Urodziłem się i mieszkam na terenach, które nazywano kiedyś ziemiami północnymi i zachodnimi, które wróciły do macierzy. Już jako uczeń podstawówki spowodowałem konsternację pani od historii, gdy powiedziałem, że takie same prawa mamy do Szczecina jak i do Berlina, bo przed tysiącem lat też tam żyli Słowianie. Gdy trochę dokładniej poznałem historię, zrozumiałem, że naprawdę większość tych ziem to łup wojenny, efekt uboczny handlu pomiędzy Rooseveltem i Stalinem. Są jednak fakty i zdarzenia nienaprawialne. Dlatego nigdy nie wrócimy na żyzne pola Ukrainy, nie zobaczymy polskiego Wilna, a Niemcy nie będą mieli Szczecina i Gdańska.
Przez cały PRL straszono nas Niemcami. Przypominano niedawną wojnę, mówiono o niemieckim odwiecznym wrogu, pomijając bratnie NRD kłopotliwym milczeniem. Budowano polski patriotyzm, kierując wrogość przeciw Niemcom, abyśmy zapomnieli, że aktualnie gnębi nas socjalistyczny sąsiad ze wschodu. Gdy wreszcie otworzono granice okazało się, że dla przyjeżdżających tu Niemców to jest heimat, ale nie vaterland. Odbywali swą podróż sentymentalną, to było takie ich „Litwo ojczyzno moja…”
Pomimo to od ponad dwudziestu lat są wciąż tacy, którzy rozbudzają lęki stosując metodę FUD (Fear, Uncertainty, Doubt – strach, niepewność, wątpliwość). Niemcy mieli nadejść szeroką ławą już w latach dziewięćdziesiątych i wyrzucać nas z domów i mieszkań. Drugi raz mieli nadejść i tym razem nieodwołalnie zabrać nasze domy, gdy Polska wstąpiła do Unii. Antyniemieckie fobie podsycały rzadkie przypadki takie, jak sprawa Agnes Trawny. Jednak siewcy strachu zwykle zapominali dodać, że kobieta emigrowała w latach siedemdziesiątych, że sprawę zaniedbały ówczesne władze lokalne, a i lokatorzy zgrzeszyli zaniedbaniem.
Po ponad dwudziestu latach od upadku PRL, prezes Kaczyński dalej straszy nas Niemcami, zgodnie ze starymi wytycznymi socjalistycznej propagandy. Twierdzi, że niemieckie inwestycje na Pomorzu są złe, bo kiedyś obudzimy się w mniejszej Polsce – inaczej mówiąc, przyjdą i zabiorą nam nasze domy i mieszkania. Czy prezes jest aż tak głupi? Nie, ale liczy, że wyborcy są.
W czasie niedawnej debaty politycznej w Gdańsku pani Fotyga stwierdziła, że Stadion Narodowy został przewymiarowany przez niemieckich architektów. Co znaczy ten bełkot? Jacyś niemieccy architekci po kryjomu zmienili wymiary stadionu? Może go zmniejszyli tak, że zmieści się tam zaledwie boisko do koszykówki? I na miłość boską, jacy niemieccy architekci? Pracownia JSK Architekci, działająca w Niemczech i w Polsce, została założona w Niemczech, ale przez dwóch polskich architektów. Zbigniew Pszczulny jest głównym projektantem stadionu. Więc o co tak naprawdę chodziło pani Annie? Stare porzekadło mówi – jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Pani Fotyga rzucając podejrzenia na projektantów stadionu lobbowała za pomysłem swego męża, który zgłosił projektantom pomysł zmian w zakresie ogrzewania stadionu. Mógł zarobić sto tysięcy, ale ci przebrzydli Niemcy nie przyjęli jego pomysłu. To jest ten profesjonalizm i bezinteresowny patriotyzm wielkich polityków PiS. Lepper miał więcej klasy.
Pamiętaj czytelniku, jeśli nie pójdziesz zagłosować na PiS, to najprawdopodobniej jesteś wrogiem ojczyzny i zakamuflowaną opcją niemiecką. Jeśli masz przy tym pecha być Ślązakiem lub Kaszubem to w nowej (chyba już piątej) Rzeczypospolitej będziesz miał przesrane.