Wszyscy, którzy sądzili, że już za parę miesięcy zniknie zagrożenie, że wrócimy do normalności, mylą się. To może potrwać dwa lata, a może dłużej.
Niezwykle aktywny ostatnio minister Ziobro użył tego słowa podczas konferencji prasowej. Skierował je tak niby, ale nie do końca pod adresem premiera Morawieckiego.
Kościół przez trzydzieści lat zajmował się wyłącznie zaglądaniem Polakom w majtki i w portfele. Kolejne pokolenie wreszcie powiedziało: „dość”. Obecny bunt przeciw wtrącaniu się władzy i religii w prywatne życie nie wziął się z niczego.
Jednym słowem w swoich prognozach rząd korzysta z danych, które wcześniej cenzuruje. Wniosek? Rząd sam nie wie, jaka jest sytuacja. Wobec powyższego pozostaje nam jedynie liczyć na łut szczęścia.
Przez chwilę wydawało się, że „wypierdalać” zostanie młodzieżowym słowem roku 2020. Jednak za sprawą wypowiedzi kilku mężczyzn pojawiło się nowe słowo. Ale o tym za chwilę.
Gdzieś zniknął dobry dziadek, który coś tam memłał o kremówkach po maturze. W niepamięć odszedł papież, który dodawał odwagi strajkującym robotnikom. Nie ma już papieża, który zachęcał Polskę, by przystąpiła do Unii Europejskiej. Został nienawistny obrońca pedofilów, przedstawiciel okrutnej i opresyjnej religii pozbawionej empatii i współczucia.
Dziś w Polsce, która za sprawą Kościoła Katolickiego i partii Jarosława Kaczyńskiego, chce za wszelką cenę cofnąć, zachodzące pod wpływem świata, zmiany, to określenie ma też bardzo realny wymiar. Właśnie Kaczyński robi nam z dupy jesień średniowiecza.
Mnożą się teorie spiskowe. Ludzie demonstrują przeciw noszeniu masek, choć w w krajach azjatyckich są one powszechnie i dobrowolnie noszone od lat w okresach zwiększonej zapadalności na grypę i przeziębienia. Teorie spiskowe oscylują od całkowitego zaprzeczania istnieniu wirusa, po jego sztuczne i celowe wyprodukowanie.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat Polska z kraju aspirującego do grona nowoczesnych państw europejskich, zmieniła się w kraj podobny do Afganistanu, w którym religijni fanatycy o nazistowskich korzeniach chcą dyktować ludziom, jak mają żyć.
Żyjemy w społeczeństwie wtórnych analfabetów. Znają litery, ale tak nie za dobrze. Czytanie w ogóle nie jest ich mocną stroną, więc nic dziwnego, że różnica między piec, a płeć jest dla nich słabo widoczna.