Stosunkowo niewielkie zainteresowanie mediów wzbudziła niedawno uchwalona ustawa parytetowa. W zasadzie nawet należałoby powiedzieć ustawa kwotowa. Sednem tej regulacji prawnej jest obowiązkowe minimum 35% osób jednej płci na listach wyborczych. Zatem ustawa ta zmusza partie polityczne do zapewnienia pewnej różnorodności na swoich listach. Wbrew obiegowym opiniom nie chodzi o jakiekolwiek preferowanie kobiet, bowiem ustawa dotyczy również mężczyzn, gdyby mieli być oni w mniejszości. Ponadto ustawa wbrew innym obiegowym opiniom nie zapewnia 35% kobiet w wybieralnych gremiach, bowiem wyborca ma pełną autonomię wyboru.
Co daje zatem ustawa? Przede wszystkim to, że kobiety, których wciąż jest mniej we władzach – począwszy od szczebla gminnego po sejm – nie będą musiały już udowadniać, że są trzy razy lepsze od wszystkich facetów, aby się znaleźć na liście.
Widziałem nieraz, ze kobiety potrafią sobie doskonale poradzić z rywalami, gdy mogą z nimi konkurować otwarcie i uczciwie. Jednak dotychczas, aby taką szansę dostać musiały wywalczyć ją sobie w kompletnie niedemokratycznych i często arbitralnych procedurach partyjnych.
Niewątpliwie ważna była akcja Kongresu Kobiet, która trwała od dłuższego czasu, przekonanie wielu mężczyzn – w tym ważnych polityków. Zmienił w tej sprawie zdanie Donald Tusk. Prezydent Komorowski przed ostatnimi wyborami samorządowymi zadeklarował jasno, ze będzie głosował na kobiety. Platforma zobowiązała swych posłów do głosowania za ustawą. Jest to ważny sukces polskiej demokracji.
Przeciw parytetom zagłosował jeden z moich politycznych ulubieńców – poseł Gowin. Uzasadniał, że jest z fundamentalnych względów przeciwny inżynierii społecznej. Kwoty ograniczają wolność jednostki.
Przyjrzyjmy się zatem naturalnemu sposobowi sprawowania władzy w skupiskach większej liczby gatunku homo sapiens. Najbardziej naturalny sposób sprawowania władzy, najbardziej zbliżony do instynktownego zachowania stad zwierzęcych, panował w czasach prehistorycznych. Najsilniejszy samiec pozbywał się rywali, podporządkowywał sobie pozostałych i rządził.
Oczywiście rządząc nabierał chęci na to, by zapewnić władzę również na przyszłość swoim genom. Jednak był pewien problem. Potomek władcy niekoniecznie musiał być samcem alfa i zgodnie z zasadami wolnej konkurencji mógł zostać wyeliminowany przez silniejszego konkurenta do władzy. Dlatego też wielu władców doceniło religię chrześcijańską, gdy się pojawiła. Ponieważ nadawała ona władcy błogosławieństwo religijne, czyniła go pomazańcem bożym. Zamach na władcę stawał się grzechem. Ale to już była inżynieria społeczna. To już było sztuczne zapewnienie rządów określonej dynastii. Poseł Gowin byłby zrozpaczony.
Dzieje Polski mają takich manipulacji inżynierii społecznej więcej od czasu Mieszka I, który przyjął chrześcijaństwo. Tuż przed rozbiorami uchwalono Konstytucję Trzeciego Maja. Dawała ona prawa obywatelskie mieszczaństwu. Wyobraźmy sobie ówcześnie żyjącego szlachcica Gowina, który – a jakże – sprzeciwiłby się takim rozwiązaniom. No bo przecież to ogranicza wolność jednostki. Dodajmy szlacheckiej jednostki. To była inżynieria społeczna w czystej postaci. W roku 1918 kobiety polskie dostały prawo głosu. Chwała naszemu krajowi za to, bo w wielu państwach w Europie kobiety praw wyborczych nie miały. Zapewne ówczesny Gowin by protestował niczym Rejtan, bo takie odgórne przyznanie praw wyborczych kobietom to nic innego jak inżynieria społeczna. To zupełnie sztuczny twór nie mający żadnego odpowiednika w naturze. Żaden samiec w naturze dobrowolnie nie oddał żadnych swoich prerogatyw.
Demokracja jest dziś oczywistym i najlepszym sposobem sprawowania władzy. Inaczej sądzą dziś tylko idioci i zwolennicy JKM (uwaga, można nie odróżnić). A przecież demokracja sama w sobie jest tworem sztucznym i wymyślonym przez człowieka i jako swoista „umowa społeczna” nie podlega żadnej kategorii naturalności. Demokracja jest po to, by zapewnić równowagę, by chronić prawa słabszych, by władza nie była fanaberią silnych i bezwzględnych. Co na to poseł Gowin? Nie ogranicza to przypadkiem jego praw jednostki?
PS. Powyższy felieton dedykuję swojej córce, która do parytetów mnie przekonała i udowodniła ich sens.
67 komentarzy “Parytety”
@jakuszyn
Tak, sugerowałam równość płci, co nie znaczy, że sugerowałam, że obie płcie są identyczne fizycznie. Chociażby dlatego, że ja mówiłam o wpływach kulturowych i społecznych, a nie biologicznych. Nawet ustaliwszy fakt, że kobiety są słabsze fizycznie, nie wyjaśniłeś mi do tej pory, dlaczego w takim razie w XIX wieku pracowały w kopalniach (kłania się „Germinal” po raz kolejny), a obecnie uważasz, że kobiety w kopalniach to by był absurd, coś nienaturalnego.
Nie, nie zbadałam, ilu jest faktycznie otyłych, bo to zagadnienie dla dietetyków, lekarzy, naukowców etc. Zostało ono przez nich zbadane wielokrotnie. Poszukaj w Google to się dowiesz, ilu jest otyłych w Polsce. Dowiesz się, że dużo mniej niż w USA. Jak wyjaśnisz tę różnicę? W USA akumulują się geny otyłości? Sama Wikipedia podaje następujące przyczyny otyłości:
przekarmianie (zbyt duża wartość energetyczna posiłków – czy więc nie jest to coś, na co człowiek ma wpływ, a więc może się przyczynić do własnej otyłości?)
czynniki genetyczne
czynniki biologiczne
czynniki środowiskowe (czyli znowu zależne od człowieka – styl życia, aktywność ruchowa etc. które zmieniają się wraz z postępem cywilizacji, stąd globalnie rosnący problem otyłości)
czynniki psychologiczne
czynniki farmakologiczne
„uznawanie że otyłość wynika tylko z lenistwa, zaniedbania, obżarstwa jest niepoważne z twojej strony” – to znowu jednostronna interpretacja moich słów. Nie użyłam żadnego z tych określeń, mają pejoratywny wydźwięk i sugerują, że uważam osoby otyłe za obżartuchów i leniuchów. Tylko, że to Twoje słowa, nie moje. Przede wszystkim proszę zwracaj większą uwagę na słownictwo, którego używam. Powiedziałam, że otyły „MOŻE” w dużym stopniu być winnym własnej przypadłości. „Może”, a „jest”, to dwa różne znaczenia. To, że Ty uznajesz wyłącznie jeden czynnik otyłości – geny – nie znaczy, że ja też uznaję tylko jeden.
Wiadomo, że niepełnosprawni dostają różne zapomogi, rentę, buduje się podjazdy dla wózków inwalidzkich, specjalne toalety, windy, zachęca się do zatrudniania ich poprzez ulgi dla pracodawców i tak dalej. Dziwne, że się przeciwko temu nie burzysz, nie krzyczysz, że w takim razie dla otyłych powinno się instalować specjalne szerokie siedzenia w autobusach czy samolotach. A przecież tendencja jest wręcz odwrotna – tanie linie lotnicze chciały, żeby otyli płacili dwa razy więcej niż zwyczajni pasażerowie – bo zajmują dwa siedzenia.
„Gdybyś trochę wczytała się w mój post to dostrzegłabyś że napisałem że mniejsza obecność kobiet w polityce jest być może spowodowana ich niechęcią do tego typu działalności, ALBO mniejszą siłą przebicia. Ty zauważyłaś tylko to drugie.”
„niechęć do tego typu działalności” = charakter, osobowość kobiety
„mniejsza siła przebicia” = to nadal kwestia charakteru kobiety
Zwróciłam uwagę na obie te rzeczy. Jest to jeden i ten sam czynnik, który według Ciebie znajduje swoje źródło w osobie samej kobiety. Zerro zrozumiał, o co mi chodzi, ale Ty do tej pory nie, i chyba już nie zrozumiesz.
Nadal pytam, jak w takim razie wyjaśnić mniejszą „niechęć do tego typu działalności” czy też „większą siłę przebicia” kobiet w innych krajach i kulturach?
„Masz rację, kobiety nie wierzą w swój sukces. Uważają, że mężczyźni znają się na wszystkim lepiej.” – tak, to był sarkazm. Choć niestety co do Polek to jest w tym więcej prawdy, niż by się wydawało. Dlaczego twierdzisz, że to krzywdzący stereotyp? Raczej przykra sytuacja, którą trzeba zmienić.
Partia Kobiet – bez feminizmu nie byłoby ¾ tych postulatów. Najczęściej konkretne zmiany społeczne poprzedzone są powstaniem ideologii. Feminizm to ideologia, postulaty Partii Kobiet to efekt wpływu tej ideologii na mentalność społeczeństwa, postrzeganie rzeczywistości etc. Niestety w Polsce feminizm kojarzy się wyłącznie z „wojującymi emancypantkami”, co w Polsce jest określeniem pejoratywnym, choć tak naprawdę emancypantka to kobieta wyzwolona (ot, znowu określenia pejoratywne, czy kobietę niezależną można po polsku jakoś normalnie określić, bez negatywnego wydźwięku?). Mówiąc, że postulaty Partii Kobiet nie mają nic wspólnego z feminizmem, powielasz postawę kobiet „zadowolonych niewolnic”, o których wspominałam w poprzednim poście. Feminizm to ideologia i ruch walczący o równe prawa kobiet – Partia Kobiet z założenia ma walczyć o to samo.
„Dlaczego jest tak że faceci sięgają po coś bez strachu że zostaną nazwani „męskimi szowinistycznymi świniami” a kobiety tego nie robią bo jednak boją się nazwania mniej pejoratywnym określeniem jakim jest feministka?”
A odpowiedz mi na pytanie, dlaczego, gdy mężczyzna sypia z wieloma kobietami to jest uważany za don juana, a kobieta, gdy sypia z wieloma mężczyznami, za dziwkę? Jestem strasznie ciekawa, jak to sobie tłumaczysz.
No i skończyła się dyskusja o parytetach a zaczęły się pingpongowe dygresje.
A było tak miło.
Pa.
@Paulina – albo ja się niewyraźnie wyrażam albo Ty czytasz to co Ci pasuje. Opisałem swoje wątpliwości i przemyślenia odnośnie różnic płci, parytetów itd. bez chęci obrażania kogokolwiek. Zostałem potraktowany przez niektórych użytkowników tego forum jak wróg, szowinistyczna świnia, która uważa że kobiety się do niczego nie nadają, że powinny iść do garów i rodzić dzieci. Paulino, Ty mi wkładasz w usta to co Ci akurat pasuje do argumentacji. Z mojej strony to wszystko w temacie. Więcej w tym temacie nie napiszę, pewnie się z tego ucieszycie i już możecie zacząć triumfować.
Pozwolę sobie wyrazić swoje zdanie na temat.
W skrócie – nie tędy droga.
Dlaczego tak uważam :
1.Tego typu wynalazki lubią zachowywać się niezgodnie z założeniami np :
http://wyborcza.pl/1,76842,7446672,W_Szwecji_parytet_plci_nie_wypalil.html
2.Zamiast nakazu lepiej jest zachęcać.
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100958,7430291,Soltyski.html
3.Reprezentatywność :
Wzięte z http://www.popieramparytety.pl/2010/04/ekspertyza-obywatelska-dla-komisji-now-parytetowej.html
„Odsetek kobiet:
w partii – wśród kandydatów do parlamentu (= na listach 2007) – w klubach parlamentarnych
PO: 30%* – 17,02% – 22,05%
PiS: ? – 15,33% – 21,71%
LiD: ? – 16,72% – 18,60%
PSL: ? – 16,77% – 3,33%”
„Żadna z partii nie udostępnia informacji o odsetku kobiet wśród swoich członków…”
Trudno ocenić ile kobiet jest w partiach politycznych bez dostępu do statystyk wewnętrznych partii.
Parytet mógłby nabrać sensu w przypadku gdyby udział kobiet w partiach był na odpowiednim poziomie.
4.Kompetencja w danej dziedzinie co do zasady nie zależy od płci (z pewnymi wyjątkami głównie dotyczącymi budowy) – w związku z tym stosowanie kryterium płciowego przy selekcji jest najczęściej mało efektywne.
@Klabzder:
Bardzo bym chciał, żeby wystarczyło powiedzieć „kobiety nie bójcie się”. Albo „mężczyźni pamiętajcie, ze nie wolno bić żony”. Dlaczego nie sprzeciwiasz się prawu zabraniającemu bić żonę? Przecież wystarczyłoby zachęcić, zniechęcić, oświecić, nauczyć, perswadować i co tam jeszcze chcesz.
Szwedzkie parytety nie tyle „nie wypaliły”, co przestały być potrzebne, ale to już inna bajka.
@Belfer
„Bardzo bym chciał, żeby wystarczyło powiedzieć „kobiety nie bójcie się”.”
Problem polega na tym , że równocześnie trzeba spełnić trzy warunki (dotyczące również mężczyzn) :
– kobiety naprawdę muszą chcieć działać w polityce ,
– te , które tego chcą powinny być kompetentne ,
– jest możliwe aby te chęci przerodziły się w działanie .
W przypadku spełnienia tylko jednego lub dwóch dobre chęci produkują szkodliwe efekty.
„Albo „mężczyźni pamiętajcie, ze nie wolno bić żony”. Dlaczego nie sprzeciwiasz się prawu zabraniającemu bić żonę?”
Nie sprzeciwiam się ponieważ nie ma tak sformułowanego prawa.
Oczywiście jeżeli znajdziesz w polskim prawodawstwie zapis typu „Kto bije żonę podlega…” chętnie przyznam Ci rację i przeproszę za swoje niedouczenie.
„Przecież wystarczyłoby zachęcić, zniechęcić, oświecić, nauczyć, perswadować i co tam jeszcze chcesz.”
Może niejasno się wyraziłem – parytety to 'pójście na łatwiznę’ bez gwarancji sukcesu.
„Szwedzkie parytety nie tyle „nie wypaliły”, co przestały być potrzebne, ale to już inna bajka.”
W przywoływanym przypadku zwróciły się przeciwko tym , którym miały pomagać.
Parytety z zasady są rozwiązaniem tymczasowym i w Szwecji po prostu przestały mieć sens.Co do prawa – jest ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nie ma tam akurat sformułowania „kto bije żonę”, ale sprawa jest dość oczywista. Żony bijące mężów zdarzają się, ale częściej występuje sytuacja odwrotna. 🙂
Problem – moim zdaniem – w tym, że przeciwnicy parytetów wychodzą z niejasno określonym programem „edukacji społeczeństwa”, który nie wiadomo jak miałby się objawiać. Dwadzieścia lat demokracji jakoś niewiele poprawiło sytuację kobiet. Inni zaś mają obawy przed jasnym stwierdzeniem „baby do garów”, bo to passe, więc szukają argumentów zastępczych. 😉
„Parytety z zasady są rozwiązaniem tymczasowym i w Szwecji po prostu przestały mieć sens.”
„Parytety z zasady są rozwiązaniem tymczasowym i w Szwecji po prostu przestały mieć sens.”
Moim zdaniem parytet 50/50 na listach wyborczych sensu nie miał i nie ma.
Inną sprawą jest zobowiązanie partii aby umieszczały na listach wyborczych taki odsetek osób o określonych cechach (np. :płeć) jaki występuje w tejże partii , kolejność na liście potraktowana podobnie. To oczywiście powinno być wystarczająco precyzyjnie określone w statucie.
„Co do prawa – jest ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nie ma tam akurat sformułowania „kto bije żonę”, ale sprawa jest dość oczywista. Żony bijące mężów zdarzają się, ale częściej występuje sytuacja odwrotna. :)”
Jak sam trafnie zauważyleś nie ma takiego przestępstwa – w związku z tym wymaganie ode mnie abym był przeciw niemu nie jest dobrym pomysłem. Ta buźka na koncu zdania co miała oznaczać ?( nie chcę źle zrozumieć przekazu więc pytam).
„Problem – moim zdaniem – w tym, że przeciwnicy parytetów wychodzą z niejasno określonym programem „edukacji społeczeństwa”, który nie wiadomo jak miałby się objawiać. Dwadzieścia lat demokracji jakoś niewiele poprawiło sytuację kobiet. Inni zaś mają obawy przed jasnym stwierdzeniem „baby do garów”, bo to passe, więc szukają argumentów zastępczych. ;)”
Zwolennicy parytetów moim zdaniem wychodzą z radosnego założenia , że załatwią one w prosty sposób całe zło tego świata spowodowane przez mężczyzn kurczowo trzymających władzę i zazdrośnie tego przywileju strzegących. Argumenty o 'sprawiedliwości dziejowej’ też mnie jakoś nie przekonują.
Kilka prostych przykładów na wyższość mężczyzny:
-mężczyzna potrafi sikać na stojąco nie oblewając się przy tym.
Co, jak wiadomo, jest jedną z najważniejszych umiejętności w polityce.
Ojcze szefie… prawie uśmiechnąłem się przy czytaniu tych Twoich argumentów. Prawie…
@ Klabzder
„Problem polega na tym , że równocześnie trzeba spełnić trzy warunki (dotyczące również mężczyzn) :
– kobiety naprawdę muszą chcieć działać w polityce ,
– te , które tego chcą powinny być kompetentne”
`
Chyba wysoko stawiasz porzeczkę, bo ilu mieliśmy kompetentnych polityków w III RP a ilu w IV?
Kompetencje przecież nigdy nie były warunkiem wygrania wyborów.
„Chyba wysoko stawiasz porzeczkę, bo ilu mieliśmy kompetentnych polityków w III RP a ilu w IV?”
Nie jestem przekonany czy do końca doczytałeś , dalej to szło : 'W przypadku spełnienia tylko jednego lub dwóch dobre chęci produkują szkodliwe efekty.’ . Ja chciałbym aby polityk był kompetentny i zasadniczo nie ma dla mnie w takim przypadku większego znaczenia co ma w gatkach (raczej nic co by zaskoczyło).
„Kompetencje przecież nigdy nie były warunkiem wygrania wyborów.”
Hmm – jeżeli zdefiniujesz 'nigdy’ ograniczone czasowo i miejscowo to się zgodzę. Jednak normalne znaczenie tego słowa jest naprawdę obszerne , aby być całkiem pewien musiałbyś przeanalizować wszystkie wybory od pierwszych gdzieś dawno dawno temu (a skąd tu brać źródła i jeszcze im wierzyć?).
@Klabzder:
Wg mnie Tadeo dość słusznie zwrócił uwagę na pewne zjawisko. Krytycy parytetów wskazują na czynniki podobne jak ty i zwykle pojawia się zdanie „które tego chcą powinny być kompetentne” lub podobne. Czyli jeśli będą chciały i będą kompetentne to parytety nie będą potrzebne.
A de facto w naszych wyborach często zwyciężają rozmaite cechy kandydatów, ale kompetencje jakoś nie są najważniejsze. 😉
Wydaje się nawet, ze kompetencje to coś co przeszkadza partiom w wystawianiu kobiet i wyborcom w głosowaniu.
„Wg mnie Tadeo dość słusznie zwrócił uwagę na pewne zjawisko. Krytycy parytetów wskazują na czynniki podobne jak ty i zwykle pojawia się zdanie „które tego chcą powinny być kompetentne” lub podobne. Czyli jeśli będą chciały i będą kompetentne to parytety nie będą potrzebne.”
W jaki sposób to zjawisko (które faktycznie istnieje) jest argumentem za parytetem ?
„A de facto w naszych wyborach często zwyciężają rozmaite cechy kandydatów, ale kompetencje jakoś nie są najważniejsze. ;)”
Hmmm – jeśli dobrze zrozumiałem to co napisałeś, to w kwestii kompetencji parytet nic nie zmieni a jedyne co się zmieni to liczba kobiet i mężczyzn na listach?
„Wydaje się nawet, ze kompetencje to coś co przeszkadza partiom w wystawianiu kobiet i wyborcom w głosowaniu.”
Czyli kompetentna kobieta ma wg. Ciebie mniejsze szanse na wystawienie niż niekompetentna (widząc p.Sobecką nawet się z tym zgodzę)? I jednocześnie wyborcy nie chcą na tę kobietę głosować dlatego , że jest kompetentna ? Czy Ty na pewno to miałeś na myśli ( bo co napisałeś widzę )? Tylko jest mały szkopuł – co zrobić z tymi wrednymi wyborcami ?
@Klabzder:
Oczywiście słusznie zauważyłeś, że przytoczone przeze mnie i przez ciebie zjawisko, nie jest żadnym argumentem za parytetem. Jednak nie zauważyłeś, ze nie jest też żadnym argumentem przeciw parytetowi. 😉
I o to głównie mi chodziło, a jak sądzę podobnie ironiczny zamysł miał Tadeo.
Natomiast kompetencje posłów to już inna bajka. Wśród wybranych nawet panuje swoista równość płci – np. kiedyś posłanka Kruk, a wczoraj Dorn. Może i o tym napiszę.
Zauważyłem 🙂 Ale skoro jest neutralne parytetowo (ot potworek językowy) to nie było sensu używać go w dyskusji. Ja po prostu mam przykre doświadczenia z punktami za pochodzenie jak i innymi tego typu wynalazkami. I być może mam trochę zbyt naiwne przekonanie , że jeżeli cel jest właściwy to nie nie należy używać do jego osiągnięcia niewłaściwych narzędzi. Co do naszych kochanych pań i panów posłów to są oni poniekąd odbiciem społeczeństwa w krzywym zwierciadle.
a propos uwarunkowań społecznych, o których wcześniej pisałam
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8865424,Co_na_prezent__Mop_dla_dziewczynki__miecz_dla_chlopca.html
Roksanka z artykułu sama nie chce zabawek dla chłopców… Odpowiedź przeciwników parytetów: no właśnie, nie chce, i dobrze. To jej własna wola.
Odpowiedź zwolenników parytetów: może czas inaczej poukładać zabawki?
I najważniejszy cytat z powyższego: „Barbie inżynierka, Barbie prawniczka… Tak. To jakby nam ktoś chciał wmówić: to nie są zawody dla takich ładnych dziewczynek jak Barbie, prawda? Z jednej strony pisze się, że wzory płci się rozmywają, że granica między męskością a kobiecością jest coraz bardziej płynna, że zawody możemy sobie wybierać, jakie chcemy. Ale żeby zweryfikować te poglądy, wystarczy wybrać się do sklepu z zabawkami. Zobaczyć stereotypowe różnice między działem dla dziewczynek i działem dla chłopców.”
Więcej… http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8865424,Co_na_prezent__Mop_dla_dziewczynki__miecz_dla_chlopca.html#ixzz193QqQ01g