Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Terra Nova

Kto nie chciałby mieć drugiej szansy? Cofnąć się w przeszłość i zacząć wszystko od nowa? Co roku w sylwestrowy wieczór większość z nas robi sobie postanowienia. Odrzuca niejako błędy starego roku i obiecuje sobie, że w nowym będzie inaczej. Ważne wydarzenia powodują, że nawet politycy oddzielają przeszłość „grubą kreską”. Takiego zaczynania „od nowa” w historii było już sporo. Wystarczy wspomnieć próby zorganizowania porządku świata na nowo po pierwszej i po drugiej światowej katastrofie wojennej lub chociażby „new deal” Franklina Delano Roosevelta. Niestety w realnym świecie nie da się. Bagaż historii, bardziej lub mniej osobistych doświadczeń, ideologicznych lub religijnych uprzedzeń, przesądy i egoizm – to wszystko pozostaje i nigdy nie zaczynamy od nowa.
Serial „Terra Nova” pokazuje nam świat przyszłości w stanie rozkładu. Wyczerpanie się źródeł energii, zanieczyszczenie środowiska, ekonomiczne nierówności, wojny – to obraz apokalipsy przyszłości. Pojawia się jednak nadzieja, wymyślono sposób na przedostawanie się do przeszłości. Ludzie zaczynają budować Nową Ziemię kilkadziesiąt milionów lat wcześniej. Wysłannicy budują osiedle, żyją i zmagają się z doskonale czystym, ale niebezpiecznym środowiskiem, w którym dinozaury są naturalnym elementem. Wbrew pozorom nie jest to jednak kolejny „Park Jurajski”, ale historia o niezmienności ułomnej ludzkiej natury. Brama do przeszłości prowadzi tylko w jedną stronę i w przeszłość trafiają kolejne grupy ludzi. Okazuje się jednak, że jest możliwość uczynienia bramy przejściem w dwie strony i niektórzy tę możliwość chcą wykorzystać w celu splądrowania przeszłości. Ograbienia jej z brakujących surowców i źródeł energii, a z ludzi którzy w tę przeszłość uciekli zrobienie niewolniczych pracowników wydobywających te skarby.
Na tym koniec relacji o serialu, który zresztą nie znalazł uznania w USA i nie będzie kontynuowany.
Interesująca jest obserwacja tego nowego życia, ludzi doceniających tę drugą szansę, ale także tych, którzy demony przyszłości chcą również przenieść w czasie. W pewnym momencie pojawia się jedyna możliwa opcja uratowania nowej kolonii i jej rozwoju. Trzeba zniszczyć bramę, spowodować, że już nikt więcej z niej nie skorzysta. Oznacza to bezpieczeństwo, bo nie przedostaną się ci, którzy Nową Ziemię chcą wykorzystać i niszczyć tak jak starą, ale oznacza to koniec dostępu do kolejnych urządzeń technicznych, medykamentów, komputerów, całej tej technologii, która jednak tak bardzo w tych dość groźnych warunkach pomaga.
Jak rozwijałaby się ludzkość, będąc na wysokim stopniu rozwoju, odcięta nagle od technologicznych możliwości? Ile pokoleń trwałby powrót do epoki jaskiniowej? Na niektóre z tych pytań próbuje w nieco inny sposób odpowiadać recenzowana wcześniej książka „Atlas chmur”. Jak szybko stalibyśmy się plemionami pierwotnymi, które zapomniałyby tysiące lat ludzkiej kultury, ale które pozostałyby z ludzkimi ułomnościami – gwałtownością, chciwością, przesądami i wzajemną nienawiścią?

Oceń felieton