Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Zbyszku wróć!

Zajęty światem zero-jedynkowym przegapiłem ważne polityczne wydarzenie. Protestujący przeciw Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji moherowi zwolennicy Tadeusza Rydzyka i telewizji TRWAM zostali zaszczyceni obecnością Jarosława Kaczyńskiego, który w drodze do zbawienia Polski zatrzymał się na chwilę, by zbawiać katolicką formalnie telewizję.
Pomijam już hasła skandowane i niesione na transparentach przez ten wędrujący per pedes apostolorum tłumek, bo z chrześcijaństwem niewiele to miało wspólnego. Jednak nie sposób pominąć znaczącej i ważnej mowy samego pana prezesa. Zapewne zachęcony chrześcijańskim wydźwiękiem procesji oraz niezdecydowaniem politycznym ojca Rydzyka, postanowił oto pan prezes nieco inaczej niż zwykle odwrócić kota ogonem i zakrzyknął gromkim głosem:
Zbyszku wróć!
Zbyszko zdębiał na tyle poważnie, że wychrypiał coś ni do ładu, ni do składu kiepskim dyszkantem i zwalił potem wszystko na wirusa. Kurowała go potem Pati Koti sobie tylko znanymi sposobami, aż wreszcie dziś Zbyszko postanowił prezesowi powiedzieć co myśli o jego propozycji. W zasadzie nie ma co się dziwić, że Zbyszko nie chce już występować więcej w roli kota odwracanego ogonem i odpalił ostro. Przede wszystkim kazał się uderzyć prezesowi w coś tam i przyznać, że polityka zagraniczna prowadzona wraz z Lechem Kaczyńskim przez prezesa była do kitu, że nie należało podpisywać Traktatu Lizbońskiego, a potem zgadzać się na pakiet klimatyczny (tak, tak drogie pisomaniaczki, to za czasów PiS wciśnięto nam tego gluta, a rząd Tuska jedynie złagodził jego warunki). Prezes powinien też przeprowadzić samokrytykę i przyznać, że polityka ekonomiczna jego rządu – egzemplifikowana przez Zytę „Donald-bracie” Gilowską – służyła tylko i wyłącznie bogatym i „solidarna” była jedynie z zamożnymi. Poza tym zażądał zmiany statutu PiS, wewnątrzpartyjnych wyborów i demokratyzacji. Ha! Równie dobrze mógłby zażądać gwiazdki z nieba, choć ciekaw jestem, co prezes odpowie na takie dictum acerbum. Podejrzewam jednak, że nie zarzuci białej chusty na głowę Zbyszka i nie zakrzyknie po trzykroć:
Mój ci on, mój, mój ci on jest!
Głowę Zbyszka to on chętnie zobaczyłby na talerzu, dla bezpieczeństwa z wyłupionymi oczami i wyrwanym językiem.
Zbyszek zaś ma jeszcze trochę czasu do kolejnych wyborów by wymachiwać swą drewnianą szabelką, której nawet kot prezesa się nie boi, a potem wyborcy każą mu zabrać zabawki i zmykać do swej Pati Koti. I tak zakończy się farsa w jednym akcje o tytule „Solidarna Polska”.

Oceń felieton

2 komentarze “Zbyszku wróć!”

Możliwość komentowania została wyłączona.