Panie i Panowie, przyjaciele Rosjanie – mówił prezes Kaczyński 9 maja. A 29 maja w Zakopanem na wiecu przedwyborczym ogłosił: Musimy skończyć, raz na zawsze skończyć polsko-polską wojnę. Ona nie przyniosła Polsce niczego dobrego..
Grono ekspertów politycznych z rozrzewnieniem rozpływało się nad zmianą, która zaszła w prezesie. Na ich czele profesor Staniszkis, która celowała w panegirykach na temat inteligencji oraz intuicji prezesa. Jeden Janusz Palikot miał odwagę od początku twierdzić, że ta metamorfoza prezesa nie ma nic wspólnego z rzeczywistym jego charakterem i stanem ducha. Założył okulary, zmienił uczesanie i poważnym głosem oznajmił, że zmienił się na zawsze – podobnie jak Kaczyński.
W przypadku większości ludzi jakaś ogromna pomyłka w zakresie podstaw ich pracy skończyłaby się dymisją, kolokwialnie mówiąc – wyrzuceniem na zbity pysk ze stanowiska. Komentatorzy polityczni, socjologowie i politolodzy mają dziś po tym wszystkim czelność dalej oznajmiać jakie są ich kolejne trafne oceny polityczne. Dziś już nie chcą pamiętać, ze omamieni zostali pozorną metamorfozą prezesa i grą na smoleńskiej katastrofie lotniczej. Dlatego nie można zgodzić się ze słowami Kuby Wojewódzkiego: Polskie dziennikarstwo uwielbia narcystycznie onanizować się tragedią… A naród się dołączył. W tekście Symulakrum już 10 dni po wypadku napisałem o fałszywej żałobie. O ludziach, którzy włączając telewizor przecierają ze zdumieniem oczy, bo to nie jest ich rzeczywistość. Telewizja pokazywała świat, jaki sobie sama wymyśliła. Niech więc telewizyjni eksperci uderzą się mocno w piersi, ale we własne i przyznają, ze dokonali manipulacji – podobnie jak Kaczyński.
To dziennikarze dali się nabrać na zmieniony wizerunek prezesa, to dziennikarze dali się nabrać na powszechną żałobę po śmierci prezydenta, a dokładniej – szli na pasku kampanii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, która opierała się na trzech filarach:
– zmianie prezesa, który jawił się jako polityk zdolny do kompromisów i sojuszy politycznych;
– powszechnym żalu za wspaniałym Lechem Kaczyńskim, pod dyktando PiSu kreowanym w zmanipulowanych mediach;
– bezpardonowej walce z Komorowskim za pomocą wszelkich metod, ale prowadzonej przez osoby formalnie spoza PiS.
Internet był pełen oszczerstw i kłamstw o Komorowskim, montowano już pierwsze spiskowe teorie o udziale rządu Tuska w zamachu na prezydenta. Na wiecach pojawiali się ludzie PiSu z oszczerczymi oskarżeniami, telewizyjni fachowcy od brudnej roboty zapewniali prezesowi poparcie w telewizji publicznej – temu służył choćby film Pospieszalskiego Solidarni 2010.
Ale też sam prezes z uporem podczas swoich wystąpień z uporem mówił o ofiarach wypadku: polegli lub polegli śmiercią męczeńską. To był wyraźny sygnał, czego należy się spodziewać. Jednak spora część dziennikarzy ogłuchła i oślepła.
Dość często mówiło się, ze polska klasa polityczna sięga dna, że politycy nie potrafią skupić się na ważnych zadaniach, ale zajmują się kłótniami i przepychankami. Dziś trzeba powiedzieć ostro i wyraźnie – to polska klasa dziennikarska w przeważającej mierze składa się z idiotów, którzy nie potrafią samodzielnie myśleć i nie mają za grosz dystansu do tematów, którymi się zajmują. Często słyszałem utyskiwania na brak merytorycznej dyskusji, lecz w gruncie rzeczy to hipokryzja mediów decyduje o jej braku. Merytoryczna dyskusja nie sprzeda się tak, jak dobry skandal. I Janusz Palikot to pojął, że jeśli chce trafić do opinii publicznej ze swoim przekazem, zmusić media do dyskusji nad tym, to musi zrobić show. Na swój sposób pojął to także Antoni Macierewicz, który zafundował nam lekcję językoznawstwa praktycznego, nazywając wypadek komunikacyjny zbrodnią, a ofiary wypadku ofiarami katyńskimi. Manipulacja godna powieści George’a Orwella. Sam Stalin ukłoniłby się z szacunkiem, a Goebbels uchylił kapelusz.
Polsce jest potrzebny wzajemny szacunek uczestników życia publicznego. – rzekł Jarosław Kaczyński na wspomnianym już wiecu przedwyborczym w Zakopanem. Jednak niestety, wbrew przewidywaniom sztabu, przegrał wybory, choć wszystko szło doskonale, łącznie z kubłami pomyj wylewanym na kontrkandydata w publicznych mediach i internecie.
Okazało się też, że głosy dla Kaczyńskiego nie przełożyły się na poparcie dla PiS. Powróciła więc stara twarz PiSu i stara twarz Kaczyńskiego. W niepamięć odeszła kampania wyborcza i aniołki prezesa – Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyliusz. Pierwsze skrzypce gra Macierewicz, a wtórować mu będą nowi zastępcy prezesa, wybrani z grona partyjnych jastrzębi. Adam Lipiński jest znany ze słynnego przekupywania posłanki Beger, Zbigniew Ziobro znany jest z manipulowania prawem i konstruowania wymyślonych afer, a Beata Szydło nie jest znana z niczego. Ale nazwisko pasuje. Bowiem wyszło szydło z worka.
2 komentarze “Wyszło szydło z worka”
nic dodac, nic ujac – bardz trafna analiza
Witam.
Bardzo trafne spostrzeżenia.Niestety prawdą jest że nasi politykierzy żyją w jakimś świecie równoległym a mendialne parobki,które podają się za dziennikarzy uważają społeczeństwo za bandę durniów i tak je traktują.Niestety te ok. 20% popierających PiSsektę to niby niewielkie ale groźne grono desperatów.