Grudzień każe nam myśleć o przygotowaniach do świąt, choinkach, bombkach i prezentach. Wystawy sklepowe kuszą światełkami, w centrach handlowych pojawiają się tabuny Mikołajów. Miasta zwykle ozdobione są niezliczoną ilością różnokolorowych lampek. I choć prawdziwie zimowo bywa tylko w krajach północnych, to świątecznie wyglądają wszystkie europejskie miasta od Warszawy po Lizbonę.
Świąteczne gadżety – Mikołaj, renifery, elfy i choinki ozdobione krzykliwie kolorowymi bombkami znajdziemy nawet w Singapurze, Seulu i Tokio, choć nie są to kraje chrześcijańskie. Od dawna już te świąteczne symbole chrześcijańskie zlaicyzowały się i symbolizują dziś głównie zakupy. Z drugiej strony symbolika świąt stała się na tyle uniwersalna, że przyjęły ją kraje o całkiem innych korzeniach kulturowych i religijnych.
Paradoksalnie jednak w samej Europie przestaje to być tak oczywiste. Przeczytałem dziś, że w imię szacunku dla różnych wyznań, jak i wartości szkoły laickiej w pewnym francuskim przedszkolu nie będzie zwyczajowo odwiedzającego dzieci z upominkami Mikołaja. Swoiste pojmowanie szacunku dla różnych wyznań, a dokładniej dla kilkunastu dzieci muzułmańskich, została podjęta taka dziwaczna decyzja.
Wcześniej podobna sytuacja wydarzyła się w Danii. Zarząd lokalnej wspólnoty mieszkaniowej na pewnym osiedlu w ramach integracji międzykulturowej wydał około 60 tysięcy koron na urządzenie uroczystości z okazji zakończenia Ramadanu. Jakiś czas później ten sam zarząd podjął decyzję, że nie wyda pieniędzy na świąteczną choinkę, ponieważ należy oszczędzać fundusze wspólnoty, a takie świąteczne przyozdobienie osiedla kosztowałoby około 8 tysięcy koron. Gdy rozpętała się w związku z tym afera na cały kraj, sytuacja zakończyła się happy endem, bo zarząd zmiękł, gdy pojawiły się oczywiste oskarżenia o dyskryminację chrześcijan.
Jedno z ważnych haseł Unii Europejskiej brzmi – jedność w różnorodności. Ideą tego hasła jest wzajemny szacunek do rozmaitych obecnych w Europie kultur, języków i religii. Kluczowe jest tu słowo wzajemny.
Dawno temu w pewnej wsi na wschodnich krańcach Polski mieszkała bardzo zróżnicowana społeczność. Żyli tam katolicy obrządku wschodniego, katolicy rzymscy, wyznawcy religii żydowskiej, a nawet nieliczna grupka muzułmanów. Znali się dobrze, zapraszali się wzajemnie na uroczystości, potrafili uszanować swoją odmienność, ale też wspierać się wzajem w trudnym losie, z którym musieli się borykać niezależnie od wyznania i języka. Niestety przyszli najpierw komuniści, a potem faszyści i zniszczyli ten zalążek wspólnej, ale różnorodnej Europy.
Bardzo łatwo zniszczyć takie wartości, na jednym biegunie niszczycielskich sił są wszelkie postacie szowinizmu i nacjonalizmu, na drugim głupio pojmowana tolerancja.
8 komentarzy “Choinka”
No proszę jaka zrównoważona notka 🙂
Dodałbym tylko, że wydarzenia w Danii dotyczyły całego miasteczka i odpowiedzialni za nie byli muzeumanie którzy zdobyli większość w radzie miasta i mogli sobie pozwolić na obcięcie funduszy na chrześcijańskie święta. Oburzeni chrześcijanie zrobili zrzutę i choinkę ufundowali sobie prywatnie, piękna historia 🙂
Pytanie tylko kto w Danii wybierał muzeumanów do rady miasta, czy muzeumanie stanowią tam już większość mieszkanców, czy ogłupieni europejskim tolerancjonizmem duńczycy sami sobie strzelili w kolano?
@ Negatywny,
Nie wiem skąd masz te wiadomości, chcesz poznać prawdę to proponuję lekturę artykułu z GW
http://wyborcza.pl/1,76842,12977098,Dunscy_muzulmanie_nie_chca_choinki_na_Boze_Narodzenie.html
Jest tam dość wiernie opisane co się naprawdę stało. Brakuje tylko informacji o happy endzie choinka w osiedlu już została postawiona. Można ją zobaczyć tutaj:
http://www.bt.dk/danmark/her-lyser-juletraeet-ud-over-egedalsvaenge
– Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody?
– Prawda, tylko nie w Moskwie, a w Leningradzie. Nie na Placu Czerwonym, tylko na Miejskim, i nie samochody, lecz rowery. Nie rozdają, ale kradną.
Tyle prawdy jest w twoim komentarzu. Chodziło o osiedle mieszkaniowe i radę tzw. wspólnoty mieszkaniowej. To coś szczególnego w Danii, nie ma to odpowiednika w Polsce. Związane jest to z pewnym rodzajem własności mieszkań.
Owszem zrobił się raban i wielu Duńczyków chciało się „zrzucić” na te choinkę. Ale mieszkańcy osiedla nie chcieli na to przystać. Muzułmanie faktycznie byli w zarządzie tej wspólnoty, ponieważ stanowili też dużą grupę mieszkańców.
A tu jeden z pierwszych artykułów na ten temat:
http://ekstrabladet.dk/nyheder/samfund/article1861736.ece
Iście, w części artykułów pisze się o radzie miasta w innych o radzie osiedla, maj mistejk.
Ciekawe, że ani przystrojona choinka, ani Mikołaj z reniferami nie są symbolami stricte chrześcijańskimi. Takimi są najwyżej żłóbek (i to bez zwierząt, jak ostatnio zakomunikował Najwyższy Kapłan, Następca Boga na Ziemi). Skąd więc to oburzenie chrześcijan? Czyżby spod tej pięknej otoczki tradycji, wiary itede wychynęła naga, brutalna i brzydka prawda, że wszystko rozbiło sie o kasę, o przydział funduszy ze wspólnych zasobów?
Sam jestem przeciwnikiem wspierania jakichkolwiek imprez religijnych i w ogóle organizacji religijnych przez państwo, ale w wypadku rady (miasta czy osiedla – mniejsza z tym) to są ich pieniądze, a demokracja, jak widać, działa, i to jak miecz obosieczny: skoro „chrześcijanie” poczuli się „dyskryminowani” to powinni zadbać, aby mieć swój udział w tejże radzie.
Masz rację, że to nie są symbole stricte religijne. Ale mylnie zinterpretowałeś istotę konfliktu. To nie był konflikt miedzy chrześcijanami, a muzułmanami. To był konflikt grupy fanatycznych muzułmanów, dla których demokracja oznacza dyktaturę większości, a resztą mieszkańców. Ci inni to byli chrześcijanie, niewierzący, ale też nawet inni muzułmanie, którzy mają dzieci i ta choinka, renifery, Mikołaj, to coś, co akceptują.
Narzucanie woli 49,9% mniejszości, nawet wtedy gdy większość ma przewagę tylko 0,1% głosów to dyktatura w ramach demokracji. Wtedy 50,1% dyktuję swoją politykę reszcie, nie licząc się z konsekwencjami. Niewiele ma to wspólnego z demokracją a przypomina jedynie powiedzenie „daj małpie zegarek”. Demokracja to konsensus, w którym najwyższą wartością jest dobro całej społeczności. Nie wszyscy mają taką potrzebę, aby służyć dobru dla wszystkich. Myślę, że J.K. chętnie by wykorzystał większość 0,1% aby ciemiężyć pozostałe 49,1%. Ciekawe czemu on nie przejdzie na islam i nie założy PiSu w Afganistanie? Albo jakimś innym stanie, jest ich dużo na wschodzie.
Demokracja nie polega tylko i wyłącznie na tym, jak dojść do władzy, ale przede wszystkim jak ją sprawować. W tym kontekście T.K.M. braci Kaczyńskich czyni ich braćmi islamistów z duńskiego osiedla. Oczywiście nie są muzułmanami, brakuje im m.in. szmatki na głowie. Ale pęd do dyktatury opartej na światopoglądzie religijnym mają ten sam.