Jarosław Kaczyński przez długie lata znany był głównie jako polityk bez znaczenia, który przegrywa. Nawet komunistyczne władze PRL nie chciały go internować. Wałęsa, którego największym błędem było ściągnięcie braci Kaczyńskich do kancelarii prezydenckiej, powiedział kiedyś, że Jarosław Kaczyński był przeciętnym opozycjonistą z trzeciego szeregu.
Tymczasem Kaczyński przez lata marzył o znalezieniu się w pierwszym szeregu. Początkowo wydawało mu się, że doskonałym sposobem będzie pewnego rodzaju ubezwłasnowolnienie prezydenta Wałęsy i prowadzenie własnej polityki zza jego pleców. Jednak Wałęsa, choć niewykształcony, w końcu zrozumiał tę grę i obu braci z kancelarii wyrzucił. To wtedy po raz pierwszy Jarosław Kaczyński ze swymi partyjnymi towarzyszami z PC rozpoczął walkę polityczną polegającą na obrzucaniu przeciwników błotem. Zaczęło się od publicznego palenia kukły Wałęsy, a potem już było tylko gorzej.
Jeden z członków PiS powiedział kiedyś anonimowo, że podobno Bóg czasem wybacza, ale Prezes nigdy. Kaczyński postanowił Wałęsę zniszczyć za wszelką cenę, rozpętał nagonkę polegającą na wmawianiu społeczeństwu, że Wałęsa to esbecki tajny współpracownik, a nie żaden zbawca ojczyzny. Pomimo to, że były prezydent nie ma już żadnego znaczenia politycznego, nagonka trwa, choć sam Jarosław Kaczyński już od dawna nie bierze w niej udziału. Przynajmniej oficjalnie. Jednak ataki na Wałęsę są prowadzone przez podległe PiSowi media.
Doktor Krzysztof Mazur z Klubu Jagiellońskiego określił prezesa PiS jako ostatniego rewolucjonistę. Trzeba przyznać, że nie jest to pozbawione podstaw. Kaczyński zawsze skupiał się na działaniach, które jeśli nawet nie były sprzeczne z prawem, to balansowały na krawędzi. Dobierał sobie ludzi takich, jak rewolucyjny i zafascynowany Che Guervarą Antoni Macierewicz. Wraz ze swoimi partyjnymi towarzyszami, tworzącymi tzw. zakon PC, skupili się na zdobywaniu pieniędzy na swobodną i niepodlegającą społecznej kontroli działalność. W 1992 roku brat Jarosława stał się chwilowo członkiem rządu Olszewskiego. Jarosław zbliżył się do kręgów władzy i niektórzy twierdzą, że już wtedy zaczął odgrywać rolę szarej eminencji. Co prawda nie ma żadnych dowodów na to, że Jarosław Kaczyński miał wówczas szczególne znaczenie, ale są osoby przekonane o tym, że premier Olszewski oplątany siecią wpływów miał być twarzą zamachu stanu skierowanego przeciw Wałęsie. Nie doszło do niego dlatego, że tzw. jednostki nadwiślańskie miały odmówić wykonania rozkazów ministra obrony. Faktem jest, że dzień, w którym późnym wieczorem doszło do odwołania rządu Olszewskiego, obfitował w dziwne wydarzenia, ukoronowane bardzo kuriozalnym wręcz wystąpieniem premiera w telewizji. Olszewski wydawał się zagubiony tak, jakby właśnie zgubił kartkę z napisanym przemówieniem. Parę godzin później doszło do odwołania rządu.
Kolejne lata odsunęły Kaczyńskiego od pierwszej linii w polityce. Zdobył nieco większe znaczenie ponad 13 lat później w wyborach roku 2005. Nie docenił jednak Tuska, który choć przegrał wybory prezydenckie i parlamentarne (co prawda minimalnie), to nie był człowiekiem, który dałby się przekupić prestiżowymi stanowiskami. Platforma jeszcze wtedy była Obywatelska. w rezultacie egzotyczna koalicja z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną Leppera rozpadła się. Przyczyną zasadniczą stała się nieopanowana chęć uzyskania władzy bezwzględnej, która była u Kaczyńskiego coraz większa. Nie udała się nieudolna próba utopienia lewicy w niejasnej aferze węglowej. Akcja zakończyła się niejasną śmiercią Barbary Blidy, niektórzy twierdzą, że wiedziała ona zbyt dużo o poprzedniej partii braci Kaczyńskich.
Potem nastąpiła jeszcze bardziej nieudolna próba wrobienia Andrzeja Leppera w aferę łapówkową i natychmiastowy rozpad koalicji. Przedterminowe wybory były jedynym wyjściem, zaś sam Kaczyński stał się jedynym w Polsce politykiem niewybieralnym. Choć dzięki proporcjonalnej ordynacji miał zapewnione miejsce w sejmie, to dla swojej partii był raczej obciążeniem. Dzięki setkom internautów, którzy punktowali bez przerwy wszelkie błędy i potknięcia prezesa oraz jego brata bliźniaka, został skutecznie ośmieszony, więc PiS przegrywał kolejne wybory.
Sytuacja zmieniła się dopiero w 2015 roku.
Analiza zwycięstwa wyborczego nie jest częścią opowieści o Kaczyńskim, ale trzeba zauważyć, że zarówno partia jak i sam prezes docenili rolę internetu, co w dużej mierze przyczyniło się do wygranej. Tym razem PiS wygrał na tyle mocno, że nie potrzebował martwić się o koalicjantów.
Praktycznie rzecz biorąc już na samym początku partia Kaczyńskiego wszczęła wojnę o Trybunał Konstytucyjny. Faktem jest, że odchodząca Platforma dała pretekst w sposób idiotyczny i niezdarny łamiąc konstytucję. Jednak wspomniany już przeze mnie doktor Krzysztof Mazur uważa, że awantura wokół TK była nagłośniona celowo:
Naszej uwadze nie powinien umknąć niedostatecznie znany fakt, iż kadencja pięciu wybranych przez PO sędziów mijała: 6 listopada (trzem), 2 grudnia (jednemu) i 8 grudnia (jednemu). Wybory parlamentarne odbyły się przy tym 25 października. Wystarczyło zatem, by prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji na 3 listopada, a nie byłoby całego zamieszania.
Zatem można było załatwić PO „na perłowo ze szlaczkiem”, bez nagłaśniania sprawy, zgodnie z obowiązującym prawem i mieć legalnie wybranych 5 sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Mazur twierdzi, że politycznym guru Kaczyńskiego stał się profesor Stanisław Erlich, promotor jego pracy magisterskiej, prawnik i zreformowany marksista, który uważał, że prawo powinno podlegać woli politycznej. De facto tak było we wszystkich państwach komunistycznych – to już tylko dygresja.
Zatem zgodnie z teorią Krzysztofa Mazura, Kaczyński jako rewolucjonista postanowił zaakcentować, że teraz on ma władzę i to jego wola polityczna będzie decydować o prawie. Temu służyło wykluczenie Beaty Szydło z tworzenia (niby) jej rządu. Temu służyło też nocne wezwanie prezydenta na spotkanie z prezesem i zmuszenie Andrzeja Dudy by natychmiast podpisywał to, co w sejmie zostało uchwalone. Odbywało się to od początku w taki sposób, aby nikt w Polsce nie miał wątpliwości, że naprawdę przywódcy państwa są tylko marionetkami Kaczyńskiego. Cóż to by była za władza, gdyby nikt o niej nie wiedział?
Kaczyński wielokrotnie insynuował, że polskie państwo po roku 1989 nie jest w pełni niepodległe, że rządzą w nim bliżej niesprecyzowani agenci. Użył nawet określenia kondominium niemiecko-rosyjskie. Łatwo się domyślić, że w tej konwencji tylko rewolucja zapewnia demontaż złego i ułomnego państwa. Kaczyński zatem nie chce reformować państwa, chce je zniszczyć i zbudować swoje własne. Ostentacyjność działań w sprawie Trybunału Konstytucyjnego zdaje się teorię doktora Mazura potwierdzać.
Problem w tym, że ta rewolucja jest dziś mocno spóźniona. Polska jest członkiem NATO i Unii Europejskiej, jest krajem uznanym za dobrze rozwijający i dobrze wykorzystujący przyznane unijne fundusze. Rozmontowanie tych militarnych, politycznych i gospodarczych związków może nas wepchnąć jedynie w objęcia Putina. A w najlepszym razie będziemy niezależnym, ale zmarginalizowanym krajem, o coraz bardziej upadającej gospodarce, usuniętym z Schengen, a być może i z Unii oraz zmarginalizowanym w NATO. Być może Kaczyński będzie taką karykaturalną wersją Piłsudskiego, rządzącą per procura przez długie lata, po demontażu wszelkich struktur demokratycznych. To jest jedna z możliwych wizji przyszłości zgotowanej nam przez „ostatniego rewolucjonistę polskiego”.
Kiedyś jednak Kaczyński odejdzie.
Mam wrażenie, że jego rewolucyjna, destrukcyjna strona jest nastawiana na pozbawianie wpływów określonych kręgów. Mam jednak poczucie, że to ostatni epizod, za którym przyjdzie głęboka redefinicja polskiego życia publicznego. Wtedy polską politykę trzeba będzie ułożyć na nowo.*
—
* To kolejny cytat z eseju dr K. Mazura.
2 komentarze “Geniusz z Żoliborza”
” Kiedyś jednak Kaczyński odejdzie.” – oby nie stało się to zbyt późno. zbyt późno dla polskiej gospodarki oraz współpracy z zagranicą, którą Kaczyński, w oczywisty sposób, także chce zniszczyć.
jednak doktor Mazur nie porusza jeszcze jednej kwestii. być może równie silnej jak ta nadmieniona. Kaczyński mści się na Polsce za śmierć brata. oczywiście wiadome jest, że tej śmierci winien jest on, bo to on kazał lądować bez względu na warunki. ale mści się na pozostałych Polakach. on postępuje w tej sprawie jak każdy oszołom. „to nie ja jestem winny – to ONI”. i chce ich zniszczyć.
Analiza dr Mazura jest analizą bardziej polityczną i socjologiczną niż psychologiczną, myślę też, że w pracy o charakterze jednak naukowym nie chciał zajmować się czymś, co jest w sferze przypuszczeń.
Aczkolwiek ta sfera przypuszczeń w tym przypadku trzeba przyznać jest bardzo jasna i prawdopodobna.