Słynne słowa Baracka Obamy z kampanii prezydenckiej pamiętają chyba wszyscy. Obama jest świetnym mówcą, doskonale potrafi wyczuć publiczność i dać słuchaczom to, czego oczekują. Na dodatek ma miły dla ucha, głęboki i dobrze brzmiący głos, który jest kompletnym przeciwieństwem odgłosu zardzewiałych zawiasów starej furtki, który wydawał z siebie George Bush junior. Gdy Obama wyszczerzy w uśmiechu wszystkie swoje 48 zębów, to nie ma wyborcy, który by nie uwierzył w jego wspaniałe „Yes, We can”. Gdy przemówił w Dublinie do Irlandczyków, żartując, że przyjechał szukać zagubionego apostrofu*, wzbudził aplauz widowni. Jak wiadomo, amerykański prezydent ma odrobinę irlandzkiej krwi po kądzieli i ten – w odpowiednim momencie niby mimochodem rzucony – żart obdarzył go miłością wszystkich Irlandczyków. No i rzecz jasna wyborców irlandzkiego pochodzenia w USA.
Doskonałe wyczucie Obamy sprawia, że bez wątpienia z sukcesem sprzedawałby piasek na Saharze, jednak podobne zagranie w Polsce nie spotkało się ze szczególnym aplauzem. Amerykański prezydent powołał się na swoje związki z Chicago, gdzie jest spora grupa etniczna polskiego pochodzenia i stwierdził, że tam „każdy po trosze czuje się Polakiem”. Nikt się specjalnie tym stwierdzeniem nie zachwycił. Może dlatego, że związki Polonusów ze starym krajem są raczej kiepskie? A może dlatego, że naiwnością byłoby wierzyć w powinowactwo duchowe absolwenta Harvardu z potomkami podhalańskich imigrantów. W Polsce zresztą Obama przemawiał wyłącznie do polityków, ze względów językowych bezpośredni kontakt z publicznością byłby utrudniony.
Jeśli założyć, że podróż Obamy była pierwszym akordem przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi w USA, to środkowoeuropejska część wizyty nie była zbyt udana. Oczywiście zjazd dwudziestu prezydentów jest wydarzeniem ważnym i na pewno nie do pominięcia nawet dla przywódcy amerykańskiego, jednak widać było, że poza tym spotkaniem brakuje Obamie jakiegoś pomysłu na dalszy rozwój stosunków z Polską i tą częścią świata. Tradycyjnie proamerykańscy Polacy dostali kilka lat temu podwójnego prztyczka w nos. Najpierw pod koniec prezydentury Busha juniora, który chciał efektownie zakończyć swą drugą kadencję wdrożeniem programu tarczy antyrakietowej i w związku z tym proponował Polsce skrajnie niekorzystne warunki udziału w tym programie. Bush, któremu w ostatnich miesiącach prezydentury więcej czasu zabierały rozmowy z Bogiem niż myślenie, nie zauważył zmiany ekipy rządzącej w Polsce i zaliczył w związku z tym fiasko swojego ukochanego dziecka – słynnej, acz niedziałającej tarczy antyrakietowej.
Obama całkiem słusznie zrezygnował z kontynuacji, zatem obietnice pod polskim adresem wycofał. Nic w tym złego, gdyby nie to, że zrobił to w dniu 17 września, który dla Polaków przywiązanych do symboli, jest dniem specyficznym.
Po okresie rządów braci Kaczyńskich, którzy do USA mieli stosunek nieledwie wasalny, przyszła pora w Polsce na rząd wyraźnie proeuropejski, który – co prawda – nie jest niechętnie nastawiony do amerykańskiego sojusznika, ale patrzy na świat bardziej realistycznie. Część polskich polityków oceniała wizytę zbyt entuzjastycznie, ale byli i tacy, którzy nie mieli czasu wziąć w niej udziału. Nie miał czasu dla Obamy Lech Wałęsa, któremu na wspólnym zdjęciem z prezydentem amerykańskim nie zależało. W pewnym sensie miał rację, spotkanie z Obamą dla niego znaczenia nie miało. Nie pomyślał jednak, że dla Obamy ta wspólna fotografia ze światową legendą demokracji mogła mieć znaczenie. Drugim nieobecnym był Leszek Balcerowicz, któremu z kolei ewentualne poparcie Obamy mogło by pomóc w uzyskiwaniu w przyszłości jakichś ważnych stanowisk w światowych instytucjach finansowych.
Jedno nie ulega wątpliwości. Ameryka pod wodzą Obamy nadal ma kłopoty, choć raczej należy sądzić, że lepsza dla tego kraju byłaby jego druga kadencja niż wygrana republikanów. Ameryka nie ma dziś pomysłu na swoje własne kłopoty, więc tym bardziej nie ma go na kłopoty w innych częściach świata. Potwierdza to tezę, że europejska wizyta służyła głównie samemu Obamie i jego szansie na drugą kadencję. Polsce nie miał nic do zaoferowania poza kilkoma zgrabnymi komunałami, przy czym warto odnotować, ze Polska żadnych oczekiwań nie miała. Sprawę wiz poruszył w swoim pytaniu jeden z dziennikarzy. Obama odpowiadał długo, zawile i dyplomatycznie. Powiedział tyle, że o zniesieniu wiz będą myśleć, ale ich nie zniosą. W tych okolicznościach rację ma Paweł Zalewski, że kierując się zasadą wzajemności, powinniśmy wprowadzić wizy dla Amerykanów. Rację miał premier Tusk żartobliwie stwierdzając, że „jest jeszcze wiele miejsc na świecie, gdzie można zrobić zakupy i te pieniądze wydać”**, więc to w interesie Amerykanów leży, by lepiej zarabiać na polskich turystach.
Wyraźnie też dla polskich władz nie jest już priorytetem jakiś amerykański pluton stacjonujący w Polsce. I słusznie. Co zatem jest ważne i co przyniosła nam ta wizyta? Przede wszystkim potwierdzenie roli Polski w Europie, niewątpliwie przyczynił się do tego sam zjazd prezydentów w Warszawie, ale także dyskusja na temat tzw. „arabskiej wiosny ludów” i doskonałe analizy polityczne dokonane przez naszą dyplomację. W tym aspekcie szkoda, że jednak Wałęsy nie było.
Całkiem możliwe, że ważne dla Polski będzie skupienie się na relacjach gospodarczych z USA,a w konsekwencji twarde egzekwowanie wzajemnych korzyści ekonomicznych oraz koniec poparcia USA w wojnie afgańskiej, przyniesie wzrost naszego znaczenia w kontaktach dwustronnych***. Czy możemy wreszcie zacząć odnosić korzyści w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi? Yes, we can.
Niestety polskie media w większości nie stanęły na wysokości zadania. Głównym tematem dla nich było, czy prezes Kaczyński pójdzie do pałacu i czy poda rękę prezydentowi Komorowskiemu. Obecność Kaczyńskiego była ważna dla Kaczyńskiego i dla nikogo więcej. Spotkanie z politykami i późniejsze z rodzinami ofiar katastrofy było kurtuazyjne i cokolwiek Kaczyński powiedział, nie miało to żadnego znaczenia.
—
* Dla niezorientowanych. Apostrof w nazwisku zmieniłby pisownię na O’Bama i wskazywał jednoznacznie na irlandzkie pochodzenie (analogicznie jak O’Neill, O’Brian, O’Connor). To „O'” przed właściwym członem nazwiska jest „bardzo” irlandzkie. Jednak związki Obamy z Irlandią są typowo wyborcze.
** Pytanie dziennikarza brzmiało eufemistycznie. Kiedy Polacy bez przeszkód będą mogli robić zakupy na słynnej 5th Avenue.
*** Moim zdaniem Obama ma duże szanse na drugą kadencję, a tym samym na wypracowanie jakiejś strategii polityki zagranicznej wobec Europy Środkowej. Polska zapewne odegra większą niż dotychczas rolę, pod warunkiem, że nasze działania w pierwszym rzędzie będą skierowane ku sprawom europejskim.
12 komentarzy “Yes we can”
Wizyta Baracka Obamy w Polsce nie miała żadnego znaczenia i nie przyniesie żadnych skutków w przyszłości, bo Barack Obama to jeden z najsłabszych prezydentów w prezydenckiej historii USA.
Na wizycie Obamy w Polsce skorzystał jedynie Salon24 i blogerzy tegoż salonu. Ten gest dał ludziom myślącym inspirację do przemyślenia.
Przypomnę najważniejszy bloger na S24 to Jarosław Kaczyński.
(aha, belfer może nie wiedzieć, że Obama jedynego wywiadu udzielił podczas swojej wizyty, właśnie tylko dla S24)
Obserwując wizytę jednego z najsłabszych prezydentów w historii USA trudno nie zauważyć, że do najsłabszego prezydenta USA naszą obecną klasę polityczną dzielą lata świetlne.
@father boss:
Najsłabszym prezydentem to był Dżordż Dabliu Busz. To ten co rozmawiał z Bogiem i od niego bezpośrednio zadania odbierał. No i doprowadził Amerykę na skraj bankructwa, po to by jego republikańskim mocodawcom żyło się lepiej.
Ale nie ma to żadnego znaczenie. Niestety USA nadal są mocarstwem i nawet gdyby prezydentem został Billy Bob Neck (http://billybobneck.com/ – a kandydować zamierzał), to wizyta prezydenta USA będzie miała znaczenie.
Poza tym miło, że nadal z logiką jesteś na bakier. Skoro wizyta była bez znaczenia, to jakie znaczenie miał wywiad? Pomijam już ten drobny szczególik, o którym Obama zapewne nie wiedział, ze blogerem Salon24 jest także Artur Górski z PiS – ten sam, który ubolewał, że wybór Obamy to „koniec cywilizacji białego człowieka”. Faktycznie – ci „pijarowcy” Obamy to kretyni.
Na koniec sugeruję obejrzeć owego wspomnianego przeze mnie Necka – to jest chyba jakiś wasz „hillbilly” krewniak z Podhala.
http://www.youtube.com/watch?v=IEr3EGRsy38&feature=player_embedded
A jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o republikańskiej Ameryce to poczytaj:
http://shelleytherepublican.com/
How about your English?
No to poczytaj skrót:
https://belfer.one.pl/2010/03/01/republikanka-shelley/
Panie father boss, może też pan zacznie na Youtobe fajne filmy zamieszczać? 😀
Belfer, kurde, a ja myślałem, że najwięcej głupków jest z pod Słupska.
Specjalnie dla ucznia filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=CtI4MW3c69k
Bierz kolego przykład, to długo nie pożyjesz.
A tak naprawdę ten hill-billy do złudzenia przypomina Palikota.
http://www.myspace.com/video/vid/23123347
@father boss:
Nie powinieneś się wyśmiewać, autor pierwszego filmu to kibol, zwolennik PiS powinien bronić kiboli. Taka jest linia partii.
Porównanie z Palikotem nietrafione. Palikot jest niewierzący.
Szukam, szukam drogi Kolego i nie widzę żadnego wpisu o Komorowskim i jego akcji ABW. Czy aż tak ślepo zapatrzony jesteś w PO, że złego słowa napisać nie wolno?
Co ma Komorowski wspólnego z akcją ABW? Jest ich szefem? Ręczne sterowanie służbami to było za czasów poprzedniego rządu, gdy cała policja w kraju miała priorytet – znaleźć bezdomnego Huberta, który o Kaczyńskim brzydko coś powiedział.
Pisałem o tej akcji, ale nie na swoim blogu, bo nie był to temat, który personalnie mnie porusza:
http://www.dobrepanstwo.org/gdyby-glupota-miala-skrzydla/
Po kilku dniach okazało się, ze autor taki święty nie był, a stronkę nazwać satyryczną trudno…
Jako, że niestety zabroniono mi zabierać głos na dobrepanstwo.org pozwolę sobie podrzucić ciekawy temat belfrowi, który ostatnio tam rządzi.
Piszę, nie rządzę. Temat doktora G. nie mieści się w tematyce tekstu o Obamie. Dlatego wycinam. Sugestie tematów na DP, można wysyłać mailem. – administartor
Hej Belfer, jak ty to robisz i skąd ci się to wszystko bierze?
Dzisiejszy dzień, to słaby dzień dla wszystkich polskich gazet, żadna nie potrafi zamieścić tak świetnego felietonu jak Belfer.
Ponieważ drogi Tadeo belfer ustawił się po złej stronie mocy. Może jeszcze starczy mu życia, aby się poprawić. Niestety dużo nie zostało.
Polska nie moze wprowadzic wiz dla Amerykanow, bo od przystapienia do strefy Schengen nie jest to juz kompetencja panstw czlonkowskich. Tzn strefa schengen jest jednym obszarem w rozumieniu prawa imigracyjno wizowego, wjezdzajac do jedengo panstwa strefy schengen , obywatel panstwa 3 moze sie poruszac bez przeszkod po calej strefie ( nie ma nawet kontroli granicznych !) I to od calej strefy zalezy od kogo bedziemy wymagali wiz a do kogo nie. Jedno panstwo nie moze wprowadzic wiz dla USA , bo raz jest to niezgodne z umowa z schengen , dwa byloby to i tak nieskuteczne bo bedac juz w strefie obywatel USA i tak moglby wjechac do Polski gdyz nie ma kontroli granicznej. Jedyne czego powinnismy oczekiwac od wladz w brukseli to zazadania wzajemnosci od USA tzn zniesienia obowiazku wizowego dla wszytskich obywateli strefy schengen, tak samo jak wszyscy obywatele USA wjezdzaja bez wiz do schengen , a nie np z wyjatkiem Teksanczykow.