlacheckiej jednostki. To była inżynieria społeczna w czystej postaci. W roku 1918 kobiety polskie dostały prawo głosu. Chwała naszemu krajowi za to, bo w wielu państwach w Europie kobiety praw wyborczych nie miały. Zapewne ówczesny Gowin by protestował niczym Rejtan, bo takie odgórne przyznanie praw wyborczych kobietom to nic innego jak inżynieria społeczna. To zupełnie sztuczny twór nie mający żadnego odpowiednika w naturze. Żaden samiec w naturze dobrowolnie nie oddał żadnych swoich prerogatyw.
Demokracja jest dziś oczywistym i najlepszym sposobem sprawowania władzy. Inaczej sądzą dziś tylko idioci i zwolennicy JKM (uwaga, można nie odróżnić). A przecież demokracja sama w sobie jest tworem sztucznym i wymyślonym przez człowieka i jako swoista „umowa społeczna” nie podlega żadnej kategorii naturalności. Demokracja jest po to, by zapewnić równowagę, by chronić prawa słabszych, by władza nie była fanaberią silnych i bezwzględnych. Co na to poseł Gowin? Nie ogranicza to przypadkiem jego praw jednostki?
PS. Powyższy felieton dedykuję swojej córce, która do parytetów mnie przekonała i udowodniła ich sens.
67 komentarzy “Parytety”
Mnie ręce opadły, gdy przeczytałem cytowane przez Ciebie słowa Gowina. Słowa na pierwszy rzut oka całkiem rozsądne, a w rzeczywistości nadęte, niemające związku z rzeczywistością, populistyczne. Wygląda na to, że Gowin to taki filozof analityczny polityki:) Swoją drogą mam pytanie, czy jacyś spece od TVN24 policzyli, jak ta kwota przełożyłaby się na te wybory? Czytałem, że w wyborach samorządowych było na listach 31% kobiet. Czy dzięki tej kwocie byłoby ich ogółem o wiele więcej? Oczywiście byłbym za 50% i to nie tylko na listach, ale i w parlamencie…
W wyborach samorządowych kobiet było więcej niż zwykle na listach, także dlatego, że było sporo lokalnych list.
W przypadku list partyjnych w ostatnich wyborach parlamentarnych najwięcej kobiet miała PO (coś około 30%), ma też najwięcej kobiet w klubie poselskim.
Najmniej miał zwykle PSL i PiS. Danych szczegółowych nie pamiętam.
Parytety to największa bzdura jaka może być.
Jeśli zechcę założyć partię o nazwie „Partia wyłącznie dla mężczyzn”, to jakim prawem ktoś może nakazać mi umieszczenie na liście wyborczej kobiety?
A jeśli jakaś partia nie znajdzie aż tylu osobników płci żeńskiej
w swoich szeregach? To będzie na siłę szukać bab i umieszczać na listach. Wymyślenie parytetów jest absurdem do potęgi. Powoduje niszczenie instytucji wyborów. Bo jeśli mamy wybierać wg parytetów, to dlaczego mówimy tylko o kobietach. A gdzie geje, lesbijki, niepełnosprawni, leworęczni, emeryci, renciści? Nie wspomnę już o katolikach, muzułmanach, murzynach, łysych, palących i alkoholikach.
Parytety prowadzą do segregacji rasowej i nie mają nic wspólnego z równouprawnieniem.
Naprawdę nie rozumiem dlaczego w XXI wieku w środku Europy takie kurioza mają miejsce.
PS
Kilka prostych przykładów na wyższość mężczyzny:
-mężczyzna potrafi sikać na stojąco nie oblewając się przy tym.
-mężczyzna umie rozmawiać przez telefon krócej niż minutę
-mężczyzna nie musi obgadywać jak fatalnie ubrali się inni faceci na imprezie.
-mężczyzna się uczy, kobieta kuje.
-mężczyzna zawsze umie wybrać najprostsze rozwiązanie.
-mężczyzna może zjeść banana publicznie i nikt nie będzie się krzywo patrzył.
-mężczyzna rozwiązuje problemy, kobieta wymyśla wciąż nowe.
-kiedy mężczyzna na imprezie zobaczy innego faceta ubranego tak jak on, być może, że znajdzie kumpla na całe życie.
-otyły mężczyzna to „Misiek”, a otyła kobieta to „Krowa”
-mężczyźnie dobrze z zarostem, kobiecie nie
-mężczyzna nie potrzebuje makijażu
-mężczyzna, aby potwierdzić swą męskość, musi walczyć, kobieta tylko prowokuje
Co za czasy… W tym jednym temacie zgadzam się w 100% z fb, choć różnimy się niektórymi uzasadnieniami. Tj. ja nie uważam, żeby mężczyzna posiadał wrodzoną wyższość nad kobietą (ani odwrotnie). Natomiast argumentacja, że „kobietom trudniej znaleźć się na wysokim miejscu na liście” jest w istocie manipulacją, mającą przykryć obłudę. To tak trochę jak leczenie kiły gruźlicą. Bo patologię należy zwalczać rozsądnymi rozwiązaniami, a nie inną patologią.
Rozwiązanie „problemu kobiet na listach wyborczych” (czy w ogóle istnieje taki „problem”?) są jednomandatowe okręgi wyborcze.
Wprowadzenie wybiórczych parytetów (tylko płciowych i tylko w polityce) uważam za wyjątkową obłudę, i to po obu stronach – męskiej i damskiej. Ponieważ statystycznie kobiet jest prawie tyle samo co mężczyzn (przyjmijmy dla uproszczenia, że tyle samo) to dlaczego parytet 35/65? Dlaczego nie 30/70, 20/80 czy 41/59?
Jeśli faktycznie uważamy, że obie płcie powinny mieć jednakową szansę wykazania się w życiu, to – poza bardzo szczególnymi zawodami, jak np. mamka – przestańmy sobie mydlić oczy i wprowadźmy uczciwy powszechny ustawowy parytet: 50/50. W polityce, na studiach, w liceach, zawodówkach i w kopalniach.
Co, że głupio gadam? To powiem mądrzej: wybierajmy po prostu na wszystkie możliwe stanowiska najlepsze osoby, bez sprawdzania co mają w majtkach. Co, że nierealne? A niby dlaczego? Czy zamiast tego rzeczywiście wolimy tworzyć kompletnie sztuczną i obłudną instytucję „częściowego parytetu w wybranych dziedzinach”? To ja już chyba wolę jawną dyskryminację; mało cywilizowana, ale przynajmniej szczera.
Na koniec ciekawostka: pierwszą w Polsce sprawę sądową o dyskryminację płciową przy zatrudnianiu założył i wygrał… mężczyzna.
No i chcąc nie chcąc muszę się zgodzić z faderem bossem. Pomijam już to że od zawsze i otwarcie krytykowałem parytety i zawsze je będę krytykował. No cóż fader boss napisał dla odmiany coś niegłupiego. Oczywiście wyższość mężczyzny nad kobietą to żart ze strony fadera bosa. Wiedziałem że kiedyś się to stanie. Nawet ślepej kurze czasem trafi się ziarnko.
W przypadku father bossa jest sprawą oczywistą, że jego „argumenty” są… delikatnie mówiąc takie jak to, że „aby potwierdzić swą męskość, musi walczyć, kobieta tylko prowokuje”.
Oczywiście każdy ma prawo być przeciw parytetom i ma prawo również argumentować to „bo tak”. Jednak po niektórych można chcieć spodziewać się jakichś logicznych prób argumentowania (a ich nie było), a po niektórych nie (no bo nigdy nie argumentowali logicznie).
Podkreślę, ze ustawa obecna jest ustawą kwotową, nie parytetową. Parytet to 50/50, ale ta opcja została odrzucona (tak daleko męski punkty widzenia w sejmie nie sięga).
Parytet to nie tylko 50/50 ale też wymóg by na liście kandydaci byli ustawieni naprzemiennie ABABAB. I to jest szczególnie istotne przy naszej ordynacji gdzie w większości wchodzą kandydaci w kolejności umieszczenia ich na liście. Bez tego wymogu naprzemienności dostaliśmy ustawę która wręcz zachęca do ustawienia na liście AAAABBB.
@Belfer:
Jeśli to do mnie pijesz, mówiąc, że nie było logicznego argumentowania – to niniejszym przedstawiam taką jego namiastkę, na jaką mnie stać w dyskusji nad tematem, który w mojej ocenie jest z definicji absurdalny.
Otóż jestem przeciwny szczególnie „kwotowości”, a argumentem za moim stanowiskiem niech będzie to, że jest ona pozbawiona jakiegokolwiek racjonalnego (logicznego) uzasadnienia. Powtórzę się: dlaczego 35/65 a nie 37/63 lub 31/69? Dam się przekonać, ale poproszę właśnie o… logiczną argumentację. Bo jej nie widzę.
No i jeszcze raz napiszę: będę skłonny nie sprzeciwiać się parytetom (czyli systemowi 50/50, czy też 51/49 – w zależności od tego, jaka jest rzeczywista proporcja płci w społeczeństwie) pod warunkiem, że będzie dotyczyła wszystkich dziedzin życia, a nie tylko arbitralnie wybranych na podstawie – no właśnie, jakiej?
Zamiast zaś hodować czysty absurd (kwoty) czy absurd nieco tylko mniejszy (parytety) jestem twardo za tym, żeby bezlitośnie i konsekwentnie tępić wszelakie przejawy dyskryminacji – płciowej, rasowej, religijnej czy jakiejkolwiek innej. Wtedy problem parytetu przestanie istnieć sam z siebie. Po prostu zawsze będzie wygrywać najlepszy/a.
@Troll:
W zasadzie do wszystkich. Tyle że od father bossa się logiki nie spodziewałem, a od innych mogę. 😉
Najpierw jedna sprawa. Dlaczego 35/65? Bo poprawkę SLD 50/50 odrzucono. Wszyscy odrzucili, nawet ci co potem odrzucili całość.
Po drugie, jak chcesz tępić dyskryminację, jeśli nie będziesz miał żadnych podstaw? Znam przypadek, gdy pewna młoda osoba starała się o pracę w ośrodku zwalczania uzależnień (państwowym, żeby było jasne). Była profesjonalistką mającą wszelkie potrzebne „papiery” i dowiedziała się: „ale my chcemy mężczyznę”. Jak chcesz tępić dyskryminację, która jest tu oczywista? Przecież dyrektor, naczelnik czy cholera wie kto tam rządzi, nie przyzna się do dyskryminacji. Powie, ze on to robi w trosce o podległą mu placówkę bo:
– kobieta zapewne pójdzie na macierzyński;
– kobieta nie da sobie rady z narkomanami lub pijakami;
– ogólnie kobieta nie nadaje się do takiej pracy.
Musisz mieć pokrycie w jakichś przepisach, żeby orzec iż powyższe opinie są dyskryminujące. Przecież ów pracodawca za cholerę się nie przyzna do tego, że myśli jak father boss (bo baby wiadomo do czego są).
A co z równą płacą za równą pracę? Jak to ugryziesz bez jakiejś normy? Na marginesie, może się to objawić dyskryminacją mężczyzn, bowiem skoro kobietom się płaci mniej za taką samą pracę, to lepiej nie zatrudniać facetów.
Oczywiście rzucam tylko takie przyczynki do dyskusji, nie jestem specjalistą w zakresie gender sociology.
„Ręce opadają” ale nie po słowach Gowina, (znając jego poglądy wcale się nie zdziwiłam) ale po przeczytaniu tu komentarzy. I jeśli szukać jakichkolwiek „logicznych prób argumentowania” wystarczy poczytać takie „mądre głowy” jak fb, jakuszyn czy Troll, żeby stwierdzić, że parytety są KONIECZNE i to takie 50/50.
Bo jeśli nawet byłby to twór sztuczny, to byłby zalążkiem normalności i to nie tylko w polityce. Normalności, której tak boją się przeciwnicy, normalności, która wcale nie musi oznaczać więcej kobiet w polityce, ale normalności która daje taką możliwość.
Cóż, mogłabym zgodzić się z Trollem w kwestii kompetencji wybieranych osób, ale jak pokazuje życie, nikt na to za bardzo nie zwraca uwagi. Smutne…
@Troll:
Dlaczego nie 30/70 lub 20/80? Bo tyle już osiągnięto. Kwota miała zwiększyć obecność kobiet w polityce.
Dlaczego nie 41/59? A czy na co dzień zastanawiasz się nad sensem innych liczb i procentów? Dlaczego stawki podatkowe są takie a nie inne? Dlaczego zniżki studenckie wynoszą tyle a nie tyle? Dlaczego mamy tyle i tyle senatorów? Totalny absurd, nieprawdaż? Przecież możemy argumentować, że studenckie zniżki powinny wynosić 10%, 70% lub 99,9%, a senatorów równie dobrze mogłoby być o 10, 20 czy 99 mniej.
Gwoli ścisłości też uważam, że stawka 35 to idiotyzm, ale głównie dlatego, że niewiele de facto zmienia stan obecny.
Głosować na najlepszych: to jest myślenie idealizujące polską rzeczywistość. Spójrz na kogoś takiego jak father boss i odpowiedz sobie na pytanie, czy on będzie głosował, nie zaglądając kandydatom w gacie. Też bym wolała, żeby parytetów nie trzeba było wprowadzać, wiele kobiet jest im przeciwnych, bo czują się, jakby to był sposób traktowania sugerujący, że są niepełnosprawne umysłowo.
„Wybiórczy” parytet? „Tylko” płciowy? Tak się składa, że płeć determinuje Twoje życie w każdej, najdrobniejszej kwestii. Gdy jesteś bobaskiem, ubierają Cię w niebieskie ciuszki, bo jesteś chłopczykiem, i gdy dorośniesz, możesz zostać księdzem. Możesz też komuś zrobić bachora i nigdy się do tego nie przyznać. Jako geodeta nie będziesz miał problemu z dostaniem pracy, bo to praca „tylko dla facetów.” A w przypadku father bossa płeć determinuje jego pogląd na parytety.
Dyskryminacja nie potrzebuje wielu powodów – Murzynów dyskryminowano ze względu na kolor skóry. Cóż za wybiórczość. Być może dlatego parytet to tak „wybiórcza” idea, bo ma zwalczać dyskryminację skierowaną bardzo „wybiórczo” przeciw połowie (!) społeczeństwa, która różni się od tej drugiej połowy „tylko” tym, że nie ma penisa. Wszelkie inne różnice to twór równie sztuczny, co same parytety. A mimo to powodują, że na 107 prezydentów polskich miast tylko 6 to kobiety.
Najpierw więc doprowadźmy rzeczywiście do sytuacji, gdy tych różnic nie będzie, i płeć będzie czymś zupełnie neutralnym – wtedy nie będzie potrzeby dla parytetów. Chłopczyk ubrany na różowo nie będzie nikogo dziwił, a kobiety będą mogły zostawać księżmi. A my będziemy wybierać najlepszych z najlepszych, niezależnie od płci. Brzmi realnie?
Mówisz, że trzeba zwalczać dyskryminację płciową, rasową, religijną i tak dalej, a z drugiej strony dziwisz się, że tę kwotę wprowadzono właśnie w polityce. Jak więc, jeśli nie odgórnie, poprzez państwo, jego organy i ustawodawstwo, chcesz zwalczać tę że dyskryminację (czyli to o czym wspomina Belfer)?
Zakaz dyskryminacji (ze względu m. in. na płeć) jest jawnie zapisany w rozmaitych aktach prawnych, począwszy chyba od Konstytucji. Mnie najbliżej do Kodeksu Pracy, więc w tym mam jako-taką orientację.
Pierwsza w Polsce wygrana w sądzie sprawa o dyskryminację płciową właśnie na tym polegała, że facetowi powiedziano, iż „mężczyźni się do tej roboty nie nadają” i tym argumentowano odrzucenie jego kandydatury. Poszedł do sądu, przedstawił dowody, wygrał. Wcale nie potrzebował do tego parytetu.
„A co z równą płacą za równą pracę? Jak to ugryziesz bez jakiejś normy?” Proszę bardzo, Kodeks Pracy – jest norma, i to ustawowa. Jeśli za mało – jest bogate orzecznictwo. Nie ma co gryźć – dawno już pogryzione i przeżute nawet, wystarczy łykać – nie ma potrzeby wyważania otwartych drzwi.
Porównywanie parytetu płciowego do stawek np. podatkowych jest chybione – choćby z tego powodu, że stawki podatkowe są jedną ze zmiennych skomplikowanego równania budżetowego, zaś udział procentowy kobiet i mężczyzn w populacji jest twardą daną, dostępną w GUS’ie w sekundę. A więc jeśli parytet – to nie wyssany z palca, tylko oparty na konkretnych liczbach (czyli w Polsce 50/50 w zaokrągleniu do liczb całkowitych). Tylko bardzo proszę być konsekwentnym – jak wszędzie to wszędzie, nie tylko na listach wyborczych ale i na przodku w kopalni.
Zarzucacie mi idealizm? A ja Wam zarzucam koniunkturalizm i chowanie głowy w piasek. „Piękne te twoje idee, ale nierealne”. Wolę piękne idee (zresztą silnie od lat umocowane w polskim systemie prawnym) niż chore rozwiązania, które tylko maskują problem a na pewno go nie rozwiązują. Podkreślam jeszcze raz: moim zdaniem parytet to nie jest walka z dyskryminacją tylko właśnie dyskryminacja w najczystszej postaci – bo każe ludziom ściągać gacie i na tej podstawie decydować, kto się nadaje a kto nie.
Notabene, pracowałem kiedyś w amerykańskim globalnym koncernie, który kazał wszystkim krajowym oddziałom regularnie raportować ilość kobiet na kierowniczych stanowiskach i choć nie było formalnie narzuconej kwoty, to niski procent (jeśli występował) wywoływał „troskliwe aktywne zafrasowanie” najwyższych czynników w centrali firmy. Kiedy o tym procederze dowiedziały się moje koleżanki, piastujące funkcje kierownicze i dyrektorskie, to dostały furii. Bo to tak jak w tym kawale:
„W czasie międzynarodowego festiwalu orkiestr symfonicznych w kuluarach rozmawia dyrygent Moskiewskiej Orkiestry Symfonicznej z dyrygentem Paryskiej Orkiestry Symfonicznej:
– To nieprawda, że w Związku Radzieckim jest antysemityzm. Weźmy moją orkiestrę – liczy 43 muzyków, z czego 17 to żydzi. I gdzie tu antysemityzm? To mit, bajka, wroga propaganda!
Na co odpowiada zakłopotany francuski dyrygent:
– W mojej orkiestrze prawdopodobnie tez są jacyś żydzi, jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ich policzyć…”
Oczekujecie logicznych argumentów – przedstawiłem je jak potrafiłem. Podkreślam – dyskryminacja jest w Polsce zakazana z mocy prawa i jeśli prawo jest łamane, to należy je przede wszystkim egzekwować przy użyciu dostępnych środków (jak widać w cytowanym przeze mnie przykładzie – to działa), a nie wymyślać kurację polegającą na leczeniu świerzbu drapaniem.
@Monia – wypraszam sobie nazywanie mnie mądrą głową „taką jak fader boss” – to zabolało.
Ale ad rem.
„Normalności, której tak boją się przeciwnicy, normalności, która wcale nie musi oznaczać więcej kobiet w polityce, ale normalności która daje taką możliwość.” – Co według ciebie oznacza słowo normalność?
Czy sytuację, w której odrzuca się jednego kandydata choćby i najlepszego bo ma inną płeć niż należy? Czy normalnością jest według Ciebie jest szukanie na siłę kobiety żeby spełnić ustawę parytetową?
Piszesz że nie musi oznaczać więcej kobiet w polityce – właśnie że ustawa oznacza że MUSI. Ustawa odrzuca samą metodologię dobierania kandydatów według kompetencji i idzie w kierunku dobierania kandydatów według płci. Jestem ciekaw, dlaczego nie według wyznania albo koloru skóry? W Polsce żyje parę tysięcy czarnoskórych i żądna partia ich nie chce jako kandydatów na posła. Teraz wyobraź sobie sytuację że powstaje ustawa parytetowa, która mówi że na liście ma znaleźć się co najmniej 5% murzynów. Teraz każda partia zamiast szukać najlepszych kandydatów, będzie szukać murzyna, który być może nawet nie będzie się nadawał do tej roboty ale dzięki kolorowi skóry ją dostanie.
Ilu wśród parlamentarzystów jest gejów? A ilu gejów jest w społeczeństwie? Czy nie powinna powstać ustawa parytetowa mówiąca że na liście wyborczej mają się znaleźć geje?
„Bo jeśli nawet byłby to twór sztuczny” – to nie BYŁBY twór sztuczny – to JEST twór sztuczny.
„Cóż, mogłabym zgodzić się z Trollem w kwestii kompetencji wybieranych osób, ale jak pokazuje życie, nikt na to za bardzo nie zwraca uwagi.” – I ta właśnie ustawa ma to zmienić ? Ta ustawa jedynie pogorszy sprawę.
@Paulina
„że na 107 prezydentów polskich miast tylko 6 to kobiety.” – ciekaw jestem dlaczego tak jest? Czy dlatego że ogólnie kobiety mniej chętnie garną się do polityki? Czy może garną się tak samo jak faceci ale są mniej skuteczne i mają mniejszą siłę przebicia? Dzisiejsza polityczna poprawność (która determinuje ruchy polityków) nakazuje wręcz promowanie kobiet w polityce a mimo to jest ich tak mało. Jeżeli się nie garną do polityki to po co na siłę je do tego zmuszać? Jeżeli są mniej skuteczne albo mają mniejszą siłę przebicia to chyba lepiej wybrać kogoś skuteczniejszego?
„Najpierw więc doprowadźmy rzeczywiście do sytuacji, gdy tych różnic nie będzie, i płeć będzie czymś zupełnie neutralnym – wtedy nie będzie potrzeby dla parytetów.” – widzę do czego zmierzasz ale nie tędy droga. Ustawa parytetowa wcale nie doprowadzi do tego do czego ma doprowadzić. Tak naprawdę stworzyła słonia w pokoju, każdy będzie udawał że go nie zauważa. To jeszcze bardziej zaogni sytuację.
Nie zrozum mnie źle, moje poglądy są bardzo podobne do poglądów Trolla, jestem za walką z dyskryminacją ale ta ustawa daje oręż tym dyskryminującym.
Dodatkowy strzał w kolano – na przykład Partia Kobiet – po wejściu ustawy o parytetach Partia Kobiet w stanie z 2007 roku nie zostanie nawet zarejestrowana. W 2007 roku na 109 kandydatów tylko 3 to byli faceci. Jeżeli tych facetów na listach PK będzie więcej to już nie będzie Partia Kobiet.
@jakuszyn:
Dziwoląg typu partia mężczyzn, czy partia kobiet w polityce nie ma sensu. Byłoby oczywiste, że nie chcemy już partii np. Białych Łysych Piewców Cywilizacji. Partia polityczna może mieć ideologię, ale polityka to działanie (przynajmniej w teorii) dla dobra ogółu. Nawet bez ustawy parytetowej, gdyby powstała partia męska z programem: baby do garów oraz seks i piwo na każde żądanie mężczyzny, to nie miałaby szans.
Co do twojego określenie, że kobiety albo mniej się garną do polityki, albo są mniej skuteczne – kobiety też zwykle mniej zarabiają na analogicznych, jak mężczyźni stanowiskach. W prosty sposób można zatem powiedzieć, ze są gorsze i gorzej pracują, są głupsze i mało kreatywne, a w ogóle to baby do garów. Zauważ konsekwencję twoich poglądów.
Dalej piszesz „to JEST twór sztuczny” o parytetach. Powtórzę swoje argumenty – co jest naturalnego w demokracji? NIC! Cała demokracja jest konstrukcją sztuczną. Skoro więc już dyskutujesz uwzględniając ten aspekt – to odnieś się do całości argumentów.
@Troll:
Przykład dowcipu z francuskim dyrygentem jest o tyle nietrafiony, że Francuzi to antysemici prawdziwi, w czasie wojny wysłali tysiące Żydów do Auschwitz i nie rozliczyli swojej karty Vichyy. Za to to oni stworzyli konstrukt „polskie obozy śmierci”.
Co do zakazu dyskryminacji – iluzja. Dyskryminacja ze względu na płeć ma się dobrze w Polsce. Z jednego istotnego powodu – nikt tego nie monitoruje i nie sprawdza. Każdy przykład dyskryminacji musi zostać zgłoszony do sądu przez osobę dyskryminowaną. Większości kobiet dyskryminowanych w ogóle nie stać na założenie sprawy w sądzie dyskryminującemu pracodawcy. W ten sposób spraw jest mało i samozadowolenie męskiej części społeczeństwa w sposób oczywisty rośnie.
Zachowujemy się trochę jak ten mąż w dowcipie, który wraca podpity do domu i od progu wali żonę w pysk. Na pytanie „za co” odpowiada: „jak bym wiedział za co, to bym zabił”.
Jest fajnie.
Ze swojego doświadczenia widzę, że nawet wśród całkiem jeszcze młodych facetów poparcie dla dyskryminacji płciowej jest spore. Jak ma dojść do zmiany skoro wszyscy są za (po cichu, bo oficjalnie nie wypada). Dopiero kiedy drański przykład dyskryminacji dopada ich dziewczynę, żonę, a po latach córkę, zaczynają myśleć.
@admin:
No dobrze, to zmieniam francuskiego dyrygenta na boliwijskiego 🙂
„Większości kobiet dyskryminowanych w ogóle nie stać na założenie sprawy w sądzie dyskryminującemu pracodawcy.” Ile wynosi opłata sądowa w sprawie o dyskryminację? Nie wiem, więc pytam. Jeśli są to kwoty idące w grube setki złotych – to bariera faktycznie może być nie do przejścia. Z tego jednak co się orientuję (niech mnie jakiś prawnik poprawi) to strona przegrana zwraca wygranej koszty po zakończeniu procesu.
„Co jest normalnego w demokracji? Nic!” OK, więc idąc podobnym tokiem myślenia – wymyślajmy dowolne bzdury (byle demokratycznie) i cieszmy się, że je mamy.
Dlaczego mało jest kobiet – kierowców autobusów? Albo kobiet – taksówkarzy (taksówkarek?) Może dlatego, że mniej się ich garnie do takiej roboty niż facetów? Intuicyjnie postawiłbym jakieś 10 zeta w zakładzie, że taka jest właśnie przyczyna. Ale (uwaga, będzie złośliwość!) skoro żyjemy w sztucznym tworze o nazwie demokracja, wprowadźmy sztuczny przepis, który każe obsadzać na stanowisku kierowców autobusów wyłącznie kobiety o imieniu zaczynającym się na „M”. Co w tym naturalnego? NIC! 😉
Nie przekonaliście mnie, ale szanuję Wasze poglądy.
Przeczytawszy wszystkie poprzednie komentarze poczułem, jakbym się cofnął do czasów przedszkolnych, gdzie walka pomiędzy wrogimi obozami chłopców i dziewczynek jest na porządku dziennym. Sam uważam, że jeżeli ustawa nakazująca coś może pomóc, to proponuję obywatelski projekt ustawy, która nakazuje, że od jutra wszyscy żyją w dostatku u szczęściu 🙂
A tak serio – pożyjemy, zobaczymy. Na pewno gorzej nie będzie.
PS.Zgodnie z dyskutowaną ustawą, partia NIE MOŻE wystawić 3 kandydatów! Ciekawe….
@Belfer
„Dziwoląg typu partia mężczyzn, czy partia kobiet w polityce nie ma sensu.” – ok skoro według części społeczeństwa nie ma sensu to zabrońmy prawnie. Może w końcu dojdziemy do jedynie słusznego (i mającego sens) modelu partii (w której jest 35-65% członków każdej z płci), przecież jak przeszły parytety to można jeszcze dodać inne obwarowania co do składu partii (np. część z członków ma ciemną karnację, część członków pali papierosy, część jest niepełnosprawna fizycznie, część jest łysa itd.). Powstanie dziwoląg, do którego rekrutować się będzie przede wszystkim ze względu na płeć, kolor skóry, stopień niepełnosprawności a kompetencje i poglądy będą na dalszym planie (jeżeli w ogóle będą brane pod uwagę).
„Partia polityczna może mieć ideologię, ale polityka to działanie (przynajmniej w teorii) dla dobra ogółu.” – nie zgodzę się z taką definicją – Partia polityczna ma za zadanie reprezentować część społeczeństwa. Jej poglądy i ideologia jest mniej więcej spójna z poglądami ludzi na nią głosujących. Polityka to wypadkowa dążeń partii wchodzących w skład sejmu.
Jeżeli uznamy że jakaś partia jest bez sensu i zabronimy na nią głosować bo takie mamy widzimisię to nie nazywajmy naszego ustroju demokracją.
„Nawet bez ustawy parytetowej, gdyby powstała partia męska z programem: baby do garów oraz seks i piwo na każde żądanie mężczyzny, to nie miałaby szans.” – wierz mi – taka partia mogłaby wejść do sejmu. Ale do rzeczy – w tym zdaniu w oczywisty sposób przejaskrawiłeś. Jeżeli spojrzymy na postulaty Partii Kobiet to obejmowały one głównie równouprawnienie – czyli między innymi wyrównanie płac dla kobiet z płacami mężczyzn będących na tych samych stanowiskach. Nie jestem jakimś troglodytą i gdyby moja żona zarabiała tyle co ja albo nawet więcej to byłoby tylko lepiej dla nas jako rodziny, nie byłoby żadnej ujmy dla mojej męskości czy czegokolwiek. Z tym że płace dla pracowników reguluje rynek, jeżeli nakażemy pracodawcom takie same płace dla kobiet jak dla mężczyzn to obawiam się że będzie to niedźwiedzia przysługa dla kobiet.
„kobiety też zwykle mniej zarabiają na analogicznych, jak mężczyźni stanowiskach.W prosty sposób można zatem powiedzieć, ze są gorsze i gorzej pracują, są głupsze i mało kreatywne, a w ogóle to baby do garów.” – jeżeli to jedyny wniosek jaki wysnuwasz to chyba musisz jeszcze to przemyśleć. Nie pomijajmy zasadniczego powodu, dla którego pracodawcy chętniej zatrudniają mężczyzn niż kobiety i dlaczego więcej płacą mężczyznom. Możecie mnie uznać za antyfeministę, za męską szowinistyczną świnię ale fakty są takie że w przypadku kobiet, zwłaszcza młodych istnieje duże prawdopodobieństwo że będą chciały zostać matkami. Co się stanie w takim przypadku? Kobieta idzie na L4, potem ewentualne macierzyńskie. Pracodawca ponosi pewne koszty z tym związane, musi przeszkolić pracownika, co jeżeli praca jest skomplikowana może się okazać trudne i pracochłonne. Po macierzyńskim kobieta może zajść w drugą ciążę bo przecież trzeba mieć dzieci póki się jest młodym i dobrze jak różnica w wieku między rodzeństwem jest niewielka. Kobieta wykluczona z pracy na lata. Potem trzeba ją przyjąć bo takie jest prawo. W międzyczasie zatrudnia się inną osobę do tego, która przecież też może zajść w ciążę.
Wiem że właśnie od tego czy kobiety będą chciały rodzić dzieci zależy nasza przyszłość, rzeczywistość może je do tego zniechęcać. Ale spójrzmy też na sprawę ze strony pracodawcy.
Kobiety mogą być sumienniejsze, mądrzejsze, zdolniejsze itd. ale dla pracodawcy nadal stanowią ryzyko. Im bardziej kobieta będzie potrzebna firmie, tym gorzej dla firmy jak pójdzie na L4. Stąd wszystkie problemy.
Państwo próbuje od czasu do czasu zmieniać tą sytuację (tacierzyńskie, dni opieki dostępne również dla ojców itd.) ale to nie rozwiązuje sprawy.
„Powtórzę swoje argumenty – co jest naturalnego w demokracji? NIC! Cała demokracja jest konstrukcją sztuczną. ” – skoro nie przeszkadza ci wprowadzanie sztucznych tworów to dodawajmy te sztuczne twory dalej. Pójdźmy dalej – dodajmy zasadę że w piątki nie wolno pić herbaty a w czwartki jest obowiązek picia tej herbaty 2x więcej. Czy to prawo byłoby sztuczne? Jasne – ale przecież cała demokracja jest sztuczna więc wszystko gra. Według mnie prawo powinno iść dokładnie w odwrotnym kierunku – usuwać sztuczne nakazy i zakazy a nie je dodawać.
Co mi przypomina ta ustawa? Ręczne sterowanie. To gruby błąd. Strzelamy sobie w stopę.
Jak już tak podajemy ze swojego doświadczenia to mogę opisać kilka sytuacji w których to kobieta dostała awans i sporą podwyżkę, mimo że się do tej roboty nie nadawała ale polityka firmy nakazywała walkę z dyskryminacją. Efekt? Szef rządzi podwładnymi, którym nie dorasta do kolan pod względem wiedzy i umiejętności. Nie mówię że to reguła – opisuję jedynie niektóre swoje doświadczenia. Teraz na uczelni mam szefową, której nigdy nie doścignę pod względem wiedzy i słusznie ona jest szefową a nie kto inny.
Troll opłaty za założenie sprawy sądowej są zróżnicowane, w tym przypadku było by to 5% kwoty odszkodowania o które się starasz. Opłaty nie są zwracane, a strona przegrana zwraca je wygrywającej tylko jeżeli tak postanowi sąd. Nie zapomnij o dodatkowych kosztach, koszt prawnika nigdy nie jest zwracany. Przeciąganie tych spraw w sądach to też rzecz powszechna, dlatego tak mało spraw jest do nich kierowanych. Nie zapominaj też o takim drobiazgu, że po wniesieniu sprawy o wszystkim decyduje sąd, to wnoszący sprawę cywilną musi przekonać o winie. Poza tym sąd ostatecznie decyduje o wymiarze kary, jeżeli oskarżony jest sprytny to może zostać winny ale bez kary pieniężnej, co poszkodowanej stronie nic nie daje, poza straconym czasem.
@Maruda – i jak tu dochodzić sprawiedliwości?
Cieszę się, ze dyskutujemy, bo to już coś.
Tak się składa, ze Troll mi dał świetny argument do ręki. W Słupsku mamy dość dobrą komunikację autobusową i był specjalny program, który ułatwiał chętnym kobietom zostanie kierowcą autobusu miejskiego. Wiadomo, ze do tego nie trzeba studiów, ale trzeba odpowiedniej osobowości i dobrego wyszkolenia. Dla kobiet, które potraciły pracę w rozmaitych zakładach (bezrobocie w środkowej części Pomorza dość spore), taki kurs to zbawienie. Mamy sporo pań jeżdżących nowiutkimi scaniami komunikacji miejskiej. Pracodawca zadowolony, bo panie są obowiązkowe i (nieoficjalnie) nie zdarzają im się absencje z powodu przepicia. Jeżdżą dobrze i ostrożnie. Pasażerowie oceniają, że kobieta za kierownica pamięta lepiej o tym, że wiezie ludzi, a nie kartofle.
Wobec tego może się należałoby zastanowić nad tym, jakie bariery skutecznie ograniczają liczbę kobiet kierowców w innych miastach?
Z kolei jakuszyn pisze: płace dla pracowników reguluje rynek, jeżeli nakażemy pracodawcom takie same płace dla kobiet jak dla mężczyzn to obawiam się że będzie to niedźwiedzia przysługa dla kobiet.
Oświata jest jedną z nielicznych dziedzin, gdzie za taką samą pracę należy się taka sama płaca. No to teraz wyobraźmy sobie, że dyrektor mężczyzna dostanie dodatek 1200 zł, a kobiecie zaproponują 600 i będzie to zgodne z prawem. Ile lat poczekamy na to, by wszyscy wójtowie zrezygnowali z dyrektorów mężczyzn? Ale czy to będzie dobre dla kobiet? Niższa płaca dla kobiet może oznaczać, że więcej kobiet będzie zatrudnianych niż mężczyzn, bo pracodawca będzie miał niższe koszty pracy. Ale skoro tak, to przypomnijmy, że w XIX wieku jeszcze tańszą siłą roboczą były dzieci, dlaczego do tego nie wrócić?
Oczywiście to już jest ironia – chodzi mi o pokazanie, ze dyskryminacja nie ma w sobie nic dobrego.
Następnie jakuszyn napisał, ze ta parytetowa ustawa to mu przypomina ręczne sterowanie. Tak, jestem w stanie zrozumieć pewną niechęć do wszelkich regulacji u ludzi, którzy mają jakieś doświadczenia z PRL.
Pamiętam, że oburzaliśmy się punktami za pochodzenie. Pozwalały one się dostać na studia relatywnie słabszemu synowi robotnika lub chłopa, mógł zdać gorzej egzamin, ale dostał się na studia. To było sztuczne owszem. Z punktu widzenia władzy chcącej przemieszać warstwy społeczne – słuszne. W latach 70′ stawało się jawną niesprawiedliwością, bo sytuacja materialna chłopów i robotników była już zdecydowanie lepsza niż tzw. inteligentów.
Ale też pamiętam parytety na medycynie. Wprowadzono je dla męskiej populacji. W przeciwnym razie zachodziła by obawa, że medycyna zostanie całkowicie sfeminizowana. Jakoś nie pamiętam, żeby jakikolwiek facet wówczas zaprotestował. Dziwne.
Może warto dyskutantów odesłać do mojego starszego tekstu:
https://belfer.one.pl/2010/03/21/te-baby/ – pokaże to także ewolucję moich własnych poglądów.
W jednym z tekstów potem napisałem: A ja jednak wysłałem maile do posłów z mojego okręgu /…/ Nie dlatego, żebym się przekonał do parytetów, ale dlatego żeby zacząć o tym mówić, żeby zacząć się na serio spierać i dyskutować. Żeby także kobiety wzięły udział w publicznej debacie i żeby wreszcie przestało wszystkim być obojętne.
„był specjalny program, który ułatwiał chętnym kobietom zostanie kierowcą autobusu miejskiego. Wiadomo, ze do tego nie trzeba studiów, ale trzeba odpowiedniej osobowości i dobrego wyszkolenia. Dla kobiet, które potraciły pracę w rozmaitych zakładach” – Mógłbym od razu wrzeszczeć – dyskryminacja !!! Dlaczego nie było takiego kursu również dla facetów? Czyżby oni nie potracili pracy w rozmaitych zakładach? Dlaczego preferowało się kobiety?
„Mamy sporo pań jeżdżących nowiutkimi scaniami komunikacji miejskiej.” – no właśnie – nawet nie zwróciłem uwagi ale jak tak dłużej pomyśleć to… Kierowcy faceci przeważnie jeżdżą jakimiś zdechłymi Jelczami ale nie widziałem jeszcze kierowcy kobiety jeżdżącej jakimś dezelem. Zawsze jeżeli kierowcą jest kobieta to jeździ nowiutką scanią 🙂 Czy to nie jest jaskrawy przykład dyskryminacji? Znowu mógłbym się drzeć.
„Niższa płaca dla kobiet może oznaczać, że więcej kobiet będzie zatrudnianych niż mężczyzn, bo pracodawca będzie miał niższe koszty pracy.” – o właśnie, może wprowadzimy parytety również do szkolnictwa? Każda szkoła musi mieć co najmniej 35% nauczycieli mężczyzn. Wiadomo że 90% nauczycieli to kobiety – dlaczego również tego nie uregulowano? Drogi belfrze, nadal zręcznie próbujesz omijać temat o którym pisałem. Jeżeli przytaczasz moje wypowiedzi to przytocz logiczną całość. Wyobraź sobie że jesteś pracodawcą, musisz kalkulować koszty. Możesz zatrudnić faceta za 2500 na rękę i być pewnym że nie zajdzie w ciążę i nie będziesz musiał przekazywać komuś innemu obowiązków a po ciąży przyjąć go jak już wypadł z tematu albo za 2200 na rękę zatrudnić kobietę równie wykształconą i kreatywną ale młodą i obarczoną dużym ryzykiem zajścia w ciążę?
2200 < 2500 więc na pierwszy rzut oka rachunek prosty. Gdyby jednak było 2500 dla faceta i 2500 dla kobiety? kogo byś wybrał? Bierzesz pod uwagę wszytkie koszty zakładając że facet i kobieta mają identyczny poziom intelektualny i są w wieku rozrodczym. To jest właśnie czynnik regulujący wysokość wypłat. Nie staram się tego usprawiedliwiać, bo jak już napisałem – chciałbym żeby moja żona zarabiała co najmniej tyle co ja, jedynie staram się to zrozumieć. Za tą samą robotę powinna być taka sama płaca – to jest ideał ale rzeczywistość jest niestety dużo bardziej skomplikowana.
To że kobiety zarabiają mniej to jest zachęta dla pracodawcy żeby jednak przezwyciężyć to ryzyko, brać je pod uwagę. Gdyby kobiety zarabiały tyle samo to obawiam się że pracodawcy jeszcze częściej wybieraliby facetów do pracy.
Moja żona jako kadrowa w dość dużej firmie, często mówi że wcale się nie dziwi pracodawcom że nie chcą zatrudniać, że mniej płacą, że wywalają po macierzyńskim itd… widząc co niektóre kobiety wyprawiają.
"Ale też pamiętam parytety na medycynie." – i co to tak naprawdę dało? Niewiele, nadal większość lekarzy to kobiety (za wyjątkiem chirurgii).
@jakuszyn
widzisz, jeszcze do niedawna byłam przeciwniczką parytetów i to z wielu powodów, nota bene, wiele zostało tu przytoczonych.
Taka ustawa to Nakaz! A ja nie znoszę nakazów. Ale nie znoszę tez Zakazów. Szczególnie zakazów niepisanych, do których nijak nie można się odnieść.
Zapewne znasz hasło propagowane przez propagandę PRL-u „kobiety na traktory” Co z tego wniknęło, ano nic, bo na traktory tak, ale już np. jako kierowca autobusu nie (możliwe, ze były jakieś pojedyncze przypadki podawane jako przykład). Obecnie coraz więcej kobiet prowadzi autobusy, dają radę? Dają.
Bądźmy szczerzy, większość mężczyzn po prostu nie chce kobiet w tzw „męskich zawodach” (no chyba ze jako ocieplenie wizerunku czyt. Kluzik-Rostkowska)
Ale odkąd pozwoliliście nam troszkę odejść od garów (byłyśmy Wam potrzebne np. w fabrykach) czego zapewne teraz żałujecie, musicie zacząć się z nami liczyć.
O „normalności” piałam nie tylko w kwestii kobiet, ale także mężczyzn. Bo dlaczego w Polsce jest tak mało mężczyzn np. w zawodzie nauczyciela nauczania początkowego? Tu właśnie pokutują stare schematy myślowe, które określają kto lepiej (kobieta czy mężczyzna) „nadaje się na dane stanowisko” I wcale nie jesteśmy gorsze w tym myśleniu od Was.
„Czy normalnością jest według Ciebie jest szukanie na siłę kobiety żeby spełnić ustawę parytetową?”
O co to nie! Ale nienormalnością jest pomijanie kobiet na listach wyborczych.
„W Polsce żyje parę tysięcy czarnoskórych i żądna partia ich nie chce jako kandydatów na posła”
http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Godson
Ilu wśród parlamentarzystów jest gejów?
Tego nie wiem i szczerze powiem nie obchodzi mnie to, ale o ile wiem gej to mężczyzna.
Muszę coś jeszcze wyjaśnić. Śmieszy mnie stwierdzenie, ze większa ilość kobiet w parlamencie złagodzi, ociepli, sposób prowadzenia polityki. Tego nikt nie wie, ale na pewno będzie inaczej, co wcale nie oznacza, że lepiej.
Dlaczego muszą powstawać takie, wydawało by się chore, ustawy? Ano właśnie dlatego, ze Wy panowie mieliście możliwość pozwolić wejść nam w życie polityczne, możliwość z której nie skorzystaliście. Dlatego teraz potrzebna jest taka ustawa, by za jakiś czas nie zwracało się uwagi na to co kandydat ma w majtkach, ale co ma w głowie.
ups…sporo dziś o autobusach…:)
@jakuszyn:
Może te kobiety dostają nowiutkie scanie, bo dbają bardziej o sprzęt? A poza tym u nas prawie wszystkie autobusy to nowiutkie scanie 😀 No może nie wszystkie, bo inne marki też są i trochę starszych autobusów jeszcze jest.
Czy był kurs dla facetów? Tez był. Tylko po prostu była akcja zachęcająca dla kobiet, dodatkowa, rzec by można afirmacyjna.
Piszesz „co niektóre kobiety wyprawiają”, a niektórzy mężczyźni to nie? Moja współpraca z jedną panią dyrektor skończyła się trwającym trzy lata procesem. Ale nie rzutuję zachowania jednej psychopatki na całą populację dyrektorek.
Parytety na medycynie skończyły się 20 lat temu, więc dziś może już nie być efektów.
Parytety w szkolnictwie by się może i przydały. Wiadomo, ze lepiej jest jeśli w szkole dzieci mają do czynienia nie tylko z kobietami, bo tworzy im się taki dość jednostronny świat. Od pewnego czasu zarobki w oświacie są wyraźnie lepsze, więc może jest nadzieja, ze i mężczyźni nie będą uciekać z zawodu. Może parytety nie są potrzebne.
Ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ze od strony ekonomicznej są pewne aspekty niekorzystne dla pracodawców, z drugiej strony sam widzisz, ze patrzenie przez pryzmat „zajdzie w ciążę i będę mieć kłopot” jest prymitywne i w długiej perspektywie zabójcze. Dlatego sądzę, ze jednak jakoś należy to regulować. Bo za 30 lat ja będę trawkę od spodu wąchać, a na wasze emerytury nie będzie komu pracować.
Gdyby tak pracodawca był wścibski w sprawach męskich? Masz żonę? Dziewczynę? A ile tych związków miałeś w życiu? E, ja ciebie nie zatrudnię, bo ty za dużo się dziewczynami zajmujesz i nie będziesz dostatecznie dbać o pracę. Ożeń się, a potem wróć. Ale byłby bunt! Czuję, ze zaraz by się cały rząd tym zajął z Radziszewską na czele. 🙂
@belfer – no jasne że to prymitywne i bardzo szkodliwe ale niestety realne. Bardzo wielu pracodawców właśnie przez taki pryzmat patrzy. Nie w dużych firmach – tam raczej właśnie facetów dyskryminują bo starają się być poprawni politycznie. Niestety jakkolwiek byś tego nie regulował może być jedynie gorzej. Był kiedyś pomysł – wprowadzić bykowe. Kasę z tego podatku możnaby przeznaczyć na państwowe wyrównanie wypłat kobiet – nie zasiłek bo to uwłaczające.
Oczywiście, że potrzebne są parytety. Bo bez nich kobiety nie mają szans na wyższe stanowiska w administracji państwowej ani też we władzach firm. Mężczyżni będą bronili swoich pozycji….
Ale parytety mają też wady, nie jest to rozwiązanie idealne. Bo nie mamy pewności czy nominacja kobiety na dane stanowisko wynika tylko z paretytowego obowiązku.
Tak więc mamy dwa zła:
1. sytuacja bez parytetów – całe rzesze kobiet nie mają szans na awans pomimo, że mają kwalifikacje.
2. sytuacja z parytetami – nie ma 100% pewności czy nominowana kobieta (czy też mężczyzna w przypadku dyskryminacji mężczyzn przez kobiety) ma z grona kandydatów najlepsze kwalifikacje.
Skoro mamy dwa zła to lepiej wybrać mniejsze zło czyli parytety. I może tylko na okres przejściowy np. 20 lat. Bo gdy dyskryminacja zniknie parytety będą miały więcej wad niż zalet.
Mnie też cieszy fakt, że wywiązała się na ten temat dyskusja, i że oprócz father bossa wszyscy potrafili przytoczyć ciekawe argumenty. Choć nadal nie zawsze merytoryczne.
Gadka o czarnych, gejach czy wyznawcach innych religii (@jakuszyn & others). Mówi się, że homoseksualiści stanowią ok. 5% społeczeństwa. Ktoś tu wspomniał, że Murzynów w Polsce jest kilka tysięcy. A wyznawców innych religii? Parę procent. Jak to się ma do ponad 50% społeczeństwa, czyli do kilkudziesięciu milionów, które stanowią kobiety?? Proszę, zachowajcie proporcje. To są tzw. mniejszości, które stanowią odrębne zagadnienie. Kobiety mniejszością nie są.
Gadka o leworęcznych, łysych itp. Podobnie jak wyżej – nie stanowią połowy społeczeństwa. Poza tym kwestia proporcji po raz kolejny – na ile leworęczność determinuje życie człowieka, a na ile płeć? Wydaje mi się, że wielu panów uważa, że rzeczywiście, bycie kobietą czy mężczyzną to prawie że nieistotna różnica, jak bycie leworęcznym czy praworęcznym, a z drugiej strony sami przyznają, że kobiety mają niższe pensje, bo jest ryzyko, że zajdą w ciążę. Zdecydujcie się więc, który punkt patrzenia przyjmujecie – albo chcecie udowodnić, że kobieta to taka sama istota jak mężczyzna i o żadnych parytetach mowy nie ma, albo trzymajcie się argumentacji, że różnice są, i to na tyle istotne, że wpływają na jakość życia kobiet.
@jakuszyn
„Czy dlatego że ogólnie kobiety mniej chętnie garną się do polityki? Czy może garną się tak samo jak faceci ale są mniej skuteczne i mają mniejszą siłę przebicia?”
A jakbyś sam sobie odpowiedział na to pytanie? Każdy z Was tu prycha na to, że parytety są sztuczne, że to inżynieria, „ręczne sterowanie”. Uważacie, że kobiety „z natury” najwyraźniej polityki nie lubią lub mają „mniejszą siłę przebicia.” Nie dociera do Was, że sami tak kulturowo kształtujecie kobiety (nie tylko Wy jako jednostki, całe społeczeństwo mam tu na myśli) – wspominałam już o ubieraniu niemowląt płci męskiej na niebiesko, a żeńskiej – na różowo. Pracowałam kiedyś w sklepie, gdzie na porządku dziennym były sytuacje, gdy rodzice zabraniali dziewczynce wybrać sobie na zabawkę samochodzik, albo wyrywali chłopcom z rąk różowe zabawki. To jest właśnie sztuczne, to jest ręczne sterowanie, i każdy jest temu poddany od chwili narodzin. Naiwnym jest wierzyć, że kobiety „nie są stworzone do polityki” albo że nie potrafią prowadzić autobusów, bo Bozia im nie dała takiego talentu. Jeśli ktoś ci będzie wmawiał od urodzenia, że nadajesz się tylko do garów i rodzenia dzieci, to jasne, że w dorosłości do polityki pchać się nie będziesz.
Poza tym ciekawa jestem skąd, oprócz własnej świętej wiary, bierzecie ten pogląd o stosunku kobiet do udziału w polityce. Poproszę rezultaty jakichś badań, ankiet. Bo ja na temat wpływu wychowania na życie kobiet i mężczyzn mogę Wam przytoczyć co najmniej kilkanaście naukowych pozycji. A jeśli chodzi o udział kobiet w polityce, to jedyna przyczyna o jakiej słyszałam (z ust kobiet, nie mężczyzn wydających opinie na ten temat), to że są obciążone dodatkowo „etatem” w domu – opieką nad dziećmi i mężem. Ciężko być politykiem, kiedy po powrocie do domu trzeba jeszcze zrobić obiad, pranie i uprasować mężusiowi koszule. Jeśli postawić problem w kategorii „kobieta po prostu nie chce”, tak jak Wy to robicie, to moja odpowiedź brzmi: żeby chciała, powinna najpierw mieć ku temu możliwość, której nie definiuję jako możliwości prawnej, teoretycznej, lecz jako możliwość faktyczną. Jakbyście mieli cały dom na głowie, też moglibyście nie dać rady udźwignąć olbrzymiej odpowiedzialności, jaką pociąga za sobą stanowisko na wysokim szczeblu.
@Troll
Dlaczego jest tak mało kobiet – kierowców autobusów? Bo mniej się ich garnie, brzmi Twoja odpowiedź. Tylko, że to nie jest przyczyna, i na tym polega błąd myślenia Twojego i jakuszyna. To jest skutek sposobu wychowania, genderyzacji, czyli tego o czym mówię powyżej. Dla dziewczynki samochodziki są be. A ile jest w Polsce kawałów o kobietach kierowcach? Pojedź do Londynu i zobacz ile kobiet prowadzi double-deckery. Wasze poglądy opierają się na stereotypach, generalizacjach, które wynikają z tego, że żyjecie w takim, a nie innym społeczeństwie. To kwestia Waszej mentalności. Brak tu jakiejkolwiek rzeczowej argumentacji.
@Jakuszyn
Kobiety w wieku rozrodczym a niższe płace kobiet.
Wyjaśnij w takim razie skąd się biorą takie przypadki, że kobieta 50-letnia z 20-30-letnim stażem zarabia mniej niż mężczyźni na identycznym stanowisku z krótszym stażem (autentyczny przykład, mama mojego kolegi). Ryzyko, że zostanie babcią?
A ostateczny mój argument to taki, że nie podoba mi się, iż o życiu kobiet decydują mężczyźni. Widać po powyższych wypowiedziach, że mają pewne ugruntowane, stereotypowe przekonania, oparte na tym, co im wpojono, głęboce związane z czasami, w których żyją. Ot, kobity same nie chcą do polityki, albo nie potrafią, do tego sprowadza się Wasza wnikliwa analiza całej sytuacji. Chcę, żeby kwestie aborcji, antykoncepcji, urlopów macierzyńskich, samotnych matek, alimentów, zatrudnienia kobiet i tym podobnych były rozważane przez kobiety. Co prawda Polki często przyjmują postawę „zadowolonego niewolnika” i tylko powtarzają głupoty za facetami, ale powolutku się to zmienia.
@Paulina
Ok, z tymi łysymi, palącymi, gejami i murzynami to był tylko przykład. Jeżeli już się czepiasz że bycie gejem, czy murzynem nie wpływa na jego życie (nie zgadzam się z tym ale to już tylko moje zdanie) to co z otyłymi? Otyłość determinuje nasze życie w znacznie większym stopniu niż płeć. Można powiedzieć że można przestać być otyłym ale to tak faktycznie dotyczy tylko niewielkiego procenta otyłych więc można to uznać jako cechę stałą. Dlaczego nie ma parytetów dotyczących otyłości?
„Wydaje mi się, że wielu panów uważa, że rzeczywiście, bycie kobietą czy mężczyzną to prawie że nieistotna różnica, jak bycie leworęcznym czy praworęcznym, a z drugiej strony sami przyznają, że kobiety mają niższe pensje, bo jest ryzyko, że zajdą w ciążę.” – mylisz predyspozycje z wyborem. Intelektualnie kobiety są równe mężczyznom (są różnice, nie wiadomo z czego wynikają dotyczą predyspozycji do poszczególnych dziedzin) ale tylko kobieta jest w stanie zajść w ciążę – to jej wybór. Nie ma się tutaj co decydować i nie traktuj mnie jak wroga kobiecości bo nim nie jestem. Nie uważam że zdolność do rodzenia dzieci jest jakąkolwiek wadą – nie dla mnie. Poprosiłem jedynie o spojrzenie z punktu widzenia pracodawcy.
„A jakbyś sam sobie odpowiedział na to pytanie? Każdy z Was tu prycha na to, że parytety są sztuczne, że to inżynieria, „ręczne sterowanie”. Uważacie, że kobiety „z natury” najwyraźniej polityki nie lubią lub mają „mniejszą siłę przebicia.”” – nie wiem, nie jestem kobietą, poza tym to chyba wynika z charakteru każdej z kobiet. Jednak w tym parlamencie parę tych kobiet mamy, jak one się tam dostały? Według mnie poprzez determinację, upór i skuteczność w dążeniu do czegoś. Czyli jednak się da. Kto układa listy wyborcze? Szefowie partii, prezesi partii, dlaczego nie ma kobiety prezesa partii? Jak to się stało że szefami, prezesami partii są sami faceci? Jakim cudem? Wiadomo jak się zakłada partię, wiadomo że trzeba mieć kupę kasy albo sponsorów… Czy to nie daje nikomu do myślenia? Gdzie się podziały kobiety? Pierwszy przypadek, kiedy kobiety chciały założyć partię to już po 2000 roku. I gdzie ta partia? Czy nieobecność tej partii w sejmie to wina braku parytetów? Według mnie parytety to pójście na skróty na łatwiznę. Przekonajmy wyborców że warto głosować na partię, w której jest duży procent kobiet. Wyborcy mają głos.
Poruszasz tutaj inny temat – wpływu wychowania na postępowanie w przyszłości. Sugerujesz że gdyby rodzice wmawiali malutkiej Paulince że nadaje się do roboty w kopalni, to wyrosłaby na taką, która nadawałaby się tam bardziej niż mężczyźni.
Nie oszukujmy się – istnieją różnice w płci. Weźmy przykład tężyzny fizycznej – bierzemy kobietę trenującą całe życie biegi i faceta trenującego całe życie biegi. Wiadomo że facet ma lepszy wynik bo jest silniejszy fizycznie. Takich różnic jest więcej. Ale mogę podać przykład, w którym to kobiety są górą. Bo umiejętności człowieka nie zamykają się na umiejętności liczenia i tężyźnie fizycznej. Są jeszcze umiejętności interpersonalne, systematyczność, obowiązkowość itd… Mylisz się jeżeli twierdzisz że wszystko zależy od wychowania. Wszystko zależy jednak od predyspozycji płci. Ale jedna płeć nie jest lepsza od drugiej, może w niektórych dziedzinach ale w sumie są równowarte. Muszą się uzupełniać.
„Poza tym ciekawa jestem skąd, oprócz własnej świętej wiary, bierzecie ten pogląd o stosunku kobiet do udziału w polityce.” – powraca przykład Partii Kobiet. Partia stworzona przez kobiety, dla kobiet, wyciągająca wszystkie problemy kobiet, chcąca je naprawić… Wydawałoby się że większość kobiet na tą partię właśnie zagłosuje. Ile Partia Kobiet dostała głosów? O czym to świadczy? Że same kobiety nie uwierzyły w sukces tej partii, nie poparły jej. Same nie wierzycie w to że możecie w polityce odnieść sukces. Patrytety tego nie zmienią.
Świetnym przykładem mogą być właśnie wybory samorządowe. Dlatego świetnym że partie nie odegrały tutaj większej roli. Wiekszość wybranych to kandydaci niezależni. Założyli własny sztab wyborczy i startowali. Nikt nie zabronił startu w wyborach samorządowych, dlaczego tak mało kobiet wystartowało a potem wygrało?
Miałem się już nie odzywać, bo myślałem, że argumenty zaczną się powtarzać, więc dyskusja zacznie się kręcić w kółko. Ale jednak nie.
@Paulina:
Twój ostatni post wywołał u mnie pewną korektę patrzenia na sprawę – czy też raczej jego rozszerzenie. Faktem jest, że do niektórych zawodów kobiety garną się mniej (a do niektórych – mężczyźni), mimo iż większość zawodów może być wykonywana z równym powodzeniem przez obie płcie. Z tym faktem zresztą się zgadzasz. Twierdzisz jednak, że to kwestia wychowania, ze szczególnym (a właściwie determinującym) wpływem presji społecznej / stereotypów. Przyznam, że we wcześniejszych swoich przemyśleniach nie brałem tego pod uwagę, a teraz – kiedy o tym napisałaś – uważam, że nie sposób się z tym nie zgodzić.
Czyli – ja powoływałem się na przyczyny wtórne, Ty – na pierwotne.
Co rzekłszy, nadal stoję na stanowisku, że parytety nie są są żadnym rozwiązaniem, nawet kompromisowym. Nie da się ustawą zmienić ludzkich przekonań i nastawień. To wymaga edukacji, wzrostu świadomości, etc. z tym, że jest to proces długoterminowy i nie da się go zapisać w broszurce propagandowej („patrzcie, jakie dobre rzeczy zrobiliśmy podczas kadencji!”). Uchwalenie ustawy jest łatwe i nośne propagandowo, ale nic nie zmieni. A, przepraszam, zmieni – wygeneruje całą serię patologii, które w niniejszym wątku zostały już opisane przez różnych dyskutantów. Będąc pesymistą, uważam nawet, że zrobi więcej szkody niż pożytku i uczyni tzw. niedźwiedzią przysługę całej sprawie – bo ludzie (wbrew temu, co myślą niektórzy politycy) nie są idiotami, widzą absurdy i tworzą nowe skojarzenia. Efekt może być taki, że rozmaite wartościowe poczynania, mające na celu zmianę stereotypów płciowych, będą traktowane na dzień dobry niechętnie, bo będą się kojarzyły z ustawodawczym absurdem i bezmyślną propagandą. A szkoda by było.
Pozdrawiam.
@Troll:
A jak zatem walczyć z dyskryminacją, jeśli nie prawem? Oczywiście, że pewne rozwiązania mogą owocować sytuacjami absurdalnymi, taka już natura człowieka, że jest gotów spieprzyć wszystko, czego się dotknie. Czasami mamy do czynienia z bzdurną interpretacją np. przepisów o ruchu drogowym, czy to znaczy, że mamy je zlikwidować całkowicie?
Masz jednak rację, że to proces długoterminowy i należy edukować społeczeństwo.
@jakuszyn:
Z tą partią kobiet popełniasz zasadniczy błąd. Dlaczego kobiety miałyby (gdyby chciały) głosować na partię kobiet? Czy uważasz za pewne, że mężczyźni głosowaliby na partię mężczyzn? W polityce liczą się poglądy – lewica lub prawica, liberałowie i konserwatyści, a nie kobiety i mężczyźni. Twoja sugestia prowadzi do stwierdzenia, ze partia kobiet powinna mieć program nie lewicowy, prawicowy, liberalny lub konserwatywny tylko kobiecy? To chyba znowu mamy do czynienia ze stereotypizacją.
W dzisiejszym świecie partie klasowe mają coraz mniej sensu. PSL – ze swoją ofertą tylko dla rolników – jest doskonałym tego przykładem. Partia musi mieć program dla wszystkich, których potrafi przekonać, nieważne czy profesor, czy robotnik lub rolnik. Co miała by sobie zapisać w programie partia mężczyzn? Piwo do każdego obiadu, raz w tygodniu loda, i seks na każde żądanie?
Odwołanie do wyborów samorządowych też ma mały sens. Lokalne komitety działają na identycznej zasadzie jak partie polityczne, kobietom tak samo trudno się tam dostać, jak w dużych partiach.
Podam jeszcze jeden przykład charakterystyczny dla męskiej populacji. Posłanka Mucha z PO. Ma tego pecha, że jest ładna i w dyskusjach wielokrotnie jej adwersarze używali argumentów typu „ależ co sobie pani wymyśliła w tej ładnej główce” albo „”podziwiam pani urodę, ale”.
Ciekawe jak by zareagowano gdyby kobieta dyskutująca np. z posłem Poncyliuszem powiedziała „jest pan przystojnym mężczyzną, ale” lub „taki przystojny mężczyzna to powinien…”. Zapewne oburzone byłyby media i adwersarze również. Bo co to ma do rzeczy. A posłanka Mucha jest mądra i kompetentna, dlaczego zatem na porządku dziennym jest sprowadzanie jej przez mężczyzn – adwersarzy do wyłącznie ładnego wyglądu?
@Paulina
Nie chcę dyskutować z większością Twoich argumentów, gdyż są słuszne i logiczne. Ale ton Twojej wypowiedzi budzi niemiłe skojarzenia z „wojującą emancypantką”. Tonem świętego oburzenia oskarżasz mężczyzn o spisek, mający na celu „ustawienie” kobiet przy garach. A sama wspominasz, że to kobiety mają na głowie dom, wychowanie dzieci. Dlaczego więc wychowują je w taki sposób, aby utrwalić te krytykowane przez Ciebie archetypy? A jak powiem, że z LENISTWA? Że łatwiej dostosować siebie do zastanego porządku rzeczy niż świadomie zmieniać świat? Bo tak czują się BEZPIECZNIEJ, a właśnie potrzeba bezpieczeństwa jest w/g psychologów jedną z głównych cech różniących psychikę kobiet od mężczyzn? (chyba nie muszę szukać źródeł).
Ustawowe parytety pomagają właśnie takim leniwym przezwyciężyć tę swoją niechęć i zabrać się do zmieniania świata, tak jak „harlequiny” zahamowały wtórny analfabetyzm wśród polskich gospodyń domowych… I za to im chwała.
Co do kobiet-kierowców i kawałów o nich, to po prostu popatrz na nie! Przyznaj, co robi większość kobiet za kierownicą na czerwonym? Lusterko, szminka. Nie zaprzeczaj, wiem to z własnych obserwacji.
I ostatnie, nie chcesz, aby za Ciebie decydowali mężczyźni (domyślam się, że powinno być „wyłącznie mężczyźni”). To dlaczego chcesz, aby o takich sprawach jak aborcji, antykoncepcji, urlopów macierzyńskich, samotnych matek, alimentów, zatrudnienia kobiet i tym podobnych decydowały wyłącznie kobiety? Zresztą w rzeczywistości właśnie tak jest! Znam kilku rozwodników, którym 100% kobiecy skład sędziowski sądu rodzinnego skutecznie zniszczył życie. W jawnym akcie zemsty za skrzywdzenie innej kobiety. Kadrowymi w zakładach pracy też są w większości kobiety.
Rozumiem Twoje zaperzenie, jesteś młodą osobą, ale nie naprawisz chorego świata przez taką amputację. Ustawowe parytety BEZ równoczesnej zmiany wielu innych praw prowadzą donikąd.
@Belfer
Nie patrz na nazwę – „Partia Kobiet” to tylko nazwa.
* opieki medycznej nad kobietami (zwłaszcza w okresie ciąży, porodu, badań okresowych)
* przyznanie nie jałmużny, ale godnych zasiłków wystarczających na wychowanie dziecka w ubogich rodzinach
* zlikwidowanie domów dziecka na rzecz domów rodzinnych
* wyrównanie płac z mężczyznami
* zaostrzenie kar w przypadku maltretowania kobiet, gwałtu czy zmuszania do prostytucji
* realna polityka prorodzinna
* opieka nad samotnymi matkami
* edukacja seksualna
* refundacja środków antykoncepcyjnych i leczenia niepłodności
* możliwość samostanowienia w kwestiach planowania rodziny
Takie postulaty wysuwa „Partia Kobiet”. Jak widzisz, jest tam zarówno coś o socjalu, wymiarze sprawiedliwości, edukacji. Oceniam te postulaty jako raczej lewicowe. Tu nie chodzi o to że partia jest tylko dla kobiet – przecież chyba z częścią postulatów się zgadzasz… Komu jak nie kobietom zależy na większej opiece zdrowotnej w określonych okresach, wyrównaniu płac z mężczyznami, zaostrzeniu kar za gwałty? To są całkiem słuszne postulaty ale generalnie skierowane do Kobiet. Gdyby jeszcze rozwinąć program o postulaty gospodarcze, infrastrukturalne, edukację i parę innych tematów to mielibyśmy całkiem przyzwoitą partię oferującą coś każdemu.
Nie sądzę że popełniam w tym miejscu błąd.
„Twoja sugestia prowadzi do stwierdzenia, ze partia kobiet powinna mieć program nie lewicowy, prawicowy, liberalny lub konserwatywny tylko kobiecy? To chyba znowu mamy do czynienia ze stereotypizacją.” – wcale nie, każdy pogląd, postulat można ocenić pod względem jego lewicowości, prawicowości itd. Jeżeli program skierowany do kobiet, proponujący poprawę ich życia nazywasz kobiecy to dlaczego nie? Może być i program kobiecy składający się po trochu z programu prawicowego, centrowego i lewicowego. Co w tym złego? Piszesz że PSL jest bez sensu a jednak od -dziestu lat utrzymuje się na scenie politycznej. Wcale nie bez sensu.
„Co miała by sobie zapisać w programie partia mężczyzn? Piwo do każdego obiadu, raz w tygodniu loda, i seks na każde żądanie?” – i TO właśnie jest stereotyp sugerujący że facetom nie zależy na niczym innym. Przeciwstawiasz poważne i słuszne elementy programu Partii Kobiet takie jak „Piwo”, „seks na żądanie”? Trochę powagi.
„Odwołanie do wyborów samorządowych też ma mały sens. Lokalne komitety działają na identycznej zasadzie jak partie polityczne, kobietom tak samo trudno się tam dostać, jak w dużych partiach.” – właśnie to jest dobre odwołanie. Żeby wystartować w wyborach samorządowych nie trzeba mieć takiego zaplecza, wystarczy się zarejestrować i dysponować dość ograniczoną gotówką na promocję. Dlaczego kobiety mają mieć trudność w dostawaniu się na listy skoro same mogą te listy zgłaszać? Faceci potrafią a kobiety już nie? Nie wierzę. Skoro ktoś nie ma odwagi/umiejętności/chęci żeby zgłosić listę, założyć komitet wyborczy to chyba nie ma czego szukać w samorządach. I dotyczy to zarówno kobiet jak i facetów.
„Podam jeszcze jeden przykład charakterystyczny dla męskiej populacji.” – ale co to ma do parytetów? W każdym miejscu można spotkać jakiegoś prymitywa, który sprowadzi kobietę tylko do jej wyglądu. Tutaj też nie chodzi tylko o kobiety i ich urodę. Przecież wiadomą jest taktyka przyjmowania do partii ludzi tylko ze względu na ich wygląd, popularność… (Stąd Florek wielki brat w polityce, Kutz, Cugowski)
Niedawno słyszałem przecież „O ile cenię twórczość pana Kutza to pozwolę sobie się z nim nie zgodzić”… to jest to samo co odwołanie do urody. Kutz jest niegłupi, ale jest postrzegany przez pryzmat swojej twórczości. Tak samo posłanka Mucha jest inteligentna ale postrzegana przez pryzmat urody.
@jakuszyn:
Pisząc o PSL miałem na myśli to, że właśnie w ostatnich latach popularność tej partii się zmniejsza znacząco. Pawlak nigdy nie zostanie już premierem, a na pewno prezydentem. Dlaczego? A choćby dlatego, że spora część wyborców PSL przestała myśleć „klasowo”. Myślą o polityce w zupełnie innych kategoriach. Jeszcze 10 lat temu wśród znajomych rolników przeważało myślenie „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna”, dziś zaczynają rozumieć, że dobrobyt ich związany jest nierozłącznie z dobrobytem pozostałej części społeczeństwa, a zatem czasem trzeba ponosić też pewne koszty. Ale to kompletnie inny temat na całą polityczną dyskusję. Wróżę PSLowi ciągły dalszy spadek znaczenia.
Z powyższego względu, tym bardziej uważam, ze klasowa partia kobiet nie ma sensu. Podobnie jak znane już Partia Piratów, Polska Partia Przyjaciół Piwa itp. Nazwa sytuuje partię w określonej przestrzeni i to determinuje możliwość jej zaistnienia.
Dlaczego kobiety mają mieć trudność w dostawaniu się na listy skoro same mogą te listy zgłaszać? Faceci potrafią a kobiety już nie?
Podam ci przykład. W Słupsku do rady PO wystawiła 28% kobiet. Tylko dwie kobiety na miejscach „biorących” (4%). PiS – 26% kobiet i żadnego miejsca „biorącego” dla kobiety.. Jedynie lokalny komitet kandydatki na prezydenta miał 37% kobiet. Do rady miasta wybrano 38% kobiet, czyli znacząco więcej niż wynosiła średnia wśród wszystkich kandydatów.
Z danych, które podałem wynika, że kobiety potrafią wygrywać, jeśli mają szansę wystartować.
Co do uwag ad personam – ten przykład Kutza nie bardzo pasuje. Odwołanie się do sfery płciowej, wyglądu, urody w celu pomniejszenia wagi cudzej wypowiedzi to nie to samo co odwołanie się do cudzej twórczości.
Dam swój przykład.
Mógłby ktoś rzec: „Patrzę na Belfra przez pryzmat jego pracy pedagogicznej i w związku z tym jego pochwała parytetów ma głownie aspekt edukacyjny, ale pozbawiona jest realizmu w normalnym świecie dorosłych”.
Mógłby też tak: „Normalnie wyglądający facet, a ma poglądy jak jakiś pedał”.
A także tak: „Wydawałoby się że przystojny facet to powinien mieć jakieś realne poglądy”.
Pierwsza opinia może być OK, ale dwie następne każdy by uznał za celowo tendencyjne i w gruncie rzeczy „uciekające od dyskusji” i odwołujące się do stereotypów.
Ale odwołajmy się do prawdziwego przykładu:
„Ja zawsze z podziwem patrzę na urodę pani poseł.”
„Pani poseł Mucha jest tak piękną kobietą, że nie sądzę, bym musiał powodować, by specjalnie spotykać się z nią w sądzie”
To Ziobro.
Jak byśmy zareagowali na zdanie w dyskusji z premierem: „Panie premierze Tusk jest pan bardzo przystojnym mężczyzną, wysportowanym i z piękną muskulaturą, ale dlaczego są takie problemy z wypłatą niektórych świadczeń dla powodzian”.
Co do wyborów – z tego co napisałeś wynika że ludzie zagłosowali na lokalne komitety a nie na partie. I tutaj właśnie jest pies pogrzebany. Nie trzeba należeć do dużej partii żeby zaistnieć w samorządach. Można założyć własny komitet, rozdzielić miejsca według własnego widzimisię, choćby i 100 % kobiet. I jeżeli te kobiety się czymś pozytywnym wykazały, mają jakiś dobry program i budzą zaufanie to spokojnie mogą liczyć na dobry wynik. Założyć własny komitet jest w miarę prosto i nawet nie aż tak kosztownie. Dlaczego kobiety muszą startować z jakichś list innych partii? Dlaczego nie mogą założyć własnego komitetu? Dla chcącego nic trudnego ale przecież łatwiej nakazać innym partiom żeby przyjmowały kobiety na listy. Nie trzeba się babrać w zakładanie komitetu. Jak pokazały wyniki, ludzie zagłosowali za większą ilością kobiet w samorządach mimo iż największe partie nie dały kobietom szans. Kobiety sobie poradziły – 38% weszło do rady miasta. Zapewniam cię że to dało do myślenia. Nawet mimo tego ręcznego sterowania partie przyjęłyby więcej kobiet na listy bo po wyborach samorządowych widać że takie jest oczekiwanie społeczne, że więcej kobiet startuje.
Co do uwag ad personam – tutaj jednak obstaję przy swoim. Obniżanie wartości człowieka jako polityka odbywa się właśnie w ten sposób. „Podziwiam urodę pani posłanki Muchy ale nie zgodzę się z nią (myli się – nie nadaje się na polityka)”,
„Mimo szacunku dla Kutza jako reżysera muszę stwierdzić że się myli (nie nadaje się na poliyka)”. Jest to ten sam zabieg, a że odnosi się do innych cech danego człowieka…
W końcówce poruszyłeś ciekawą rzecz – Ziobro stwierdził że Mucha jest tak piękna że aż szkoda się z nią procesować – przecież nie napisze że boi się procesu… wybrnął po postacku.
Wywiązała się tu fantastyczna i merytoryczna dyskusja na temat równouprawnienia kobiet i parytetu w polityce.
W zasadzie jestem za parytetem, bo kobiety wnoszą do polityki dużo dobrego, są rozsądne i praktyczne i na pewno nie wywołają żadnej wojny.
Ale w tyle głowy tłucze mi się jedna, ale przykra myśl.
A co, jeśli w ramach 50 procentowego parytetu, do Sejmu wejdą kobiety w stylu Kempy, Wróbel, Sobeckiej, Fotygi, Rokity itd.
Nie będzie ani normalnie, ani merytorycznie, a chciałoby się by do parlamentu trafiali po prostu najlepsi, bez zaglądania kto co ma w gaciach.
@Astrid:
Akurat te panie to są bez parytetu w sejmie. Choć oczywiście nic nie zagwarantuje nam sejmu wolnego od idiotów – na to chyba nie ma ustawy. 😉
@Zerro. Skomentowałeś wpis Pauliny:
„Nie chcę dyskutować z większością Twoich argumentów, gdyż są słuszne i logiczne. Ale ton Twojej wypowiedzi budzi niemiłe skojarzenia z „wojującą emancypantką”.”
Zauważ, że Twój zarzut wobec tonu Pauliny (’ton świętego oburzenia’, 'zaperzenie’) jest bardzo subiektywny, więcej: jest to zarzut męskiej szowinistycznej świni. Bowiem tylko męska szowinistyczna świnia potrafi stwierdzić, że kobieta rozumuje 'słusznie i logicznie’, a równocześnie nie ma racji, bo wypowiada swoje tezy w zbyt emocjonalnym tonie (a ton ten zaiste mieszka tylko w Twojej głowie). Pomijając to, że Twoja wewnętrznie sprzeczna i niepoparta dowodami argumentacja jest słabą argumentacją, zastanawiam się, w jaki sposób deprecjonowałbyś słowa Pauliny gdyby zostały one napisane przez mężczyznę?! Myślę, że mogłoby Ci wtedy zabraknąć argumentów, gdyż wszystkie przytoczone przez Ciebie przykłady (kobieta kierowca i szminka, itp.) są wyrazem głęboko zakorzenionej w Tobie mizoginii, a nie żadnego tam rozumowania z doświadczenia.
NB. Paulina słusznie zwracała uwagę, że kluczowym dla zrozumienia społecznej konstrukcji płci jest rozróżnianie przyczyn i skutków. Mizoginia najczęściej miesza jedne i drugie. Napisałeś np., że 'właśnie potrzeba bezpieczeństwa jest w/g psychologów jedną z głównych cech różniących psychikę kobiet od mężczyzn? (chyba nie muszę szukać źródeł).’ Podajesz potrzebę bezpieczeństwa zakorzenioną w kobiecej psychice jako przyczynę kobiecego lenistwa (i dalej, jako źródło nierówności płciowych). Czy nie jest jednak tak, że ta potrzeba jest już sama w sobie… skutkiem takiej a nie innej socjalizacji dziewczynek i kobiet przez szereg instytucji społecznych (rodzina, szkoła, praca)? Innymi słowy, nie szukaj źródeł męskiej dominacji w psychice kobiety, bo ta jest jedynie skutkiem pewnej przemocy dokonywanej na kobietach, a nie jej przyczyną.
Swoją drogą kategoria 'lenistwa’ to najbardziej debilna kategoria, z jaką kiedykolwiek się zetknąłem. Jest to kategoria par excellence ideologiczna i nienaukowa. Jak zmierzyć lenistwo?! Co nie znaczy, że nie jest chętnie używana przez neo-liberałów czy mizoginów…
@Seksoholik:
Masz idiotyczny co prawda pseudonim, bo w ogóle wszelkie myślenie o seksie oznacza wyłacznie chęć męskiej dominacji.
Jednak z większością wypowiedzi należy się zgodzić. Wszyscy faceci to męskie szowinistyczne świnie i do tego seksistowskie.
Jedno budzi mój sprzeciw. Może lenistwo nie jest pojęciem naukowym. Ale jest prawdziwe i obiektywne. Prawie każdy facet to leń. Nic nie robi,tylko telewizję ogląda i piwo pije. Żeby się mu chciało skarpetki do kosza wyrzucić, deskę w kiblu opuścić… Lenie.
@Seksoholik
Ogromnie mnie kusiło, aby odpisać Ci w podobnym tonie, ale nie na złośliwościach dyskusja polega. Odpowiedz mi jednak -proszę- na jedno tylko pytanie:
MIZOGINIA to w/g wikipedii chorobliwa niechęć do kobiet. Gdzie, u diabła, w mojej wypowiedzi znalazłeś coś, na czego podstawie stawiasz taką „diagnozę”?
I błagam, nie wkładaj do jednego worka neo-liberałów i mizoginów…
@jakuszyn
„Łysi, palący, leworęczni” a „Murzyni, geje, innowiercy” to dwie różne grupy, które ja w swojej wypowiedzi oddzieliłam: te pierwsze cechy nie mają większego znaczenia w naszym życiu, to drugie to „mniejszość”, a więc ludzie bardziej narażeni na dyskryminację niż przeciętny obywatel. Nie przypisuj mi więc wypowiedzi, które nie są moje. To nie ja wrzuciłam ich do jednego worka (nawet widać, że piszę o tych dwóch grupach w dwóch osobnych paragrafach – jedyne co ich łączy, to że stanowią mały procent społeczeństwa).
„Sugerujesz że gdyby rodzice wmawiali malutkiej Paulince że nadaje się do roboty w kopalni, to wyrosłaby na taką, która nadawałaby się tam bardziej niż mężczyźni.” Po raz kolejny, nie wkładaj mi w usta nie moich słów. Nigdzie nie użyłam takiego przykładu. Przykład dotyczył prowadzenia autobusu. Jak do tego mają się kwestie siły fizycznej kobiet? A co do kopalni, to były czasy, że pracowały w nich dzieci (polecam lekturę „Germinal” Zoli), i jakoś nikt nie uważał, że są do tego za słabe lub delikatne… Wszystko zależy, jak już sam zauważyłeś, od uwarunkowań ekonomicznych (przykład z pracodawcą i kobietami w wieku rozrodczym). Jak kobiety są potrzebne w danym zawodzie, to nagle się okazuje, że ani ich „charakter”, „siła przebicia” lub jej brak, czy inne takie pitu-pitu nie stoją na przeszkodzie, żeby je zatrudnić. Jak po wojnie brakuje mężczyzn, bo poginęli, to kobiety wysyła się wszędzie, do każdej roboty. Dlaczego totalnie ignorujesz jakiekolwiek uwarunkowania społeczne, środowiskowe, wszystko „zwalając” na „osobowość” i „predyspozycje” kobiety? Może odpowiedz sobie na pytanie, jak kształtuje się charakter człowieka, co na niego wpływa. Wydaje mi się, że wierzysz, iż każdy przychodzi na świat od razu ukształtowany, i razem z odpowiednim zestawem chromosomów dostaje odpowiedni zestaw cech osobowości.
Po raz trzeci – nie wkładaj w moje usta słów, których nie wypowiedziałam. Nie stwierdziłam, że „wszystko” zależy od wychowania. To zaledwie jeden z wielu czynników. Ty za to, wydaje się, uważasz, że „wszystko” zależy tylko i wyłącznie od osobowości kobiet, i co ciekawsze, ta osobowość jawi się wspólnym mianownikiem dla każdej osoby płci żeńskiej. Trudno o większą generalizację. Nie wiem też, jak w takim razie tłumaczyć większą „przebojowość”, „upór” i „stanowczość” kobiet z innych krajów i kultur? Ciekawa jestem Twojej odpowiedzi.
Przepraszam Cię, ale otyłość to przykład po prostu idiotyczny. Po raz kolejny mówię – otyli nie stanowią połowy społeczeństwa (chyba że w USA hehe). Otyły może w dużym stopniu być winnym własnej przypadłości, może też zmienić stan rzeczy chudnąc, co sam zauważyłeś (proszę jedynie o jakieś naukowe źródło dla informacji, że możliwość schudnięcia dotyczy tylko „niewielkiego procenta” otyłych, bo nie brzmi to rzeczowo). Człowiek może być szczupły całe życie, a przytyć jak przejdzie na emeryturę. A czy Ty przewidujesz, że za kilkanaście lat możesz zamienić się w kobietę?
Partia Kobiet i brak jej popularności to idealny przykład postawy „zadowolonego niewolnika” wśród Polek. Polki odżegnują się od wszystkiego, co wonie choć śladowym feminizmem. Najpopularniejsza fraza wśród Polek to: „nie jestem feministką, ale jestem za równouprawnieniem.” Feminizm w Polsce został skarykaturyzowany i zdegradowany. Masz rację, kobiety nie wierzą w swój sukces. Uważają, że mężczyźni znają się na wszystkim lepiej. Mężczyźni też tak uważają. I panuje pełna zgoda.
@Zerro
Masz rację, powinno być „wyłącznie mężczyźni.”
Powiedz mi, gdzie to święte oburzenie, jakieś przykłady proszę, bo nie potrafię się tego w moim tekście doszukać. Wielokrotnie obserwuję, jak wypowiadający się na blogu Belfra obrzucają się błotem, wyzywają od takich, siakich i owakich, a ja napisawszy wyważoną wypowiedź, logiczną, jak sam oświadczasz, zostaję oskarżona o „wojowanie”, „zaperzenie”, „amputację” (chyba chodzi o to, że coś Imputuję?) i nawet oskarżanie o spisek. Jaki spisek? Sama chciałabym wiedzieć.
Choć faktycznie, jakby spojrzeć na te parę tysięcy lat ludzkiej cywilizacji, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że coś tu z tym spiskiem jest na rzeczy. Skoro kobiety dostały prawo wyborcze nieledwie 100 lat temu, to sobie myślę: jak to miłosiernie ze strony mężczyzn, że nam, które wcale tego nie chciały, bo nie lubią, nie potrafią, nie interesują się (polityką, władzą… you name it), jednak dano to prawo. Może jednak nie było sensu? Przecież to tylko sztuczny polityczny wymysł, ręczne sterowanie, wciskanie kobietom prawa głosu na siłę i wbrew ich woli. Co ciekawe, o ile mi wiadomo, otyli, łysi, leworęczni mężczyźni te prawa mieli od dawna. Ale przecież w Waszej (@jakuszyn) argumentacji czy otyły, czy kobieta, to na jedno wychodzi……
A więc z jednej strony zarzucasz mi wojowniczość, a z drugiej sam stwierdzasz, że kobiety z własnego lenistwa i potrzeby poczucia bezpieczeństwa nie dążą do zmian. Jakaż więc ma być moja postawa? Chyba właśnie jest jak najbardziej prawidłowa? „Walczę”, a więc jestem „wojującą emancypantką”, o zmiany. Nie dziw się, że zostałeś nazwany „mizoginem”, bo nazwanie mnie „wojującą emancypantką” jest dokładnie na takim samym poziomie. Belki w swoim oku nie widzisz.
Co do kobiet kierowców, badań / opinii na ten temat są tysiące. Podobno kiedyś udowodniono, że kobiety doprowadzają do większej ilości drobnych wypadków, stłuczek itp., natomiast mężczyźni do groźnych i śmiertelnych wypadków z powodu swojej brawury i lekkomyślności. Podobno na młodych mężczyzn na motorach mówi się „dawcy organów.” Podobno to faceci prowadzą częściej po pijaku i po narkotykach. Podobno to faceci są bardziej chamscy na drogach. Może więc czas zabronić facetom prowadzenia samochodów? Brzmią o wiele groźniej niż pani ze szmineczką na czerwonym świetle. Poza tym mowa tu była bodajże o kierowcach autobusów – zaiste, kobiety kierowcy autobusu ze szmineczką w życiu nie widziałam. Za to znam i dobrych, i złych kierowców obojga płci. Wiem, że łatwiej jest patrzeć na świat, gdy go sobie pomalujesz na czarno-biało, i wszystko wrzucisz do odpowiedniej szufladki oznaczonej „stereotyp”, ale naprawdę, świat nie jest tak prosty, jakby się chciało.
I proszę jednak o źródło naukowe dot. stwierdzenia psychologów, że główna różnica między kobietami i mężczyznami to „potrzeba bezpieczeństwa”, bo niestety większej bzdury już dawno nie słyszałam. Notabene to brzmi jak ten pogląd, że kobiety mają lepszą podzielność uwagi – w takim razie nie powinno Cię dziwić, że potrafią jednocześnie się malować i prowadzić samochód, to się nazywa multi-tasking 😉
I jeszcze taki dopisek o „zadowolonym niewolniku” z mojego poprzedniego wpisu. Być może niektórzy z Was słyszeli o FGM, czyli female genital mutilation, który to zabieg często polega na usunięciu łechtaczki i warg sromowych u małej dziewczynki, praktykowany jest m.in. w niektórych kulturach afrykańskich. Zabieg ten często wykonuje kobieta (być może zawsze, nie jestem teraz pewna, i nie chce mi się szukać informacji na ten temat). To jest o wiele bardziej dramatyczny przykład kobiety postępującej według reguł własnej kultury i społeczności. Chyba konsekwencji tego zabiegu nie muszę wyjaśniać (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii, polecam też film lub książkę „Kwiat pustyni”).
@Paulina-
jeżeli się nie mylę, to sugerowałaś absolutną równość płci ale ograniczaną przez wychowanie. Przykład z górnictwem jest tylko po to żeby wykazać że jednak się między sobą różnią, ża jedna płeć ma predyspozycje do jednej rzeczy a inna do innej. Tylko o to chodziło. Co do „Łysych …” – to wcale nie musi być ich połowa społeczeństwa żeby mogli być uznani za dyskryminowanych poprzez odmawianie im dostępu do list wyborczych. Nie wrzucam ich do jednego worka, traktuję te grupy całkowicie oddzielnie i pytam dlaczego nie ma parytetów dla każdej grupy z osobna. Co tutaj ma do rzeczy liczność grupy? Czy zbadałaś ilu faktycznie jest otyłych? Na ulicy może tego nie być widać, w pracy również, dlaczego? Bo : wstydzą się wyjść na ulicę, bo odmawia im się pracy ze względu na nieestetyczny wygląd. Jak już napisałem – Może uznajesz ten przykład jako idiotyczny ale otyli ludzie istnieją i jest ich bardzo dużo. Każdy chciałby być szczupły i uznawanie że otyłość wynika tylko z lenistwa, zaniedbania, obżarstwa jest niepoważne z twojej strony.
„Ty za to, wydaje się, uważasz, że „wszystko” zależy tylko i wyłącznie od osobowości kobiet, i co ciekawsze, ta osobowość jawi się wspólnym mianownikiem dla każdej osoby płci żeńskiej. Trudno o większą generalizację.” – Droga Paulino, prosisz mnie na każdym kroku o nie wkładanie Ci w usta słów przez Ciebie nie wypowiedzianych a sama nagminnie to czynisz w stosunku do mnie. Przecież napisałem że w polityce istnieją kobiety, że w samorządach istnieją kobiety i że ich bytność tam zawdzięczają między innymi swoim cechom osobowości (jakoś im nie potrzebne były parytety) – widać wyraźnie że nie generalizuję jak sugerujesz że „kobieta to nie ma siły przebicia i brakuje jej skuteczności” – taki zarzut z Twojej strony jest krzywdzący wobec mnie. Gdybyś trochę wczytała się w mój post to dostrzegłabyś że napisałem że mniejsza obecność kobiet w polityce jest być może spowodowana ich niechęcią do tego typu działalności, ALBO mniejszą siłą przebicia. Ty zauważyłaś tylko to drugie.
„Nie wiem też, jak w takim razie tłumaczyć większą „przebojowość”, „upór” i „stanowczość” kobiet z innych krajów i kultur?” – nadal zakładasz że generalizowałem. No to dobrze – teraz trochę pogeneralizuję – duża część kobiet nie wierzy we własne siły, gdyby było inaczej, miałybyście łatwiej. Nie twierdzę że każda kobieta nie wierzy w siebie (na wypadek gdybyś chciała mi to zarzucić). Nie wiem czym to jest spowodowane – nie jestem socjologiem.
„Przepraszam Cię, ale otyłość to przykład po prostu idiotyczny. Po raz kolejny mówię – otyli nie stanowią połowy społeczeństwa (chyba że w USA hehe).” – po raz kolejny pytam co ma do rzeczy liczność grupy, poza tym skąd wiesz ilu tak naprawdę jest otyłych?
„Otyły może w dużym stopniu być winnym własnej przypadłości, może też zmienić stan rzeczy chudnąc, co sam zauważyłeś (proszę jedynie o jakieś naukowe źródło dla informacji, że możliwość schudnięcia dotyczy tylko „niewielkiego procenta” otyłych, bo nie brzmi to rzeczowo).” – proszę w takim razie o jakieś wiarygodne żródło oceniające ilu jest otyłych. Proszę też o źródło mówiące że ten procent jest wielki – lub że otyły jest „w dużym stopniu jest winny własnej przypadłości” – zgodzisz się że nie brzmi to rzeczowo…
„A czy Ty przewidujesz, że za kilkanaście lat możesz zamienić się w kobietę?” – przy dzisiejszych możliwościach? Dlaczego nie?
„Masz rację, kobiety nie wierzą w swój sukces. Uważają, że mężczyźni znają się na wszystkim lepiej.” – Kpisz ? czy przyznajesz mi właśne rację? „Mężczyźni też tak uważają. I panuje pełna zgoda.” – skoro tak uważasz to nie mam siły Cię z tego błędu wyprowadzać. To krzywdzący stereotyp a Ty go powielasz.
Wracając do Partii Kobiet – czy postulaty tej partii (które wymieniłem w jednym z postów) uznajesz za feministyczne? Ja nie uznaję – uważam że nie są feministyczne. Ogólnie cała partia została w ten sposób niesłusznie zakwalifikowana.
@jakuszyn:
Jedna rzecz się rzuca w oczy. Brniesz z tym otyłym w ślepą uliczkę. Otyłym się nie musisz urodzić i nie musisz nim umrzeć. Nie jest to cecha warunkująca w ujęciu biologicznym, a bycie kobietą lub mężczyzną tak (nie mówmy tu o operacjach płci, bo zdaje się mamy poważnie dyskutować, a nie uprawiać ekwilibrystykę słowną). Otyłych nie możesz potraktować nawet jako mniejszość społeczną (w korelacji do gejów, Murzynów…), bo uznaje się to raczej za cechę osobniczą, której należy się pozbyć. Do sprawy otyłych, jeśli się tak bardzo upierasz wróć, jak lekarze przestaną uznawać to za chorobę. Bowiem na razie mamy sytuację, ze preferowany przez ciebie kontrprzykład może sugerować, że bycie kobietą jest wstydliwym problemem współczesnej cywilizacji i że da się to leczyć.
Nasze prababki w czasach Prusa, a potem Żeleńskiego dumne były ze swojej emancypacji. Dziś dość często unikają problemu, bojąc się sklasyfikowania przez mężczyzn jako feministki. A w męskim świecie powstał pogardliwy stereotyp feministki – odwołujący się do cech seksualnych (lesbijki lub eufemistycznie „niedokochane”, chłopa im brakuje itp.). Wydaje się, ze sporą winę ponosi okres PRLu, w którym z jednej strony „kobiety na traktory”, a z drugiej zdechły tulipan na 8 marca.
@Belfer – Póki co dowiadujemy się że otyłość może być genetyczna i nie da się jej zwalczyć odchudzaniem. Ja używam tutaj tej cechy jako części kodu genetycznego – zestawu cech charakterystycznych dla danego człowieka z którą się rodzimy i z którą umrzemy. Możesz się nie zgadzać że otyłość może być genetyczna i niektórzy się z nią rodzą ale według niektórych naukowców to fakt. Skoro jest to jakaś cecha (nie wnikajmy czy pozytywna czy negatywna – bo nie o to teraz chodzi) z którą się rodzimy to jest to taka sama cecha jak płeć czy kolor skóry. Jeżeli kobiety czują się dyskryminowane ze względu na płeć i sejm uchwala parytety żeby tą dyskryminację zwalczyć to dlaczego otyły nie może się czuć dyskryminowany ze względu na otyłość i dlaczego sejm nie uchwali parytetów ze względu na nadmiar wagi ciała?
„Jedna rzecz się rzuca w oczy. Brniesz z tym otyłym w ślepą uliczkę.” – ależ to jedynie pewien przykład mający za zadanie wykazać że parytet ze względu na płeć jest tak samo sprawiedliwy jak ulga podatkowa tylko dla murzynów.
„Bowiem na razie mamy sytuację, ze preferowany przez ciebie kontrprzykład może sugerować, że bycie kobietą jest wstydliwym problemem współczesnej cywilizacji i że da się to leczyć.” – dlaczego dopatrujesz się w tym przykładzie jakiegoś innego sensu niż chciałem mu nadać? Żaden przykład nie jest idealny. To tak jakbyśmy porównywali dwa samochody pod względem wygody podróżowania, miękkości siedzeń, klimatyzacji, hałasu itd… a Ty wyskakujesz ze stwierdzeniem że jeden z samochodów spala dwa razy więcej benzyny i porównanie jest bez sensu. Dla sensu przykładu to nie jest istotne, bo w chodzi w nim przecież JEDYNIE o wygodę podróżowania.
„Dziś dość często unikają problemu, bojąc się sklasyfikowania przez mężczyzn jako feministki. A w męskim świecie powstał pogardliwy stereotyp feministki – odwołujący się do cech seksualnych (lesbijki lub eufemistycznie „niedokochane”, chłopa im brakuje itp.).” – Dlaczego jest tak że faceci sięgają po coś bez strachu że zostaną nazwani „męskimi szowinistycznymi świniami” a kobiety tego nie robią bo jednak boją się nazwania mniej pejoratywnym określeniem jakim jest feministka? Dlaczego tak jest? Nie odpowiem choć mam swoją teorię bo znowu zarzucicie mi generalizowanie.
P.S jeżeli nie podoba się przykład z otyłością to możemy wrócić do koloru skóry (lub jakiejkolwiek innej cechy, która już na pewno jest permanentnie przypisana danemu człowiekowi), tylko proszę bez stwierdzeń że murzynów u nas za mało bo to nie ma znaczenia.
To chodzi coś zupełnie innego. Jak by nie patrzeć kobiety to mniej więcej połowa społeczeństwa. Nie chodzi o to samo, co obrona praw dyskryminowanej mniejszości. W przypadku mniejszości daje jej się większe prawa niż innym, dlatego, ze są mniejszością, często dlatego, ze w jakiś sposób ta mniejszość jest upośledzona.
Np. specjalne prawa dla mniejszości niemieckiej – maja swoich przedstawicieli w sejmie (normalnie nie osiągnęliby 5%). Można tu przywoływać różne przykłady. Murzyni w Europie będą mniejszością, ale w Afryce nie. Kolor skóry determinuje sytuację społeczną, ale nie w każdym miejscu na świecie.
W przypadku sytuacji kobiet zachodzi zjawisko ponadkulturowe. Dyskryminacja kobiet w azjatyckim islamie jest oczywiście większa, ale istnieje też w Europie, Afryce, Chinach i wielu innych różniących się pod każdym innym względem obszarach.
@Paulina
Nie przejęzyczyłem się: miało być amputacja. Chodziło mi o -być może nieco koślawe- skojarzenie z metodami chirurgicznymi: na wyleczenie np. zwichniętego nadgarstka nie jest metodą amputacja całej ręki. A do takiej mógłbym przyrównać ustawowe parytety w obecnej formie, jak wspomniałem, bez równoczesnej zmiany wielu innych regulacji prawnych. Podam jeszcze mały przykład: w prawie koranicznym, obowiązującym w wielu krajach jest zapis, dający kobiecie prawo do rozwodu z mężem, właściwie na takich samych zasadach jak dla mężczyzn. Działa?
Natomiast co do tonu Twej wypowiedzi: posługujesz się konwencją „my-wy, my-oni”. Takie direct wypowiadanie się do rozmówcy przywołuje u mnie automatycznie skojarzenie z agresją czy kłótnią (taka już moja, skrzywiona kulturowo męska natura 🙁 Być może faktycznie jestem na tym punkcie nieco przewrażliwiony.
Pozostałe zagadnienia mam nadzieję wyjaśnić później, gdyż kiedy z braku czasu używam zbyt dużo myślowych skrótów mogę być znów nie do końca zrozumiany.
Pozdro
@Belfer –
„Nie chodzi o to samo, co obrona praw dyskryminowanej mniejszości. ” – przecież nie pisałem nic o mniejszości. Liczebność nie ma tutaj nic do rzeczy. Jeżeli przyjąć że kobiety są pewną grupą w naszym społeczeństwie, tak samo jak mężczyźni to ustanowienie parytetu sugeruje że pewna grupa jest dyskryminowana przy konstruowaniu list wyborczych. Jeżeli przyjąć że Murzyni (lub łysi lub homoseksualiści lub otyli – jakikolwiek inny podział) również są grupą w naszym społeczeństwie to nieustanowienie parytetu dla murzynów sugeruje że nikt nie dyskryminuje murzynów (łysych, homoseksualistów, otyłych …) przy konstruowaniu list wyborczych. Jakim cudem uznano że kobiety są dyskryminowane (bo chyba to było powodem uchwalenia parytetów) w tej dziedzinie a murzyni (łysi, homoseksualiści, otyli…) nie są? Każdy powie że przecież nikt nie dyskryminuje otyłych – wystarczy spojrzeć na posła Kalisza – w sejmie. Ale w takim razie należy również powiedzieć że nikt nie dyskryminuje kobiet (wystarczy spojrzeć na posłanki w naszym sejmie).
A propos mniejszości niemieckiej – mają 2 głosy w Sejmie, dlaczego mniejszość białoruska nie ma ani jednego głosu? Jest ona mniej liczna od niemieckiej ale przecież istnieje… Można by jeszcze pytać o mniejszość śląską (w trakcie ostatniego spisu powszechnego w 2002 ponad 170 tyś ludzi wpisało jako narodowość – Śląska), jeżeli uznać narodowość Śląską.