Jednym słowem wygraliśmy tę imprezę. I żadne biadolenia PiSu i Kaczyńskiego nie pomogą. To po prostu nasz sukces.
euro 2012
Po polskiej klęsce na Euro 2012 rozpoczyna się ogólnonarodowa dyskusja. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdyby nie zrobić z tego sprawy politycznej. Zgodnie z dobrymi wzorcami prezesa Jarosława przyczyna klęski leży w naszym rządzie i jego nieudolności – zatem sakramentalnie już wina Tuska.
Nie jestem miłośnikiem piłki nożnej, ale oczywiście wbrew swojej ironii na temat stadnego instynktu plemiennego, mistrzostwa oglądałem. Jasne, że chciałbym wygranej Polaków, ale od samego początku można było przewidzieć, że szanse są małe.
Czy mi się to podoba, czy nie – Europa żyje mistrzostwami, a przynajmniej te kraje, które biorą w nich udział. A skoro tak, nie będę udawał, że w związku z tym nic ciekawego się nie dzieje.
Człowiek jako jedyny gatunek na Ziemi wymyślił wprowadzenie wojen dla chwały. Zwierzęta polują i walczą dlatego, że są głodne, czują się zagrożone przez inne na swym terytorium albo z powodów podyktowanych instynktem rozrodczym.
Ludzie od zarania dziejów naparzają się dla samej przyjemności walki.
Ostatnio mówi się o kolejnych politykach z różnych krajów europejskich lub ze struktur UE, którzy deklarują, ewentualnie rozważają bojkot EURO 2012, czyli mistrzostw Europy w piłkę kopaną. Przypomina to trochę chęć panienki, która właśnie wróciła z dobrze zakrapianej imprezy seks party, żeby odzyskać utracone dziewictwo.
Ja mam już dość tej Muchy, co wpadła w Rosół Drzewieckiego, niech go sobie Jaś Tomaszewski chłepce, bo ja dla odmiany wierzę, że Pani Minister głupia nie jest i da sobie radę, a to całe Euro – choć mnie mało obchodzi – to wyjdzie całkiem nieźle.