Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Agresja i fałsz

To, co dzieje się obecnie, nie jest zjawiskiem nowym. Po prostu przez wiele lat chowaliśmy głowę w piasek i udawaliśmy, że problem nie istnieje. Teraz nagle okazało się, że dłużej już nie sposób udawać, głów w piasku pochowało się tyle, że piasku zabrakło.
Katastrofa w Smoleńsku i wybory prezydenckie uwidoczniły w sposób oczywisty sprawy, o których należało mówić już dawno temu. Jednak nikt jakoś się nie kwapił.
Podczas kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński nie używał swego zmarłego brata w charakterze trampoliny do skoku na prezydencki fotel. Niektórzy tę zmianę retoryki brali na serio, inni tylko czekali, aż prezes pokaże swe zwyczajne oblicze. Jadnak mało kto zwrócił uwagę na to, że tak naprawdę prezes wcale nie zrezygnował z metody kłamstw i pomówień. Skierował je tylko chwilowo w inną stronę.
Uprawiając agitację wyborczą na tzw. ścianie wschodniej, mówił o tym, jak to paskudny i niedobry rząd Tuska zabiera wschodniej Polsce unijne dotacje i wszystko rozdaje w Polsce zachodniej. Divide et impera – zasada stara jak świat. Rząd Tuska premiuje województwa zachodnie – głosujące gównie na Platformę, województwa wschodnie – głosujące na PiS – zostają ukarane. Czarno-biały świat, wykreowany przez Jarosława Kaczyńskiego, jest prosty i oczywisty dla wyborców, ale nieprawdziwy.
Dwuletnie rządy PiS charakteryzowały się głównie liczbą konferencji słynnego ministra Ziobry, ale byli inni ministrowie, którzy coś tam jednak robili – z reguły zmuszeni okolicznościami. I tak minister Gęsicka dopięła kwestię unijnych funduszy na rozmaite cele. Pod koniec 2007 roku już niczego z Unią negocjować nie było można. Do roku 2013 rząd realizuje ustalenia dokonane za czasów PiS. Jednym słowem pan prezes Kaczyński skłamał.
W ramach wyrównywania dysproporcji i zgodnie ze strategią zrównoważonego rozwoju – Unia Europejska przyznaje słabszym regionom więcej pieniędzy. Dlatego też województwa wschodnie dostały więcej. Według obecnych danych na statystycznego mieszkańca regionów wschodnich przypada 130 euro, a w regionach zachodnich 80. Zatem jest to drugie kłamstwo.
Wkrótce po wyborach prezes odzyskał też starą twarz i przystąpił do ataku frontalnego wraz ze swymi zaufanymi starymi towarzyszami broni. Przede wszystkim obciążyli kancelarię premiera odpowiedzialnością za przygotowanie wizyty w Katyniu, choć to prezydenccy urzędnicy przygotowywali wszystko i swoją wiedzą z urzędnikami premiera wcale nie zamierzali się dzielić. Rząd – szczególnie w okolicznościach permanentnej wojny – nie mógł sprawować żadnej kontroli nad zamiarami prezydenta bez wywoływania kolejnej awantury. Kolejnym, bardzo już ordynarnym chwytem było nazwanie katastrofy zbrodnią. To kolejny przykład agresywnego dzielenia społeczeństwa na tych, którzy wierzą w zamach i resztę.
Szczytowym osiągnięciem prezesa w ostatnich dniach była nowa wersja znanej wszystkim historii o powstaniu „Solidarności”. Okazuje się, że to Lech Kaczyński uratował porozumienia sierpniowe, bo podjął negocjacje pomiędzy odważnymi robotnikami, a tchórzliwymi doradcami i zmusił tych ostatnich do porzucenia niewolniczej i pokornej postawy. Zaiste geniusz, który de facto pałętał się gdzieś po stoczni może przez godzinę lub dwie i tyle zdołał dokonać. Tajemnicą poliszynela jest to, że Jarosława w ogóle w stoczni nie było. Wielu żyjących jeszcze świadków tamtych wydarzeń pamięta, że tak na dobre bracia Kaczyńscy pojawili się w opozycji dopiero w 1988 roku, gdy upadek PRL praktycznie wisiał w powietrzu.
Rozsądny obserwator sceny politycznej musi zadać sobie pytanie, co jeszcze musi się stać by media zauważyły, że Kaczyński jest ekonomicznym ignorantem i analfabetą, a na dodatek kłamcą? Czego jeszcze potrzeba, żeby jednoznacznie powiedzieć, niezależnie od politycznych i medialnych interesów, że Kaczyński ordynarnie i prymitywnie usiłuje fałszować polską historię? I najważniejsze. Dlaczego chamowaty psychopata wciąż może być uważany za polityka z pierwszego szeregu?
Odpowiedź na te pytania istnieje, ale nie jest łatwa i prosta, nie jest też dla nas – jako społeczeństwa – przyjemna. Mógłbym zakończyć słowami ale to już całkiem inna historia, ale nie – historia ta sama i rzeczywistość ta sama. Jeszcze o niej napiszę.

Oceń felieton

6 komentarzy “Agresja i fałsz”

Możliwość komentowania została wyłączona.