Debata przedwyborcza ma zwykle cel przyciągnąć dodatkowy nieprzekonany elektorat. Wczorajsza debata miedzy Andrzejem Dudą, a Bronisławem Komorowskim pod tym względem się nie różniła od innych.
Kandydat PiS, pozbawiony oklaskujących go tłumów stracił sporą część swego uroku. Głos mu się rwał, wychodziły na jaw braki dykcji, był sztywny i nienaturalny..
Bronisław Komorowski wypadł lepiej już od początku, gdy konkurentowi złożył urodzinowe życzenia, za które ten nawet nie podziękował. Przekonanie o tym, że Komorowski jest stary, fajtłapowaty i zmęczony prysło w jednej chwili. Komorowski wrócił do formy z 2010 roku, pokazał energię i przypomniał, że w takich słownych potyczkach jest bardzo dobry.
Debatę w Polsacie i TVP łącznie oglądało ponad 10 milionów 600 tysięcy widzów. To na pewno jest już widownia którą warto przekonywać.
Kogo mógł przekonać Andrzej Duda? Kilka razy powoływał się na Jana Pawła 2 w sprawach światopoglądowych, gdy nie starczało mu innych argumentów. Podkreślał swoje wykształcenie i pracę dla Lecha Kaczyńskiego. Odwoływał się do patriotyzmu „walczącego”, mówił o przelanej krwi, o powstaniach i walce o wolność. Niewątpliwie ten patriotyczny sztafaż przemówi głównie do elektoratu PiS, a więc do już przekonanych. Natomiast na pewno nie przekona to wyborców bardziej liberalnych i lewicowych. W pewnym momencie Duda wspomniał o Jedwabnem. W pytaniu była sugestia, że prezydent nie jest dość polski, że pozwala by mówiono o tym, że w Jedwabnem Polacy mordowali Żydów, że taka postawa jest usprawiedliwieniem dla tych którzy używają zwrotu „polskie obozy zagłady”. Elektorat nacjonalisty Kowalskiego i ksenofoba Brauna może poczuć się doceniony, ale jest to razem zaledwie koło 200 tysięcy wyborców, a doświadczenia wynikające z lat poprzednich każą się spodziewać najwyżej połowy tych teoretycznych głosów. Retoryka oblężonej twierdzy nie przysporzy Dudzie głosów wśród elektoratu lewicy. Wyborców Magdaleny Ogórek i Janusza Palikota było razem ponad 560 tysięcy. Na pewno Komorowski nie dostanie wszystkich, ale Duda raczej nic nie uszczknie z tej puli.
Ponad trzy miliony wyborców Pawła Kukiza to na pewno duża grupa, ale jak oni zagłosują nie wiadomo. Analitycy polityczni nie bez racji sądzą, że większość z nich zbojkotuje drugą turę wyborów, ponieważ interesują ich wyłącznie dalsze działania Kukiza. Na pewno część z nich zagłosuje na Dudę, ale część to byli ci, którzy postanowili dać Komorowskiemu żółtą kartkę. Zatem głosy mogą się w tym wypadku rozłożyć po równo.
Część wyborców Janusza Korwina Mikke być może wybierze Dudę przyciągnięta patriotyczną retoryką, ale wielu nie pójdzie głosować, bo według słów ich lidera wiele razy powtarzanych PiS to niebezpieczny socjalizm.
Bardzo istotną grupą są ci, którzy zbojkotowali pierwszą turę. W wyborach wzięło zaledwie 48% uprawnionych. Teraz ta liczba może się zwiększyć nawet do 60%. Biorąc pod uwagę absencję części z wyżej wymienionych, może się okazać, że głosować będzie około 3 miliony nowych osób.
I to o ich głosy warto walczyć i starał się to robić Bronisław Komorowski. Pokazywał konkretne sprawy, które są naszym polskim osiągnięciem, jasno mówił, że nie wszystko się udało i o zgodzie mówił w kategoriach kompromisu, a nie maskowania wyrw. Nie znokautował Andrzeja Dudy, ale wyraźnie pokazał swoją przewagę.
Winstona Churchilla zapytano kiedyś jak długo przygotowuje dziesięciominutowe wystąpienie w parlamencie. Odparł, że kilka godzin. A dwugodzinną mowę? Mogę zaczynać zaraz – odparł polityk. I to chyba jest problem Andrzeja Dudy. Nie potrafi krótko mówić, prawie za każdym razem nie mieścił się w wyznaczonym czasie. Wynika stąd, że to Komorowski był lepiej przygotowany merytorycznie.
Wynik debaty nie oznacza jeszcze wygranej, ale zmienia w sposób istotny prognozy, które były dla prezydenta fatalne po pierwszej turze. Ostatnie informacje pozwalają sądzić, że być może następnej debaty nie będzie. Ustalono już warunki debaty w TVN24, ale szefowa sztabu Dudy ich nie podpisała. Sprowadziła dawnego bullteriera Kaczyńskiego, czyli Jacka Kurskiego i usiłowali całkowicie zmienić warunki. Jednym z postulatów po wczorajszej debacie było wyznaczenie dłuższego czasu wypowiedzi. To symptomatyczne. Prawdopodobnie negocjacje w sprawie kolejnej debaty zostały przerwane.
/ Do debaty jednak dojdzie, warunki ostatecznie zostały uzgodnione./