Syria nigdy nie była krajem demokratycznym, podobnie jak przytłaczająca większość państw arabskich w tamtym regionie świata. Państwo ogłosiło niepodległość pod koniec II Wojny Światowej i przez kolejne lata rządziły tam rozmaite dyktatury o różnej ideologii. Obecnie Syria jest dyktaturą niejako dziedziczną, ponieważ po dziesiątkach lat rządów Hafiza al-Assada, dziś rządzi jego syn Baszar al-Assad. Wojna domowa w Syrii toczy się od dwóch i pół lat. Zaczęła się od protestów podczas tzw. arabskiej wiosny i wkrótce potem przerodziła się w regularną wojnę pomiędzy armią dyktatora, a rebeliantami. Wojna ma też częściowo podłoże religijne, sam Assad i jego zwolennicy należy do mniejszości alawickiej, rebelianci to przeważnie sunnici.
W ciągu toczonej zacięcie domowej wojny wydawało się momentami, że dni dyktatora są policzone. Wiele państw (w tym Polska) uznało za prawowitą władzę w kraju Syryjską Koalicję Narodową na rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych. Jednak od miesięcy już reżim staje się coraz silniejszy, a rewolucjoniści słabsi. Przyczyną jest nie tylko to, ze Assada popiera Rosja i zapewne dostarcza mu też wsparcie militarne oraz gospodarcze korzystając ze swej bazy wojskowej w Syrii. Bardzo istotne jest to, że od początku siły opozycyjne nie były jednolite. Coraz częściej dochodziło do konfliktów, a obecnie – jak twierdzą niektórzy dziennikarze – partyzanci częściej walczą ze sobą nawzajem niż z Assadem. Na dodatek okazało się, że nie bez znaczenia jest fanatyzm religijny części rebeliantów i podatność na wpływy terrorystycznej Al-Kaidy.
Obecnie reżim Assada stał się znacznie silniejszy i nic nie zapowiada jego upadku, choć wcześniej był na jego krawędzi. Jak zwykle w takich przypadkach cierpią ludzie, którzy być może nie są ani po jednej, ani po drugiej stronie. Kraje zachodnie od dawna dostarczały pomoc humanitarną i wykonywały rozmaite polityczne gesty, które miały ostudzić wojenny zapał dyktatora. Na nic to się jednak nie zdało. Nawet Stany Zjednoczone nie kwapiły się szczególnie do jakichkolwiek zdecydowanych działań, mając świadomość obciążenia wojną w Iraku oraz Afganistanie. Po ponad dwóch latach walk zainteresowanie światowej opinii publicznej Syrią zaczęło znacząco maleć. Działo się tak aż do momentu, gdy przed paru dniami w Syrii użyto broni chemicznej.
Oczywiście można zadać sobie całkiem logiczne pytanie, dlaczego syryjski reżim miałby właśnie teraz użyć broni chemicznej? bardziej uzasadnione było to wtedy, gdy zdecydowany i masowy atak mógł być ostatnią deską ratunku. Rodzi się podejrzenie, że komuś bardzo zależało na tym ataku i reakcji państw NATO i że niekoniecznie to musiał być Assad. Prezydent Obama natychmiast ogłosił, że USA są gotowe do interwencji, choć nie podjął jeszcze decyzji. Jednak nawet najbliższy sojusznik Ameryki, czyli Wielka Brytania, zareagował sceptycznie. Izba Gmin sprzeciwiła się deklaracji premiera Camerona wzięcia udziału w interwencji. Być może dlatego, że wszyscy mamy w pamięci kłamstwa na temat chemicznej broni Saddama, której później nie znaleziono. Zdecydowanie interwencji sprzeciwia się Rosja i Chiny. Jednak nawet państwa NATO nie są zdecydowane. Polska – choć może mało ważna militarnie – ale świetnie nadająca się na tzw. listek figowy – zdecydowanie się odcięła od pomysłu interwencji, zanim ją jeszcze zapytano o zdanie. Polski premier uczynił to dość nagle i w nieco zaskakujący sposób, choć moim zdaniem słusznie.
Wojna w Syrii to nie tylko wojna dyktatury i opozycji, to wojna dwóch islamskich odłamów, to również wojna islamskich fundamentalistów. Jakakolwiek interwencja zachodniego świata poskutkuje eskalacją terroryzmu, wzrostem nienawiści do Amerykanów i Europejczyków, a i tak w żaden sposób nie da się tam zbudować względnie normalnego – nawet nie demokratycznego ale humanitarnego – państwa. Nie w każdym regionie świata można i nie w każdym trzeba interweniować, gdy dzieje się coś złego. Niestety ludzkie cywilizacje znajdują się na bardzo różnym stopniu rozwoju. Trzeba uznać, że mają do tego prawo. Świat uznał prawo Indian żyjących w dżunglach Ameryki Południowej do trwania w epoce kamienia łupanego. Tworzy się enklawy, do których cywilizacja nie ma dostępu. Mają do tego prawo, nikt nie niesie im naszej cywilizacji technicznej na siłę, ten okres w historii już minął. Podobnie należy traktować wojnę w Syrii, ci ludzie mają swoje prawa i swoje powody do prowadzenia wojny, mają też prawo powyrzynać się nawzajem. Nic nam do tego.
Komentarz do “Syryjski pat”
Powinniśmy im jeszcze broń dostarczać, żeby się lepiej wyrzynali 🙂