Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Antyamerykański film

Film ma fabułę bardzo prostą i przewidywalną od samego początku. Bohater pojawia się w miejscu, które nawet kulturalny widz nazwie zadupiem. Od samego początku traktowany jest w niezbyt miły sposób przez miejscowych i przydarzają mu się raczej nieprzyjemne „zbiegi okoliczności”. Postaci pozytywnych jest niewiele i są to role epizodyczne. Bohaterowi nieco pomaga kobieta, jednak ta postać jest tak umieszczona w filmie, że zastanawiamy się nad sensem tej roli. Kolejne wydarzenia prowadzą do odkrycia mrocznej tajemnicy tubylców, czego oni sobie nie życzą i gotowi są na czyny najgorsze, byle tajemnicę ukrywać dalej.
Jeśli pominiemy tytuł felietonu, to może się wydawać, że właśnie streściłem film Władysława Pasikowskiego Pokłosie, jednak chodzi o amerykański film sprzed wielu lat Czarny dzień w Black Rock (Bad Day at Black Rock), który miał trzy nominacje do Oscara, zaś odtwórca głównej roli Spencer Tracy otrzymał Złotą Palmę w Cannes.

blackrock
Kadr z filmu Bad day at Black Rock

Główny bohater przybywa do niewielkiej miejscowości Black Rock, która jest takim zadupiem, że nawet pociąg zatrzymuje się tam tylko na żądanie. Już pierwsze kadry pokazują nam miejsce, w którym czas się zatrzymał sto lat wcześniej. John Macreedy jest jednorękim weteranem, który do miasteczka przybywa tuż po Drugiej Wojnie Światowej, aby przekazać medal za odwagę ojcu żołnierza poległego na froncie. Sedno sprawy tkwi w tym, że poległy żołnierz i jego ojciec z pochodzenia byli Japończykami. Oczywiście jakiś malkontent może się zacząć zastanawiać skąd ten Japończyk się wziął w największym zadupiu zadupia, którym był środkowy zachód USA i został tam farmerem. Oczywiście bardziej prawdopodobne byłoby chińskie pochodzenie, ale nie miałoby to tak elektryzującej wymowy. Bohater od początku jest traktowany bardzo niechętnie i tylko fakt, że następny pociąg będzie dopiero w dniu następnym, powoduje, że miejscowi nie wrzucają go do pociągu natychmiast niczym worek kartofli. Nikt nie odpowiada na jego pytania, więc niczym deus ex machina w tym męskim filmie pojawia się kobieta, która jest jedyną osobą udzielającą bohaterowi informacji i pomagającą mu w odkryciu makabrycznej tajemnicy miasteczka.
Co było dalej, łatwo się domyślić. Podczas wojny mieszkańcy miasteczka ogarnięci patriotycznym szałem dokonują linczu na bogu ducha winnym japońskim farmerze. Nasz bohater znajduje tylko zgliszcza spalonego domu pod którymi kryją się trupy farmera i jego rodziny. Teraz po wojnie jest to ich kainowa tajemnica, dla której zachowania gotowi są zabijać.
Film jest dość nieźle wyreżyserowany, akcja jest wartka i większości widzów nie przyjdzie do głowy szukanie na siłę słabości i naginania filmowej rzeczywistości do założonej z góry tezy. Mnie jednak zainteresowało coś całkiem innego. Bezskutecznie szukałem śladów ogólnoamerykańskiej histerii, gromiących film recenzji i zarzutów o antyamerykańskie przesłanie. A przecież film mówi o tym, że bogobojni i patriotyczni Amerykanie zakatrupili sąsiadów z powodu ich skośnych oczu. Pozytywne postacie w tym filmie to niezguły i tchórze zdominowanie przez prowodyrów tej akcji. Jest oczywiście typowy w amerykańskim filmie zwrot i „ten dobry” wygrywa, ale przesłanie ogólne jest dość pesymistyczne.

Blisko sześćdziesiąt lat później Władysław Pasikowski kręci zadziwiająco podobny film. Bohater przybywa z daleka, wraca do rodzinnej wsi i od początku spotykają go nieprzyjemne rzeczy. Rozwala sobie głowę o jakąś gałąź, wchodząc do ciemnego lasu, kradną mu torbę pozostawioną na poboczu, a brat w rodzinnym domu jest – delikatnie mówiąc – mało przyjaźnie nastawiony.

poklosie
Kadr z filmu Pokłosie

Okazuje się, że mieszkańcy wsi ukrywają makabryczną tajemnicę. Podczas wojny, podjudzeni przez hitlerowców, wymordowali miejscowych Żydów i zajęli ich gospodarstwa. Nie wiadomo, czy brali w tym udział wszyscy, ale na pewno większość z ojcem bohatera na czele. Natomiast wszyscy skorzystali zajmując gospodarstwa i domy po zamordowanych.
Można by się czepić wielu niedoróbek w tym filmie. Nie wiadomo po co bohater na początku filmu wchodzi do lasu. Jego brat wykopujący nagrobki ze starego żydowskiego cmentarza, ustawia je na własnym polu i nie bardzo potrafi wytłumaczyć dlatego to robi. Sam bohater jest antysemitą podobnie jak znakomita większość amerykańskiej Polonii, ale wręcz błyskawicznie zmienia swoją postawę. Jedyna ważna rola kobieca jest skonstruowana jakoś tak przypadkowo, podobnie jak w amerykańskim filmie. Postać pojawia się głównie po to, by pomagać naszemu bohaterowi.
Największym dysonansem i zgoła niepotrzebnym symbolem jest morderstwo brata bohatera. Zostaje bestialsko zamordowany przez ciemnych, głupich i prymitywnych chłopów. Jego ukrzyżowanie na drzwiach stodoły jest nierealne, w prawdziwym świecie oni zatłukliby go po prostu kijami, jak wcześniej jego psa.
Niemniej jednak Pokłosie, podobnie jak Bad day at Black Rock mówi o bardzo ważnej sprawie – o zbrodni nienawiści. Jednak w Polsce 70 lat po wojnie nadal nie wolno o tym mówić. Film Pasikowskiego nie doczekał się prawie ani jednej rozsądnej recenzji, ale otoczył go harmider histerycznych wrzasków o antypolskości i zrobienie filmu pod gusty amerykańskich Żydów.
Jeśli przychylimy się do opinii o rzekomej antypolskości filmu, to tak jakbyśmy uznali jakiś nieistniejący obowiązek robienia filmów propolskich. Czyli co? Przekłamujmy historię, róbmy z rodaków aniołów, z chamów róbmy ludzi kulturalnych, z prostaków – wykształconych, byle tylko ogólny obraz narodu jawił się jak w legendzie? Zbyt często nadal pojawiają się opinie, że antysemickie zachowania Polaków to tylko margines i to na dodatek miał wyraźnie kryminalny charakter, a więc nie nienawiść, ale chęć wzbogacenia się. Taka karkołomna teza nie zdaje jednak egzaminu wobec wydarzeń takich, jak zbrodnia w Jedwabnem. Sugerowanie, że tylko kryminaliści denuncjowali Żydów, okradali ich i zabijali, to uspokajający Polaków, lecz fałszywy mit. Antysemityzm w Polsce był silny, choć być może w innych warunkach nie wybuchłby w taki sposób. Holokaust, którego dokonywali Niemcy także w Polakach wyzwolił najgorsze instynkty. Można powiedzieć więcej, bestialstwo hitlerowców i bestialstwo wojny wyzwoliło bestie w wielu ludziach i wielu narodach. Polacy byli mordowani przez Ukraińców, z którymi przed wojną względnie spokojnie koegzystowali, ale Polacy też mordowali Ukraińców. Wyrzynali się wzajemnie Serbowie i Chorwaci, a w czasach nam bliższych również dochodziło do ludobójstwa na tamtych terenach. Wojna domowa w Jugosławii uświadomiła światu, że od hitlerowskiej zarazy tak naprawdę ludzie niewiele się zmienili. Makabryczne rzeczy działy się zawsze podczas wojen i ze zwyczajnych ludzi wychodziły bestie. Polacy nie są od tego wolni. Nasza część bestialstwa także miała miejsce w holokauście. Kłamstwa i mity, histeryczny wrzask o antypolskim Pokłosiu tego nie zmienią i nie wymażą z historii.
Ireneusz Czop to nie Spencer Tracy, a Pasikowski to nie John Sturges, nominacji do Oscara nie będzie. Można wiele Pasikowskiemu zarzucić, a przede wszystkim to, że mógł zrobić film wybitny, a przez nachalną symbolikę i pewnego rodzaju zaniedbania psychologiczne zrobił film przeciętny. A szkoda.

Oceń felieton

3 komentarze “Antyamerykański film”

Możliwość komentowania została wyłączona.