W noc wigilijną wedle tradycji zwierzęta mają przemawiać ludzkim głosem i powiadano dawniej, że niejeden człowiek mógł się o sobie różnych rzeczy dowiedzieć. Pomyślałem sobie dziś, że nie potrzebujemy, by zwierzęta ludzkim głosem przemawiały. Starczy jeśli ludzie przestaną czasem warczeć na siebie jak psy, a przemówią ludzkim głosem. I to nie tylko w wigilię.
Silva rerum
Kilkakrotnie – choć nieco przypadkowo – oglądałem w telewizji filmy z cyklu „Czekając na apokalipsę”. Jest to reportażowy cykl opowiadający o Amerykanach, którzy są przeświadczeni, że w najbliższym czasie nastąpi zapaść cywilizacyjna i trzeba będzie sobie dawać radę w zdziczałym, pozbawionym rządu i moralności świecie.
Niektórzy z nich zbierają arsenały broni palnej i intensywnie ćwiczą. Inni budują bunkry i zbierają tony żywności. Jeszcze inni stawiają na zdobycie umiejętności zdobywania pożywienia w sposób znany ludom pierwotnym.
Święta coraz bliżej, więc zacierają ręce handlowcy, a przeciętni konsumenci dostają nieprzeciętnej fiksacji zakupowej.
Grudzień każe nam myśleć o przygotowaniach do świąt, choinkach, bombkach i prezentach. Wystawy sklepowe kuszą światełkami, w centrach handlowych pojawiają się tabuny Mikołajów. Miasta zwykle ozdobione są niezliczoną ilością różnokolorowych lampek. I choć prawdziwie zimowo bywa tylko w krajach północnych, to świątecznie wyglądają wszystkie europejskie miasta od Warszawy po Lizbonę.
Kiedyś bardzo popularny był dowcip o różnicach między chłopcami, a dziewczynkami. Gdy dzieci są małe, chłopcy bawią się żołnierzykami, dziewczynki lalkami. Zaś gdy dorosną, to dziewczynki bawią się żołnierzykami, a chłopcy lalkami. Czym bawią się chłopcy dzisiaj?
Gdyby jakiś szmatławiec zamieścił rozbierane zdjęcia pani ministry Joanny Muchy z jej prywatnego urlopu gdzieś w ciepłych krajach, to oczywiście wielu chętnie by je obejrzało. Nie mniej chętnie niż cycki Edyty.
Poseł Górski dotychczas wsławił się tylko bon motem o „końcu cywilizacji białego człowieka”, gdy Barack Obama wygrał wybory w USA, samego Obamę określił jako „czarnego Mesjasza lewicy”.
Jak co roku, na przełomie października i listopada rozpoczynają się dyskusje o importowanym święcie Halloween. Księża wygłaszają kazania, grzmią z ambon, że to obcy zwyczaj, a nawet że diabelski i groźny.
O czym tym razem? O orgazmie prezesa i prognozach na przyszłość.
Najpierw zauważyli to Włosi. W tym katolickim kraju powstała nowa świecka tradycja. Młodzi ludzie, choć zakończyli edukację i zaczęli pracować, wcale nie chcą opuszczać domu rodzinnego. Duże dzieci. Dorośli, lecz niedojrzali. Starzy, choć niesamodzielni. Pewni rodzice mający dość tego stanu rzeczy, usiłowali nawet zmusić syna do wyprowadzenia się z domu sądownie.