Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Kto płaci za studia?

Gdy rozpoczynałem pisanie na blogu, wydawało mi się, że będę pisał – o czym będę chciał. W praktyce okazuje się, z e coraz częściej pisze o tym, na co w jakiś szczególny sposób zareagowali czytelnicy. Tym razem o studiach. Płatne czy darmowe, a tak w ogóle kto za nie płaci, bo w prawdziwym świecie za darmo nic nie ma.
Gdy sam zaczynałem studia, były one darmowe, wszystko było darmowe, a państwo -czyli władza – utwierdzało nas w przekonaniu, ze jesteśmy balastem i pasożytami, bo owo państwo wszystko nam daje. W kategoriach tischnerowskich była to gówno-prawda. Państwo zabierało nam wszystko – wolność, możliwość dokonywania wyboru – a w zamian dawało ciasną klatkę i miskę ochłapów. Na wyjazd poza żelazną kurtynę mogli liczyć nieliczni lub dzieci partyjnych bonzów. Podobnie na studia.
Gdy PRL upadł wydawało się, że sytuacja stanie się bardziej normalna. Założenie nowych władz przez te wszystkie lata było oczywiste – wspieramy edukację, musi być darmowa. Jednak w realnym społeczeństwie i w prawdziwym państwie uczelnie generują koszty. Ktoś za to płaci. Pan za to płaci i pani za to płaci i tamten emeryt także. To są koszty pokrywane z naszych podatków. A ponieważ są to nasze wspólne pieniądze – niestety stanowczo za małe – to chcielibyśmy, by były wydawane sensownie.
Dziś w Gazecie Wyborczej przeczytałem, że atrakcyjne studia na uczelni prywatnej kosztują 100 tysięcy złotych. Aby te studia były atrakcyjne dla bogatych – którzy chcą być jeszcze bogatsi – uczelnia prywatna podkupuje kiepsko opłacanych wybitnych fachowców z uczelni państwowych. Uczelnie państwowe, chcąc fachowców zatrzymać uruchamiają płatne studia zaoczne. Człowiek kupujący takie studia otrzymuje określony towar – dyplom. Niedawno ostrzyłem sobie zęby na dość intratną fuchę, która pozwoliłaby mi spędzić paskudny najbliższy grudzień na Wyspach Kanaryjskich. Niestety okazało się, że musiałbym w tym celu przez około pół roku współpracować z absolwentem pewnej słynnej uczelni. Tyle że kończył zaocznie płatne studia. Nazwanie go idiotą byłoby niczym nieuzasadnionym komplementem. Jako emeryt dbam w pierwszym rzędzie o swoje zdrowie (tym razem psychiczne), więc z fuchy zrezygnowałem.
Nie jestem ekonomistą, więc nie będę się wymądrzał. Wiem jedno – koszty studiów trzeba w jakiś sposób urealnić. Zniwelować przewagę dupków z bogatymi rodzicami. Uniemożliwić niby-uczelniom podkradanie niedoszacowanych profesorów uczelni państwowych. Być może lepszym sposobem byłby jakiś rodzaj bonu oświatowego, być może system podobny do angielskiego. Mając pewną wiedzę o studiach w Anglii i mając też wiedzę o studiach w Polsce – nie mam złudzeń. Brak zdecydowanych kroków w tej dziedzinie spowoduje, że w Polsce będą studiować wyłącznie bogaci kretyni, zaś biedni, ale zdolni pojadą studiować za granicę, bo paradoksalnie tam dostaną szansę.

Oceń felieton

5 komentarzy “Kto płaci za studia?”

Możliwość komentowania została wyłączona.