Niekiedy biorę udział w jakichś dyskusjach internetowych na tematy polityczne. I żeby było jasne – dyskusja polityczna nie musi oznaczać deklaracji, kto jest za PiS, a kto przeciw. Polityka, wbrew temu, co niektórzy deklarują, jest obecna w naszym życiu na co dzień, choć często nazywamy to inaczej.
W jednej z dyskusji wyraziłem swoje credo, że demokracja jest fajna, bo każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy i może przekonywać innych. Wywiązała dyskusja licząca prawie setkę wypowiedzi i jeśli pominiemy te, które zawierały wyłącznie wyzwiska pod moim adresem, to i tak zostaje jeszcze kilkadziesiąt sensownych. Spośród nich warto pokazać kilka z nich. Internauta o pseudonimie abner skomentował moją wypowiedź tak: Przy okazji pyskówki, po której niczego dobrego się nie spodziewałem, okazało się, że istnieją ludzie, którzy uważają demokrację za coś fajnego. Teraz pójdę sobie do kącika i przemyślę to sobie…
Winston Churchill powiedział: Stwierdzono, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu i ja się z tym stwierdzeniem zasadniczo zgadzam. W demokracji wszystko dzieje się irytująco wolno. Chcielibyśmy, żeby jakieś przepisy prawne szybko zmieniły oblicze naszego kraju, a tu kicha. Ślamazarnie to wszystko się zaczyna, potem równie ślamazarnie kłócą się o to jakieś tam komisje, jeszcze miesiące konsultacji społecznych, a później jeszcze jacyś przeciwnicy z transparentami na ulicę wyjdą. I znowu wszyscy się zastanawiają, czy aby na pewno ta ustawa dobra będzie. Myślisz sobie wtedy – jaka sprawna byłaby monarchia, król wydałby dekret i koniec dyskusji, wszystko zaczęłoby sprawnie działać natychmiast. Ale nie pomyślisz, że ten sam król – następnym razem – zadekretowałby, że zabiera ci dom i samochód, a jak będziesz protestować, to i głowę.
Czy demokracja ma jeszcze jakieś wady oprócz ślamazarności? Jednym z zarzutów, podniesionym w dyskusji przez abnera był zakaz propagowania wartości niedemokratycznych. A ja tak sobie myślę, jaką ironią losu jest to, że „Mein Kampf”, czyli jednej z najważniejszych książek XX wieku, która zaważyła na naszym losem w sposób nieporównywalny do niczego innego, nie można sobie legalnie w wolnej, demokratycznej Polsce wydać i przeczytać – napisał w kolejnym poście. Inaczej mówiąc, demokracja jest dyktaturą, ponieważ nie zezwala na propagowanie wartości, które demokratyczne nie są. Wszystko, co nie spełnia kryterium demokracji, jest zabronione. Riposta na tę tezę była następująca: Do roku 1933 można było wyrażać takie poparcie. Po doświadczeniach roku 1933 i zwłaszcza późniejszych dwunastu lat, choć następne czterdzieści pięć też do tego coś wnoszą, wyrażanie takiego poparcia jest zakazane, bo okazało się wariantem dla demokracji samobójczym. (Jacek_P) Czyli, że można wyrażać wszelkie idee pod warunkiem, że nie godzą one w ideę demokracji. Jak to się różni od tego, że np. w ZSRR można było wygłaszać wszelkie idee pod warunkiem, że nie godziły w komunizm? – pyta abner dalej.
Możemy się dziś zastanawiać, dlaczego ostracyzm tak zdecydowany spotkał Mein Kampf, a nie dzieła Lenina, dlaczego zakazany jest faszyzm, a nie komunizm? Wbrew pozorom odpowiedź jest prostsza, niż może się wydawać. Otóż idee Lenina oparte na dziełach Karola Marksa, były ideami filozoficznymi, które tenże Lenin przez dziwny kaprys historii miał szansę wprowadzić w życie. Okazało się, że poronione idee zaowocowały poronionym systemem gospodarczo-politycznym. W konsekwencji doprowadziło to do powstania zbrodniczego systemu, jednak sama ideologia nie zakładała masowych czystek politycznych, mordów etnicznych, ani zagłodzenia na śmierć dziesięciu milionów ludzi. W przypadku faszyzmu sytuacja jest diametralnie różna.Faszyzm w samej istocie już zakładał politykę nienawiści i dzielenie ludzkości na tych którzy mają prawa i na tych, którzy będą podludźmi. Hitler oparł się na idei wyższości rasy germańskiej i skrawkach filozofii Nietzschego. Późniejsze zbrodnie systemu hitlerowskiego nie były odchyleniem lecz czystą konsekwencją realizacji idei. Dlatego Mein Kampf jest obłożona klątwą demokracji, a dzieła Lenina nie.
A jak wygląda kwestia zarzutu dyktatury? Czyli, że demokracja walczy ze wszystkim, co demokracji nie popiera? Świetną alegorię zbudował inny z dyskutujących – jancio: Żyjesz w kraju, w którym wszelkie spory, sprawy etc. załatwia się za pomocą gry w szachy. I teraz uważaj: NIKT nie twierdzi, że jest to NAJLEPSZA gra, ani że nie da się wymyślić LEPSZEGO systemu, czy chociaż zmienić grę na, dajmy na to – warcaby.
Mówimy tylko – obecnie jest TAKI układ, bo jako tako się sprawdza, no i reguły są mimo wszystko czytelne. Oczywiście wady TEŻ widzimy i to gołym okiem.
Otóż MOŻESZ przeforsować zmianę reguł (albo całkowicie, albo choćby tylko zmienić szachy na warcaby), ale, uważaj ponownie – musisz to zrobić przy pomocy OBECNIE obowiązujących zasad. Ni mniej, ni więcej, tylko musisz wygrać z obecnie rządzącymi w SZACHY.
To doskonale wyjaśnia zasady demokracji i jednocześnie obala tezę dyktatury. Współcześnie demokracja ewoluowała w kierunku, nie tylko zapewniającym możliwie optymalne decyzje, ale również w kierunku zapewnienia praw tym, którzy są w społeczeństwie mniejszością lub mają gorsze warunki niż większość. Jako podsumowanie zacytuję to, co w tym samym wątku dyskusji napisał jancio, że społeczeństwo to zbiór jednostek konkurujących o te same zasoby i oddziałujących wzajemnie na siebie. W takim zbiorze muszą istnieć reguły ograniczające możliwe ruchy, w przeciwnym razie mielibyśmy, po krótkim etapie anarchii, powtórkę z rozrywki: małe, walczące ze sobą stadka z silnymi przywódcami, łączące się w klany, łączące się w zalążki narodów, łączące się w twory ograniczone geograficznie – Unie, Stany, Federacje… Krew i po trupach do celu. Po cholerę powtarzać starożytność/średniowiecze? Ostatecznie dojdziesz, być może, do ponownego odkrycia demokracji 😉
Sam bym tego lepiej nie napisał. Po prostu demokracja jest fajna.