Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, te słowa – wypowiedziane prawdopodobnie przez Chrystusa – przekazała nam historia w formie łacińskiej: Nemo est propheta in patria sua. Gorzko brzmią te słowa wobec faktu ukrzyżowania Go we własnym kraju przez własny naród.
Te słowa brzmią też gorzko dziś, gdy na obchodach trzydziestej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych nie ma Lecha Wałęsy, gdy prezydent i premier kraju – uczestnicy tamtych dni – spotykają się z chamskimi gwizdami i buczeniem, gdy uczestniczka tamtych wydarzeń wołająca o umiar i rozwagę zostaje nazwana głupią krową przez smarkacza i chama z PiS.
W dzisiejszych Niemczech też nie wszystko jest zgodne z marzeniami ludzi. Choć poziom materialny jest wyższy niż u nas, to też są niezadowoleni. Są też tacy na ziemiach dawnego NRD, którzy czują się wyrzuceni za burtę, oszukani, którzy tęsknią za czasami Honeckera. Jednak, gdy rozpoczynają się obchody rocznicy obalenia berlińskiego muru, cichną malkontenci, opozycja nie wygłasza deklaracji politycznych krytykujących rząd, nikt nie mówi – że upadek muru to klęska i wstyd. Wszyscy się cieszą i obwieszczają tę radość światu i dlatego już niedługo świat zapamięta to wydarzenie jako symbol upadku reżimów socjalistycznych.
Trzydzieści lat temu w Polsce zdarzyło się coś, co zapoczątkowało wielki powrót wolności do wschodniej Europy. Wtedy niewielu miało tę świadomość. Podpisano pod presją zrywu narodowego porozumienia z władzą, powstał wielki społeczny ruch o nazwie „Solidarność”. Zapewne większość z owych dziesięciu milionów członków nie zdawała sobie sprawy z tego o jakie zmiany tak naprawdę walczono. Oni po prostu chcieli mieć wolne soboty i pełne sklepy, wydawało im się, że opróżnienie nieoficjalnych partyjnych sklepików i odebranie przywilejów w postaci talonów to wystarczający środek zaradczy na puste półki. Gdy PRL upadł, niektórzy nie byli zadowoleni, bo pełne półki oznaczały też konieczność wzięcia odpowiedzialności za swój własny los. Dziś zamiast ogromnego święta radości mamy obraz kompromitacji Polski wobec świata, który nie potrafi zrozumieć, dlaczego sukces rozpoczynający demontaż komunizmu w Europie Polacy uważają za klęskę.
Kompromitacja dotknęła nas nie tylko w wymiarze międzynarodowym. Skompromitował się dzisiejszy związek zawodowy, który bezzasadnie używa nazwy „Solidarność” – skompromitował się jako nieudolna awanturnicza bojówka PiS. Skompromitował się PiS ustami swego działacza wyzywającego Henrykę Krzywonos od głupich krów. Urodzony w 1970 roku poseł Jaworski dotychczas wsławił się jedynie żądaniem usunięcia tablicy upamiętniającej ofiary z zatopionego okrętu Wilhelm Gustloff. Z racji wieku niewiele wie, niewiele pamięta i niewiele rozumie. Z racji przynależności politycznej – nie potrafi zrozumieć nic, czego nie powie Jarosław Kaczyński. Być może pani Krzywonos jest starą i brzydką, grubą babą, ale ma duszę piękną, jak tamten sierpniowy czas roku 1980.
A pan Jaworski jest i pozostanie prostakiem.
Jarosław Kaczyński usiłował budować własną wizję „Solidarności” – z bratem na czele, bez Lecha Wałęsy. Jest to działanie wyjątkowo bezczelne w sytuacji, gdy większość świadków żyje i pamięta. Lech Kaczyński był jednym z wielu – mało ważnym wtedy i mało ważnym w miesiącach późniejszych uczestnikiem tamtych wydarzeń. Przejrzałem sobie stare roczniki tygodnika „Solidarność”. Nie pojawia się tam nazwisko Kaczyński prawie wcale. To nie był jeden z bohaterów pierwszoplanowych. Jarosław Kaczyński nie był świadkiem tamtych wydarzeń. Nie było go w stoczni. Nie należał do tamtej „Solidarności”. Nie był na tyle groźny dla ówczesnej władzy, by go internować. A dziś pisze swą własną historię, w żywe oczy kpiąc z tych, którzy wtedy naprawdę ryzykowali i walczyli. Zasady propagandy goebelsowskiej okazują się wiecznie żywe jak Lenin.
Można powiedzieć tylko jedno: Jarek pierdolisz, nie było cię tam!*
—
* Dosłowny cytat Władysława Frasyniuka.
4 komentarze “Kompromitacja”
Andrzej Jaworski ma jeszcze inne „zasługi”. Za czasów pisowskich rządów był prezesem Gdańskiej stoczni, nie mając ku temu najmniejszych kwalifikacji. Zgodnie z zasadą „Teraz k…a my!” Kolesiowskie szlify „menagerskie” zdobywał w warszawskim Ratuszu, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński.
A skoro na tej pełnej gwizdów, chamstwa i manipulacji faktami rocznicowej uroczystości, na której z taką troską pochylała się nad biednymi stoczniowcami pisowska przystawka w postaci organizacji związkowej o zawłaszczonej nazwie, warto przypomnieć, kto taki los zgotował polskim stoczniowcom. Los naszych stoczni spoczywał w 100% w rękach pisowskiego rządu, który nie reagował na kolejne monity w latach 2006-7 i ostrzezenia w sprawie strategii restrukturyzacji i prywatyzacji sektora stoczniowego. Przekazane w końcu z opóźnieniem dokumenty Komisja Europejska odrzuciła na skutek niezgodności z prawem. Zawalali potem wszystkie uzgadniane z UE terminy. 1 maja 2007 minął termin możliwości wsparcia stoczni przez rząd. Wtedy przedstawiciele rządu Jarosława Kaczyńskiego rozpoczęli rozmowy z ukraińskim DONBASem w sprawie sprzedaży Stoczni Gdańskiej. W czerwcu 2007 z ofertą zakupu wszystkich stoczni wystąpił FORTIS Intertrust (Netherlands) B.V., ale PiS wolał rokować z DONBASem. W ten sposób zaprzepaszczono sprzedaż stoczni na takich warunkach, jakie wynegocjowały stocznie niemieckie. W listopadzie 2007 Stocznia Gdańska przeszła w ręce DONBASu, a Jaworski wziął gigantyczną odprawę. Za to już w lutym 2008 ten sam Jaworski we współpracy z zakładową Solidarnością (wespół z Guzikiewiczem i Gałęzewskim) założyli Fundację Stoczni Gdańskiej. Mała to być organizacja non profit, więc za opracowanie „Jak pozyskać środki dla fundacji” na rozpoczęcie działalności, fundacja zapłaciła swojemu własnemu szefowi prawie 6 tys.zł. Nie wiadomo czemu miała ona służyć. Teraz za to wszystko związkowcy i wyznawcy prezesa obwiniają premiera Tuska fetując go gwizdami. Zdaniem prezesa Kaczyńskiego to nie jest manipulacja. Pewnie cynizm też nie.
Chłopie, do Ciebie jeszcze nie dotarło, że komuna sama się obaliła. Gdzieś ty wtedy był?
Witam.
Tak,obchody rocznicy „sierpnia” były kompromitacją.Niestety tutaj dał ciała nasz rząd.Jest powszechnie wiadomo że obecna „Solidarność” jest tylko bojówka PiS-u więc nie powinna być organizatorem tego święta.To święto wszystkich Polaków i obchody jego rocznic powinny być organizowane przez władze państwowe.Niestety obecny związek zawodowy „Solidarność” jest formalnie uprawniony do używania tej historycznej nazwy chociaż stał się tylko nieudanym mutantem.
Czyżby Kronika też kłamała? Niemożliwe przecież…
http://www.youtube.com/watch?v=HaDZ9AV_BmI&feature=player_embedded