Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Bitwa o Anglię

Europa jest zaskoczona i zaszokowana. Ponad dwadzieścia lat temu, gdy Polska odzyskiwała niepodległość, upadał mur w Berlinie, kończył się czas zimnej wojny, wydawało się wszystkim, że teraz powstaną warunki do harmonijnego i dobrego rozwoju. Po latach widać, że nadal są zarzewia ogromnych konfliktów i problemów.
To, co zaczęło się tydzień temu w Londynie, różni się jednak znacząco od wielu innych wcześniejszych wydarzeń. Angielskie rozróby przykryły całkowicie tragedię w Norwegii, która była dziełem jednostki. Jadnak natychmiast pojawiły się głosy tych, którzy szukali źródła w nieudanym mariażu kultur na gruncie tradycyjnie europejskim. Również niedawne demonstracje w Atenach były zupełnie inne. Tam również dochodziło do rozbijania szyb wystawowych i kradzieży, a nawet do podpalania budynków i samochodów. Jednak – mimo całej ostrości – był to pewien margines i nie o to chodziło demonstrującym. Wydarzenia greckie miały przyczyny ekonomiczne. Niektórzy przywoływali też rozruchy w Paryżu sprzed paru lat. Tam również były podpalenia i obrzucanie policji kamieniami. Tam również zaczęło się wszystko od zabicia przez policję członków kolorowej społeczności z przedmieść. Jednak i Paryż nie pasuje do tego wzorca. Tam długo trwały regularne bitwy z policją i one skupiały całą energię protestującej młodzieży. Nie tak dawno też wyszli chuligani na ulice Kopenhagi. Dokonali wielu zniszczeń, ale również ten przypadek był inny. Jeśli przypomnimy sobie wojny stadionowe z różnych krajów, to również znajdziemy istotne różnice i wydarzenia w Londynie, Birmingham, czy Manchesterze nie pasują do wzorca.
Zatem czym londyńskie akty bandytyzmu różnią się od innych, jakie jest ich podłoże i czy podobne wydarzenia mogą się zdarzyć gdzie indziej?
Londyn jest najmniej angielskim ze wszystkich miast i jest ogromną metropolią, w której od lat były zaniedbane dzielnice, których turyści raczej powinni unikać. Szwankowała tam szczególnie edukacja, nie radził sobie system socjalny i choć trzeba stwierdzić, że obecne wydarzenia nie miały jakiegoś charakteru rasowego, to najgorzej funkcjonowali imigranci z krajów arabskich. Gangi w Londynie były oczywistością i tworzyły swój własny świat, do którego policja się specjalnie nie wtrącała. To dość ważna konkluzja, do której potem jeszcze wrócimy.
Gdy nadszedł kryzys, labourzyści przegrali wybory i powstał rząd torysów w koalicji z liberałami. To dość dziwaczna koalicja, ale jak na razie nie było widać większych tarć. Jednak jest to rząd prawicowy i dążący do ograniczenia wydatków, co ma sens w okresie ciągle trwającego kryzysu lub przynajmniej zastoju gospodarczego. Premier Cameron zaczął oszczędności od edukacji, znacząco podwyższając czesne na uczelniach. To spowodowało zamieszki i demonstracje studentów. Już wtedy do rozróby przyłączali się chętnie ci, którzy szkoły to oglądali wyłącznie z zewnątrz. Charakterystyczne, że wtedy policja tłumiła zamieszki dość brutalnie i nikt się za studentami nie ujmował. Teraz policja delikatniej traktowała motłoch niż niedawno studentów. Kolejne cięcia dotyczyły wydatków socjalnych, a wreszcie i policji. Podczas dzisiejszej debaty w parlamencie, nie bez racji posłowie wypominali Cameronowi te redukcje w policji. Cięcia socjalne zwiększyły też poziom niezadowolenia biednych i bezrobotnych, którzy uznali, że rząd ich krzywdzi.
Śmierć lokalnego czarnoskórego gangstera i wybuch społecznej złości po tym wydarzeniu, dawały podstawy do obaw, że będzie to protest o charakterze rasowym i społecznym. Dlatego też początkowo policja była wyjątkowo bierna. Na dobrą sprawę wręcz nie robiła nic. Na niektórych filmach widać, jak młodzi ludzie podpalają budynki i samochody, włamują się do sklepów, a policja tworzy „kordon sanitarny” kilkaset metrów dalej i kompletnie nie reaguje. Wspominałem wcześniej o gangach obecnych na londyńskich przedmieściach. Uznały one, że jest to dobry moment do zaakcentowania swej władzy. To one właśnie dawały impuls do rabunków i spośród nich wywodzili się prowodyrzy. Rozróba, zadyma, a przy okazji dość bezpieczne obrzucanie policji kamieniami, to ważny sposób zaakcentowania swej obecności w dzielnicy, popisania się i udowodnienia swej odwagi. Jednak mimo wszystko w dziesięciomilionowej metropolii gangi nie stanowią żadnej znaczącej większości, zaś na ulicach pojawiły się tłumy żądnej wrażeń młodzieży, która skrzykiwała się często używając komunikatorów internetowych, Facebooka i Twittera. Rzec by można nowy bandytyzm XXI wieku.
Paradoksalnie ostrożność policji, aby nie podsycać społecznego gniewu w obawie o zamieszki na dużą skalę, pokazała młodocianym szabrownikom, że mogą być bezkarni. Normalnie paradowanie w kapturze i chuście na twarzy spowodowałoby reakcję. W Londynie jest masa kamer monitoringu miejskiego i pojedyncze akty wandalizmu czy przestępstwa kryminalne są dość sprawnie wyłapywane. Pojedynczy osobnik ukrywający swoją tożsamość, wzbudziłby podejrzenia. Setki takich ludzi stawały się bezkarną bandą, która rabowała sklepy. Kiedy wreszcie wzmocniono siły policji, która wreszcie zaczęła wyłapywać złodziei, zaczęło się uspokajać. Ryzyko odpowiedzialności karnej stało się zbyt duże.
Dodatkowo w rozmaitych dzielnicach, nie tylko w Londynie, mieszkańcy skrzyknęli się, by bronić swoich domów, sklepów i firm. To oczywiście stwarzało ryzyko, bo za obronę „porządku” próbowali się zabierać również rasiści, dla których byłby to niezły sposób na eskalację konfliktu rasowego. Zwyciężyła jednak zwyczajna międzyludzka solidarność. Bandy wyrostków niszczyły i rabowały własność zwyczajnych ludzi. Ich łupem nie padały ogromne sklepy sieciowe, ale właśnie te lokalne i nieduże. To zwyczajni i nie najbogatsi sąsiedzi tych zdziczałych wyrostków stali się ofiarami.
Najbardziej jednak wzruszające było to jak tysiące zwykłych ludzi zbierało się na ulicach z miotłami i szuflami, by posprzątać swoje miasto po najeździe prymitywnych, amoralnych wandali. Przypomniało mi to dokumentalny film z lat drugiej wojny światowej. Po nalocie londyńczycy wychodzili ze schronów, po czym zaraz zabierali się do oczyszczania i porządkowania ulic.
Przed Wielką Brytanią stoi dziś poważne wyzwanie. Te wydarzenia mają bowiem swoje przyczyny w błędach, które popełniono. Po pierwsze należałoby poważnie wziąć się za edukację. Szkoły publiczne nie mają być przechowalnią dzieci, aby dorosły i przeszły na garnuszek opieki społecznej. Nie może być tak, że smarkacz wykrzykuje do kamery telewizyjnej: „Only mugs work”. To świadczy bowiem, że są całe grupy społeczne, które uważają, iż praca jest dla frajerów. Należy wdrożyć programy społeczne, które ograniczą obszar tzw. biedy dziedzicznej. Dobra edukacja i wychowanie w poszanowaniu pracy ma tu bardzo ważną rolę.
Niestety obecny rząd nie ma pomysłu na długofalowe działania. Za to ma pomysł by ocenzurować Facebooka i Twittera, bo za pomocą tych głównie mediów zwoływali się chuligani. Inaczej mówiąc, jest to oczywista próba wprowadzania cenzury pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa. Powszechne dość jest twierdzenie, że to socjaldemokratyczne rządy mają tendencję do zwiększania swych uprawnień i poddawania obywateli permanentnej kontroli. Tu widzimy, że to nie jest cecha lewicowa, ani prawicowa. Każda władza zawsze przy takiej okazji usiłuje zwiększyć swe możliwości kontroli. Wydaje się oczywiste, że należy zmienić zasady działania policji w podobnych wypadkach. Jednak procedury działania na wypadek masowych kradzieży to jedno, a próby ograniczania swobód obywatelskich to drugie.
Czy jakieś wnioski wypływają z tych wydarzeń, takie, które powinny nas zmusić do myślenia w Polsce? Poziom życia w obydwu krajach różni się znacznie. Przeważnie ów biedny angielski nastolatek, kradnący ze sklepu 42-calową plazmę, jest i tak o wiele zamożniejszy niż jego polski odpowiednik. Jednak w obydwu krajach panuje powszechny kult konsumpcji, więc pokusa by zdobyć coś „za darmo”, za przysłowiową chwilę strachu, jest duża także i u nas. Zatem pomyślmy o tym, weźmy pod uwagę zagrożenia i wdrażajmy dziś programy wychowawcze i społeczne tak, aby za dziesięć czy dwadzieścia lat widownią podobnych zdarzeń nie stała się Warszawa, Gdańsk lub Poznań.

Oceń felieton

11 komentarzy “Bitwa o Anglię”

Możliwość komentowania została wyłączona.