Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Giełda tajemnic

Podczas londyńskich zamieszek okazało się, że młodociani bandyci zwoływali się używając komunikatora w telefonach Blackberry. Warto przy okazji wspomnieć, że do niedawna ekskluzywna marka zeszła pod strzechy, u nas telefony Blackberry są oferowane nawet na kartę przez Play. Komunikator w tym telefonie umożliwia wysłanie wiadomości do wielu użytkowników, co ułatwiło szabrownikom (rzecz jasna tylko posadaczom Blackberry) kontakty.
Problem w tym, że o ile zwykły SMS zostawi ślad u operatora mobilnej sieci telefonicznej, o tyle firma Research In Motion z Kanady używa własnych serwerów i szczyci się wysokim stopniem bezpieczeństwa. Przesyłane dane są szyfrowane i trudne do złamania, a jednak firma oznajmiła, że wspomoże brytyjską policję w identyfikacji działań chuliganów. Nie wiadomo – ponieważ oprogramowanie Blackberry jest zamknięte – jakie dane posiada firma i czy ewentualne dane klientów są zaszyfrowane także przed pracownikami firmy.
Skoro Research In Motion tak ochoczo zadeklarował współpracę z policją, to można zastanawiać się nad faktycznym bezpieczeństwem danych klientów,a przypomnijmy, że należy do nich nasz rząd.
W przeważającej liczbie przypadków bezpieczeństwo aplikacji zamkniętych gwarantowane jest przez prostą zasadę: „Nikt nie wie, jak my to robimy, więc bezpieczeństwo jest zachowane”. Bezpieczeństwo jest złudne, o czym się niedawno przekonała firma RSA Security, producent popularnych tokenów. Oczywiście prawdopodobieństwo, że ktoś przy pomocy skradzionego kodu włamie się na moje konto bankowe jest równe zeru. Po pierwsze w bankach używa się także identyfikatora klienta – potencjalny złodziej musiałby go znać. Po drugie musiałby wiedzieć, kiedy będę logować się do banku. Po trzecie wreszcie musiałby podsłuchać sesję szyfrowanego połączenia z bankiem, a tam już używany jest protokół SSL, którego bezpieczeństwo nie polega na tym, że „kod mamy w sejfie”. Jednak tokeny używane są w wielu poza internetowych zastosowaniach i tam się zrobiło nieciekawie. Firma musi wymienić około 40 milionów urządzeń. Pierwsze spektakularne włamanie miało już miejsce. Ofiarą stał się amerykański koncern zbrojeniowy Lockheed Martin*.
Z kolei wycieki danych stały się już tak powszechne, że przestały być zauważane przez żądnych sensacji dziennikarzy. Najpierw była firma Sony i utrata danych ponad 70 milionów klientów. Anegdotyczne były CV z pewnego polskiego portalu pośredniczącego w poszukiwaniu pracy, które można było znaleźć w wyszukiwarce Google. Podobną wpadką poszczycić się może UNESCO, które przez partactwo udostępniło dane ponad stu tysięcy ludzi. Niektórzy z moich znajomych to fani Dropboxa, czyli dysku prywatnego online. Powinni sprawdzić, czy ich prywatne zdjęcia i inne pliki nie są czasem dostępne powszechnie w internecie. W ten sposób nieudolni programiści udostępnili pliki ponad 25 milionów klientów, więc szanse są spore.
Wiele lat temu Intel chciał zrewolucjonizować internet za pomocą niepowtarzalnego identyfikatora dla każdego procesora. Ogrom i powszechność protestów kazała się firmie wycofać z tego orwellowskiego pomysłu. Okazało się jednak, że pomysł ten jest wiecznie żywy. Urządzenia Tomtom mające połączenie z internetem wysyłały dane lokalizacyjne, które firma przekazywała policji, przypadek ów zdarzył się w Holandii. Apple szpieguje użytkowników iPhone’ów i iPadów. Warto wiedzieć, że Google podobnie – zbiera wszelkie informacje o naszej aktywności internetowej, jakie tylko jest chętny przekazać nasz komputer, podobnie zresztą Facebook.
Rzecz jasna nie należy przesadzać z tą obawą o dostępność danych. Aby ich nie udostępniać nikomu, nie tylko nie wolno mieć konta w banku, ale najlepiej wyprowadzić się do leśnej głuszy, odciąć prąd, telefon i w żadnym razie nie korzystać z internetu, a i tak pozostaną ślady w ewidencji osobowej i podatkowej.
Wiadomo, że Google i Facebook wykorzystują, to co wiedzą, do oferowania nam bardziej spersonalizowanych reklam. Reklamy Google na stronach internetowych są nie tylko treścią dopasowane do profilu witryny, ale bywa, ze również do indywidualnego odbiorcy. Jakiś czas temu jeden ze znajomych, poszukujący na prezent dla syna fajnego „górala”**, ze zdziwieniem zauważył po paru dniach, że wszędzie pojawiają mu się reklamy związane z rowerami. Skoro już musimy oglądać reklamy na stronach, to niech one chociaż będą związane z tym, co nas interesuje (tylko nie wpuszczajcie żony na swój profil).
Jednak naprawdę niepokojące wydają się poczynania takich firm jak Apple, które chętnie zbierają informacje, a niechętnie je ujawniają.
Firma Sony znana jest dziś nie tylko z utraty danych milionów klientów, ale także z tego, że użytkownikom systemu Windows instalowała rootkit szpiegujący, jeśłi CD wydany przez tę firmę włożyli do czytnika w komputerze. Warto przypomnieć, ze wymuszone powszechną krytyką przeprosiny brzmiały mniej więcej tak: „przykro nam, że się wydało”. Blackberry, aby uniknąć negatywnych opinii w Anglii, oferuje pomoc policji. A jakiego nacisku trzeba będzie, by firma ujawniła na przykład poufne dane polskiego rządu i komu? A może już dawno je ujawniła?
Pamiętając o tym, że większość władz, a także większość firm, chciałaby wiedzieć o nas jak najwięcej, a oferowane nam zabezpieczenia często polegają tylko na utajnieniu bardzo prostych do złamania algorytmów, bądźmy ostrożni.

* Jak na razie nie wiadomo, kto się włamał, ale jest jak w dowcipie. Nie wiadomo kto, ale ktoś powinien oberwać po tych swoich żółtych łapach.
** Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, chodzi o rower górski.

Oceń felieton

9 komentarzy “Giełda tajemnic”

Możliwość komentowania została wyłączona.