Pomimo wielu informacji i dyskusji w mediach nadal trudno się zorientować, o co chodzi w sporze lekarzy zrzeszonych w Porozumieniu Zielonogórskim z Ministerstwem Zdrowia. Panowie doktorzy usilnie – na kilku konferencjach – starali się przekonać nas, że nie chodzi wcale o pieniądze. Jakby chcieli odczarować słynne porzekadło mówiące, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze.
Jednak gdy minister Arłukowicz zdecydował się na upublicznienie stenogramów z rozmów, okazało się, że jednak chodzi o pieniądze.

Kwestie finansowe właściwie są jedyną poruszaną wciąż sprawą. A rzekomo chodziło raczej o pakiet onkologiczny, którego wprowadzenie należałoby zmodyfikować. Tylko w tym zakresie jakoś nie było propozycji środowiska lekarskiego spod znaku PZ.

Sam nie mam nic przeciw temu, by wprowadzić częściową opłatę od pacjenta za wizytę lekarską. Jednak gdy propozycja ta wychodzi od lekarzy, którzy deklarują, że nie podpisują umów ze względu na dobro pacjenta, to oczekiwanie dodatkowych opłat wygląda podejrzanie. Jak to panowie doktorzy? Chcecie ostatnie złotówki wyciągać od biednych emerytów? Przecież wiadomo, że to oni są główną klientelą lekarzy rodzinnych. Muszą tam przychodzić kilka razy w miesiącu – nie dlatego, że tak lubią swojego pana doktora, ale muszą zgłosić się po kolejne recepty na ciągle przyjmowane leki.
Zdaje się jednak, że panom z Porozumienia Zielonogórskiego faktycznie nie zależy na pieniądzach. No – powiedzmy – nie tylko na pieniądzach.

Deklaracja, że umowa może być podpisana najwyżej na 9 miesięcy, oznacza rozpoczęcie następnych negocjacji we wrześniu i październiku, a więc wówczas gdy będziemy w apogeum kampanii wyborczej do Sejmu. Można zatem wysnuć wniosek, że panowie z PZ chcą stać się kulą u nogi obecnego rządu i nagłaśniając sprawę negocjacji tuż przed wyborami, doprowadzić do przegranej PO. Zatem warto się przyjrzeć sympatiom politycznym lekarzy i zapytać, czy może grożą strajkiem z pobudek politycznych, a nie dla dobra pacjentów. Zresztą, jeśli według nich brak opieki lekarskiej jest dla dobra pacjentów, to niezłą sobie samym ocenę wystawiają.
Jest jeszcze inna możliwość – doktorzy chcą się wystawić tuż przed wyborami na sprzedaż i sprawdzić, która partia polityczna zaoferuje większe korzyści. Tylko że w tym przypadku okazaliby mentalność prostytutki.
—
Screeny i zaznaczenia tekstu pochodzą z informacji na stronie internetowej „Gazety Wyborczej”.