Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Kolejny antypolski film

Nasz kandydat do Oscara w kategorii filmów nieanglojęzycznych, czyli Ida Pawła Pawlikowskiego, film nakręcony w koprodukcji polsko-duńskiej, jest dla wielu naszych rodaków kolejnym – po Pokłosiu – filmem antypolskim. Łatwo się domyślić dlaczego. Tytułowa bohaterka okazuje się dzieckiem ocalałym z holokaustu. Jej rodziców zabił Polak. Oczywiście nie jest to takie proste, bo jeden Polak Żydów ukrywał, a drugi – jego syn – Żydów zabił. Mimo wszystko jest to dla wielu powód do patriotycznej histerii, bo przecież my Polacy mamy najwięcej drzewek w Yad Vashem, więc jak można mówić o takich rzeczach. Jak w komediach Zapolskiej, jeśli świństwo nie wyjdzie na jaw, zostanie w rodzinie, to wszyscy będą szczęśliwi.

ida

Takie postawienie sprawy powoduje, że jedni opluwają film i reżysera bez umiaru, a inni dla przeciwwagi widzą w tym obrazie arcydzieło godne Oskara. Porządnej recenzji nie znalazłem.
W latach siedemdziesiątych Peter Bogdanovich nakręcił film Papierowy księżyc, którego akcja rozgrywała się w czasach Wielkiego Kryzysu. Aby uzyskać efekt autentyczności reżyser zastosował czarno-białą taśmę. Pawlikowski stosuje tę samą manierę. Nie jest to nic złego, po Bogdanovichu wielu reżyserów wykorzystało ten sposób pokazywania wydarzeń, które rozgrywały się dawno temu. Jednak nie ma w tej manierze nic odkrywczego.
Fabuła Idy jest aż do bólu przewidywalna. Kandydatka na zakonnicę z polecenia matki przełożonej jedzie do swej jedynej krewnej, z którą nigdy nie miała kontaktu. Siostra matki nie dość, że okazuje się niemoralną, zniszczoną przez wojnę kobietą, to jest jeszcze byłą stalinowską panią prokurator, obecnie sędzią. A na dodatek jest Żydówką. Ciekawe dlaczego nie zaprotestowali Żydzi, przeciw stereotypowi żydowskiego komunisty skazującego na śmierć polskich patriotów? Widać nie są tak przewrażliwieni.
Ida okazuje się być Żydówką, a w trakcie odkrywania prawdy dowiaduje się, kto zabił jej rodzinę. Stwierdza, że nie jest gotowa na śluby zakonne, zgodnie z wcześniejszą sugestią ciotki próbuje poznać życie, które chciała odrzucić – pali papierosy, pije wódkę i idzie do łóżka z poznanym w małym miasteczku saksofonistą z big-bitowego zespołu. A potem?
Oczywiście bóg wygrywa, Ida pakuje walizkę i wraca do zakonu. W tej konwencji przewidywalne, a na dodatek nieprawdziwe psychologicznie, powierzchowne i papierowe. Jakoś nie mamy szczęścia do filmów rozliczających tę naszą polską przeszłość – i dobrą, i złą.
Wiele lat temu podjąłem decyzję, że nie będę oglądał polskich filmów, dziś – gdy uczyniłem kilka wyjątków – mam wrażenie, że nie obejrzałem dzięki temu wielu filmów beznadziejnych, pospolitych, a w najlepszym wypadku takich sobie.

Oceń felieton

Komentarz do “Kolejny antypolski film”

Możliwość komentowania została wyłączona.