Czasem w mediach pojawiają się tego rodzaju wiadomości, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Dziś w „Gazecie Wyborczej” przeczytałem o żądaniach Fundacji Książąt Czartoryskich związanej ze znanym obrazem Leonarda da Vinci. Fundacja Książąt Czartoryskich ma arbitralną władzę nad tym, czy i jak mogą być wykorzystywane reprodukcje obrazu „Dama z gronostajem” – twierdzą przedstawiciele Fundacji i w związku z tym zablokowali udział polskiego grafika w międzynarodowym konkursie. Wypada podpowiedzieć Fundacji Książąt Czartoryskich, że są przynajmniej setki, jeśli nie tysiące przeróbek obrazu w internecie, zaczynając od politycznych karykatur:


Jest też spora liczba dzieł tzw. pochodnych, których autorzy zapewne nie pytali Fundacji o zgodę:


Niestety czasem o palmę pierwszeństwa w procesowaniu się Fundacja będzie musiała powalczyć. Poniższa przeróbka zapewne też zahacza o prawa Andy Warhola i Banksy’ego. Zaś druga zapewne łamie prawa Nikifora.


Całą sprawę jako pierwszy opisał „Dziennik Internautów„, który również zacytował kuriozalne uzasadnienie cenzury, którą Fundacja usiłuje wprowadzić.
Korzystanie z reprodukcji obrazu „Dama z Łasiczką” wymaga zgody właściciela obrazu. Bez względu na kwestię istnienia praw autorskich, Fundacja jest właścicielem obrazu, który od ponad 200 lat jest ściśle identyfikowany z rodziną Czartoryskich, a obecnie z prowadzoną przez Fundację Czartoryskich, niekomercyjną działalnością kulturalną.
A to dopiero niespodzianka. A ja przez kilkadziesiąt lat mojego życia kojarzyłem ten obraz błędnie z Leonardem da Vinci. O istnieniu Fundacji Książąt Czartoryskich do dziś nie miałem zielonego pojęcia, zaś nazwa muzeum miała dla mnie znaczenie raczej historyczne, ba – byłem przekonany, że obraz ów jako część dziedzictwa narodowego należy do narodu, a nie prywatnej fundacji prywatnych książąt, którzy w imię znanej nam od wieków prywaty arystokratów usiłują cenzurować działalność innych w sposób oczywisty łamiąc przy tym prawo. Oficjalne stanowisko Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest opinią wręcz przeciwną i opierającą się na na obowiązującym w Polsce prawie autorskim, którego artykuł 36 wyraźnie stwierdza, że autorskie prawa majątkowe wygasają 70 lat po śmierci autora, a jego dzieło przechodzi do tak zwanej domeny publicznej. Okoliczność, że obraz znajduje się w zbiorach prywatnych nie ma tutaj znaczenia, gdyż osobom tym przysługuje jedynie prawo własności rzeczy, nie zaś do twórczości utrwalonej na takiej rzeczy. – pisze przedstawiciel ministerstwa.