Znajomego spotkałem. Takiego z dawnych lat. Stary komunista. Zawsze psy wieszał na „Solidarności”, bo rozwaliła mu jego świat, konsekwentnie głosował na Millera i SLD, niezależnie od okoliczności. Wierny żelazny elektorat postkomunistycznej lewicy.
Dawnośmy się nie widzieli, więc tak ostrożnie zagaduję o polityce. Mówię, że ostatni miesiąc kampanii wyborczej przed nami, to gorąco jeszcze będzie, debata w telewizji się szykuje…
– Panie! – krzyknął znajomy – Jaka kampania wyborcza, toż to sezon ogórkowy dla SLD. Skąd oni tę siksę wyciągnęli? Czarna rozpacz człowieka ogarnia, jak tylko się baba odezwie. To jest kompletna klęska już teraz, nie trzeba czekać na wybory.
I dramatycznie poleciał Kmicicem – Kończ waść, wstydu oszczędź!
Faktycznie, wczoraj rozeszła się wieść, ze SLD nie ma już zamiaru dalej finansować kandydatki, której konserwatywne i prokościelne poglądy są znane nie od dzisiaj, a która na dodatek bardzo mocno odcina się od SLD w swojej kampanii wyborczej. Wszystko wskazuje na to, że pani Ogórek faktycznie nie przeskoczy sondażowych 3%, a jej zachowanie podczas kampanii to ostatni gwóźdź do politycznej trumny nie tylko Millera, ale i SLD, którego szanse w jesiennych wyborach parlamentarnych gwałtownie maleją.
– No to na kogo będzie pan głosował? – pytam ostrożnie.
– Na Dudę oczywiście! – odpowiada z iskrą w oku – Dziś PiS to już ostatni prawdziwi bolszewicy.