Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Keep it simple Stupid

Zasada KISS jest pierwszym nieoficjalnym przykazaniem twórców Linuksa od wielu lat. Można by ją barwnie na polski przełożyć jako polityczne wezwanie w stylu Johna Kennedy’ego – Po pierwsze prostota! Nie twierdzę, że ta zasada w systemach linuksowych zawsze jest zdecydowanie przestrzegana, bo czasem niektórych autorów ponosi programistyczna fantazja i produkują buble. Jednak generalnie ta zasada się sprawdziła w całej twórczości Open Source.
Doświadczenie uczy, że tam – gdzie gubi się zasady prostoty, gubi się również logikę. Nad brakiem logiki ubolewałem już w kontekście szkolnictwa wyższego. Dziś chcę ponarzekać na kompletny bark logiki u wyborców. A konkretnie po raz kolejny chcę dołożyć wyborcom – wielbicielom Janusza Korwina Mikke. Kolega, z którym się podzieliłem pomysłem na felieton, skrzywił się: daj spokój, przecież to nic nie znaczący plankton. Może i tak. Jednak zrobiłem pewne amatorskie socjologiczne badania. Przeszukałem profile na Facebooku – tych osób, które wypowiadały się korzystnie o Korwinie Mikke. Znakomita większość to studenci lub absolwenci kierunków technicznych, a część to socjologowie lub filozofowie. Teoretycznie rzecz biorąc – ludzie, którzy z racji ścisłego myślenia lub znajomości reguł społecznych powinni być odporni na głupotę.
A nie są. Mało tego – prezentują tak bzdurne opinie – że na myśl przychodzą słowa doktora Strosmajera z dawnego serialu czeskiego Szpital na peryferiach. Powiedział on: gdyby głupota miała skrzydła, to mogłaby pani latać. Trawestując – startujcie do lotu drodzy wyborcy JKM.
Nie przyczepiam się tu do homofobii waszego kandydata, w końcu jest demokracja – możecie takie homofobiczne zachowania pielęgnować do woli. Byleście tylko ograniczyli się w swojej agresji do własnego podwórka.
Są pewne oczywiste i proste zasady logiczne, które pozwolę sobie omówić na przykładzie. Zdanie: „Zachmurzyło się, więc będzie padał deszcz.” ma dwie części składowe i trzeba sobie zdawać sprawę, że prawdziwość członu pierwszego nie oznacza prawdziwości członu drugiego. Powiem więcej, prawdziwy może być człon drugi nawet wówczas, gdy człon pierwszy będzie fałszywy. To są podstawy logiki. Jednak zwolennicy JKM uważają za oczywistą prawdę opinię swojego kandydata: Jeśli zlikwidujemy obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne, to obywatele staną się bogatsi.
Dlaczego skupiłem się na tej opinii i dlaczego uważam ją za wyjątkowo idiotyczną. W zakresie mechanizmów społecznych i ekonomicznych nie należy liczyć na cuda, władza ma polegać na wykonywaniu dostępnych i dających się wytłumaczyć rozumem działań. Inaczej mówiąc – pan Marek Jurek może iść do kaplicy sejmowej pomodlić się o deszcz, tak jak to zrobił w 2006 roku. Jednak jeśli robi to polski organ władzy ustawodawczej, czyli Sejm oficjalnie, to już jest idiotyzm pierwszego gatunku. Janusz Korwin Mikke popełnia błąd podobny. Zakłada, ze pracodawca jest dobrym wujkiem, który z chęcią daje pieniądze pracownikom. Dziś właściciel firmy zatrudniając pracownika musi wypłacić mu pensję i zapłacić składki na ubezpieczenie zdrowotne oraz emerytalne. Pracownik, zarabiający około 2 tysięcy, kosztuje pracodawcę około 3 i pół tysiąca. No to teraz wyobraźmy sobie, co robi pracodawca, gdy tego ubezpieczenia obowiązkowego już nie ma. Z ochotą daje pracownikowi trzy i pół tysiąca do ręki? Prędzej to pracodawca stanie się bogatszy o niezapłacone ubezpieczenie, a co zyska pracownik? Oczywiście to już czarny scenariusz. Zapewne dojdzie do jakiegoś porozumienia, w wyniku którego pracownik dostanie większą wypłatę, a pracodawca zaoszczędzi na ubezpieczeniu. Tylko, że pracownik straci ubezpieczenie i z tej swojej zwiększonej pensji się nie ubezpieczy, bo wtedy jego zarobki netto się zmniejszą, bo przecież ubezpieczenia to także domena rynku i nagle nie stanieją, mało tego – zdrożeją, bo będzie mniej ubezpieczonych.
Wystarczy sobie poczytać historie związane z zatrudnianiem ludzi w krajach trzeciego świata przez wielkie koncerny, takie jak Nike lub Apple. Powie ktoś, że my przecież nie jesteśmy krajem trzeciego świata. Owszem, ale gdy Korwin Mikke wprowadziłby swoje zasady ekonomiczne, to sytuacja byłaby identyczna jak na Filipinach, czy w Indonezji. Nie ma żadnej przesłanki wskazującej na to, że brak obowiązkowych ubezpieczeń w jakikolwiek sposób przydałby społeczeństwu in gremio zamożności. Podobnie jak w USA do niedawna mielibyśmy sytuację, że znaczny procent ludzi nie miałby ubezpieczenia (ok 40 milionów w USA). Ich zarobki bowiem byłyby na tyle duże, żeby przeżyć nawet na względnie znośnym poziomie, ale za małe by wykupić ubezpieczenie. Nie stanowi to problemu wśród młodych i zdrowych ludzi, ale ci mają dziwaczny zwyczaj starzeć się i na starość chorować.
Janusz Korwin Mikke – co prawda – ma na to radę. Uważa, że najlepszą polisą emerytalną są własne dzieci. Może mieć to jakiś sens w sytuacji, gdy rodzice władają jakimiś dobrami materialnymi (sugeruję poczytać Chłopów Reymonta), ale jest bzdurą totalną dla większości zatrudnionych, którzy są zwykle pracownikami najemnymi i własności nie mają. Efektem byłyby przepełnione charytatywne domy opieki, bo przecież nieubezpieczone dzieci tych nieubezpieczonych same ledwo wiązałyby koniec z końcem.
Moja babcia miała takie powiedzonko: Jak byś się nie kręcił i tak zawsze dupa z tyłu. Dokonując dowolnych cudów ekwilibrystyki politycznej nie da się udowodnić, że te poglądy JKM, choćby przez szybę widziały się z logiką.
Podobnie przeanalizować można podatkowe pomysły Korwina Mikke. Przypomnę, że obecnie nazywa on państwo złodziejskim, a władze złodziejską dyktaturą. Dlaczego, bo władze zabierają nam nie tylko pieniądze na ubezpieczenia, ale także na wiele innych rzeczy takich jak edukacja. JKM zmniejszyłby znacząco podatki przeznaczając je prawie wyłącznie na wojsko i policję. Nawet się specjalnie nie dziwię. W takim państwie potrzebne byłoby silne wojsko i policja do tłumienia wybuchów niezadowolenia społecznego. Z ta uwolnioną częścią podatków byłoby podobnie jak z ubezpieczeniem. Właściciel firmy podzieliłby się z pracownikiem i w rezultacie okazałoby się, ze większości nie stać na prywatne szkoły dla swoich dzieci. Publiczne JKM by zlikwidował, zostałyby co najwyżej społeczne organizowane przez organizacje charytatywne lub kościół. W praktyce oznacza to jedynie rozwarstwienie społeczeństwa na niewielu bogatych i przeważającą większość biedniejszej niż dziś biedoty. Obecnie jesteśmy traktowani jako kraj ekspansji konsumenckiej z nadzieją, ze będziemy mieli dość pieniędzy i zdolności kredytowych by nabywać rozmaite dobra. W przypadku zliberalizowania przepisów dotyczących zatrudnienia oraz ubezpieczeń zmieniłoby się to na ekspansję w poszukiwaniu nowego taniego miejsca wyzysku ludzi, których przed niczym nie chroni własny rząd.
Marginalnie tylko wspomnę, że liberalny ekonomicznie Janusz Korwin Mikke jest konserwatywny do bólu w sferze obyczajowej i ideologicznej. Zatem dając mu swobodę działania, przygotowalibyśmy sobie ustrój w stylu hiszpańskim z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Ot taki wczesny Franco z Pinochetem wspomagany przez potężnie działający Kościół Katolicki. Być może taki fundamentalizm komuś odpowiada, ale aż trudno uwierzyć, że młodym wykształconym ludziom. Chociaż – z drugiej strony – terroryści islamscy to też młodzi i dość wykształceni ludzie.
Jak tego wszystkiego uniknąć? Keep it simple, Stupid. 🙂

Oceń felieton