Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Jarosław Wirtualny

Zaiste dziwny to kandydat na prezydenta, który unika spotkań z wyborcami, unika spotkań z dziennikarzami, nie urządza spotkań przedwyborczych. Jarosław Kaczyński jest zastępowany przez innych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Sam pojawił się jedynie na zakończeniu zbierania podpisów. Widzowie zobaczyli statyczny i trójdzielny wizerunek, z lewej na czarno prezes i szefowa jego sztabu wyborczego, za nimi piramida kartonów z podpisami, a po prawej kolorowa grupa młodzieży. Prezes wygłosił podziękowanie i na tym się uroczystość skończyła. Nie było konferencji, nie było pytań. Później można było jeszcze obejrzeć rodzinne zdjęcia kandydata w tabloidzie. I ostatnio nagrane wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego skierowane do Rosjan i z rosyjskimi napisami umieszczone w serwisie Youtube.
Natychmiast też działacze PiS rozpoczęli staranną egzegezę wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego. Jest to o tyle nielogiczne, ze ich kandydat żyje i sam mógłby wyjaśniać ewentualne niejasności. Jednak w tym szaleństwie jest metoda, gdy posągowy i skamieniały w bólu kandydat jest jak Hiob, Niobe i Laokoon jednocześnie, to nie wypada go pytać o drobnostki. Egzegezę prowadzą więc kapłani jego kampanii. Elżbieta Jakubiak analizuje scenerię nagranego filmu – pianino w tle oznacza szacunek dla kultury. Paweł Kowal, analizując słowa prezesa, zauważa, że ci, którzy nazywali prezesa rusofobem, powinni uderzyć się w piersi. Inaczej mówiąc – uznać swój grzech i błagać o wybaczenie. Niewygodne staje wystąpienie prezesa z ubiegłego roku. Po co zaproszono tutaj pana Putina? – pytał Jarosław Kaczyński przed uroczystościami na Westerplatte. Gdy jeden z posłów PO przypomniał to niewygodne wystąpienie, natychmiast doczekał się tyrady Mariusza Błaszczaka z PiS o języku nienawiści i braku kultury w obliczu tragedii.
Słowa Jarosława Kaczyńskiego można byłoby uznać za szczere, gdyby nastąpiły zaraz po katastrofie, gdyby nie zostały poprzedzone manifestacją żądającą prawdziwego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Byłyby szczere, gdyby nie wcześniejsze rezolucje PiS z postulatami odebrania Rosjanom śledztwa w sprawie katastrofy. Byłyby szczere, gdyby nie wystąpienia posłów PiS, którzy niekiedy jawnie – jak Antoni Macierewicz – wygłaszali teorie spiskowe sugerujące zamach na prezydenta.
Osoba spoza grona wyznawców idei Czwartej Rzeczypospolitej mogłaby dziś zapytać jeszcze: co daje Jarosławowi Kaczyńskiemu prawo wygłaszania orędzia takiego, jak by był prezydentem? Można zadać pytanie, dlaczego zamiast samego kandydata oficjalnie występuje tylko Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyliusz? Odpowiedź jest dla wielu oczywista. Ten kandydat jest wirtualny, tak naprawdę taki Jarosław Kaczyński nie istnieje. Wizerunek kandydata jest sztuczny i wykreowany na potrzeby medialne. Prawdziwą kampanię prowadzą zastępy popleczników w internecie i politycy pozostający oficjalnie poza sztabem wyborczym. Oni mobilizują zwolenników do walki o IV RP. Łagodny wizerunek Jarosława przeznaczony jest dla wyborców naiwnych i niezdecydowanych, którym sugeruje się przekaz rodzinnego, łagodnego i dobrego brata prezydenta. Sondaże pokazują, że spora część potencjalnych wyborców jest podatna na takie manipulacje. Przed wrzuceniem kartki do urny wyborczej warto się zastanowić, czy na pewno naszym kandydatem jest Jarosław Wirtualny, bo dzień po wyborach – jak dżinn z butelki – wyskoczy ten prawdziwy i znany już Jarosław Kaczyński, wielki hamulcowy rozwoju nowoczesnej Polski!

Oceń felieton