Kilkakrotnie – choć nieco przypadkowo – oglądałem w telewizji filmy z cyklu „Czekając na apokalipsę”. Jest to reportażowy cykl opowiadający o Amerykanach, którzy są przeświadczeni, że w najbliższym czasie nastąpi zapaść cywilizacyjna i trzeba będzie sobie dawać radę w zdziczałym, pozbawionym rządu i moralności świecie.
Niektórzy z nich zbierają arsenały broni palnej i intensywnie ćwiczą. Inni budują bunkry i zbierają tony żywności. Jeszcze inni stawiają na zdobycie umiejętności zdobywania pożywienia w sposób znany ludom pierwotnym.
Matka zabójcy z Newtown w stanie Connecticut była jedną z osób owładniętych taką idee-fix.

Kolekcjonowała broń i uczyła strzelać swoich synów. Młodszy Adam był chłopcem bardzo nieśmiałym, choć według niektórych opinii bardzo inteligentnym. Niewiele nadal wiadomo na jego temat, choć zdaje się, ze cierpiał na tzw. zespół Aspergera, który jest pewną odmianą autyzmu, lubił szkołę, ale był uczony indywidualnie przez matkę, ponieważ źle mu wychodziło funkcjonowanie w społeczności uczniowskiej. Najczęściej uczniowie mówili o nim, że był „dziwny”. Matka opowiadała niewiele i chłopak chyba nigdy nie był dokładniej zdiagnozowany w późniejszym wieku. Znane są jednak jej relacje, że Adam ostatnio dopuszczał się samookaleczeń. Rodzina mieszkała w sporej posiadłości, pomimo że Nancy Lanza była od kilku lat rozwiedziona. Najprawdopodobniej ojciec chłopców płacił spore alimenty, ale ostatnio kobieta mogła już mieć problemy finansowe, nie płaci się bowiem na dorosłe dzieci. Prawdopodobnie zamierzała się przeprowadzić. Nie wiadomo jednak, czy to było przyczyną konfliktu jej z synem. Wiadomo, że dwudziestolatek najpierw zastrzelił matkę, a sukcesywne i systematyczne lekcje strzelania mu w tym pomogły. Potem ruszył do miejscowej szkoły i zastrzelił jeszcze 20 dzieci i sześć dorosłych osób, na koniec popełniając samobójstwo.
Możemy analizować, zastanawiać się, ronić łzy. Jednak Czechow słusznie napisał, ze jeśli w pierwszym akcie na scenie wisi strzelba, to najpóźniej w ostatnim akcie powinna wystrzelić. W USA wiszą na gwoździu miliony strzelb* i nie wszystkie jeszcze wystrzeliły. Ale na pewno jeszcze wystrzelą.
W CNN widziałem ojca sześcioletniej Emilie Parker, która była jedną z ofiar szaleńca. Łamiącym się głosem mówił o tym jak cudownym doświadczeniem było być ojcem tego dziecka i jak szalenie niewiarygodna, absurdalna i niepojęta jest jej śmierć. Mówił o tym, że nie ma pojęcia, jak będzie z tym żyć dalej. Ja – niestety – wiem.

Do końca życia nie będzie ani jednego dnia, kiedy by nie pomyślał o zabitym dziecku. Będzie ją widział co dzień i co dzień wspominał. Na jawie i we śnie będzie przeżywał tysiące alternatywnych rzeczywistości i wyobrażał sobie, jakie by one były.
Niestety, wygląda na to, że Amerykanie nadal wolą broń niż dzieci.
—
* W znaczeniu symbolicznym.
Komentarz do “Top Shot”
No i znowu przewidywalnie do bólu. Szaleniec zastrzelił kilka osób, zakażmy posiadania broni.
Szkoda, że nikt kto popiera tak banalne rozwiązania nie rozumie jednego, uzbrojeni szleńcy napadają na szkoły podstawowe, kina, i zjazdy socjalistycznej młodzieży gdzie mają całkowitą pewność, że absolutnie nikt nie będzie uzbrojony. Żaden „szaleniec” nie napada na komisariat czy klub strzelecki. Odebranie ludziom broni to odebranie im mozliwości bronienia się a szaleniec czy bandzior zawsze będzie uzbrojony bo oni z definicji średnio przejmują się prawem.