Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Tańcząca z Wikileaks

Bardzo lubię imię Ania. Dwie moje sympatie miały na imię Ania. Do trzeciej też powiedziałem Ania, no i przestała być moją dziewczyną. Pani Fotyga ma miłe imię, czego o niej samej rzec już nie można.

Fotyga w Portugalii
Fotyga w Portugalii

Występ w Portugalii – uwieczniony przez wielu fotoreporterów i stacji telewizyjnych – był zdecydowanie jej najlepszym występem w okresie sprawowania funkcji ministra spraw zagranicznych. Pozostałe występy pani Fotygi były już zdecydowanie mniej interesujące. Szczególnie ten z hardcore negotiators. Gdy pani Ania zaczynała mówić po angielsku, to jako obywatelowi tego kraju czerwieniały mi uszy ze wstydu. Z drugiej jednak strony odczuwałem pewne zadowolenie, jako że mówię podobnym pidgin english, a na szczęście nie zostałem ministrem, sporo wstydu sobie oszczędziłem.
Dziś pani Anna zatańczyła w duecie intelektualnym z Moniką Olejnik. Pani Olejnik usiłowała wydobyć coś sensownego z pani Fotygi, ale ta ostatnia broniła się dzielnie. Zatem Monika Olejnik poniosła kompletną klęskę.
Wśród niezliczonych minek wykonanych w tym programie, a które globalnie miały oznaczać, że pani Ania ma ogromną wiedzę o sprawach międzynarodowych, można było próbować zrozumieć, co tak właściwie była pani minister chciała powiedzieć. Teza była taka, że dokumenty prezentowane przez Wikileaks potwierdzają wszystkie poglądy pani Anny.
Drugim wielkim aktorem dzisiejszego dnia był Ludwik Dorn, który wrócił pod skrzydła PiS jako przyjaciel ludu pisowskiego, co sam barwnie oznajmił po łacinie. Trzeba mu przyznać, że w przeciwieństwie do pani Fotygi, zna jakiś język. Co prawda łacina będzie mało przydatna w kontaktach międzynarodowych, ale język mu się przyda. Trzeba się bowiem będzie podlizać prezesowi, skoro powrócił do grona „eunuchów” – jak sam barwnie niegdyś określił towarzystwo Jarosława Kaczyńskiego. Pan Ludwik Dorn oczywiście zaznaczył, że jego powrót w objęcia PiS nie jest całkowity i dokonuje się pro publico bono, choć złośliwcy twierdzą, że pro domo sua. W końcu za rok wybory. Dorn również nie omieszkał się odnieść do sensacji Wikileaks w sprawach tarczy antyrakietowej i baterii rakiet patriot. A jakże, teraz wszyscy przecież twierdzą, że wszystko wiedzieli.
Tytuł dzisiejszego felietonu nie dotyczy jednak pani Fotygi, ani nawet pana Dorna, a telewizji TVN24. Rzekome sensacje cytowali wszędzie i każdego polityka pytali, czy Polska powinna się wstydzić.
Zadziwiająca logika. Amerykanie się zbłaźnili, a polski premier ma się wstydzić, że stosunkowo mało kumaci sojusznicy dali sobie wykraść depesze dyplomatyczne? W sprawach związanych z Polską nie było zresztą tam niczego sensacyjnego. Wiadomo było – i był to w stanie przewidzieć każdy średnio interesujący się polityką – że Obama zrezygnuje z drogich i iluzorycznych fantazji swego poprzednika. W kryzysie Amerykanie zaczęli myśleć głownie o tym, kto by od nich kupił bezwartościowe dodrukowane dolary w celu wypchania sobie materaca. Ponieważ Polacy ostatni wolą euro, a materace sprowadzają ze Skandynawii, to zainteresowanie Ameryki naszym krajem jest niewielkie. Na dodatek polski rząd wycofał się z Iraku, a teraz to Polska właśnie jest inicjatorem wycofania się NATO z Afganistanu, więc sprawa była oczywista. Wycieki z Wikileaks pokazały jedynie, że dyplomaci amerykańscy są trochę prostaccy i nie bardzo potrafili zrozumieć, że jakiś mały kraj w Europie może im takie psikusy robić.
Jednak wczorajszy dzień i wizyta prezydenta Rosji wyczerpała limit dobrych wiadomości, które są w stanie znieść redaktorzy TVN24. Dziś koniecznie chcieli nas uraczyć hiobowymi wieściami. Jako że nic się nie spaliło, nic nie wybuchło, ani też śnieg nie zatrzymał wszystkich pociągów, sięgnęli po Wikileaks. Bez specjalnego efektu.

Oceń felieton

12 komentarzy “Tańcząca z Wikileaks”

Możliwość komentowania została wyłączona.