Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Stare Kiejkuty

 
O tajnym ośrodku CIA w Starych Kiejkutach zrobiło się głośno już jakiś czas temu. Prawdopodobnie zaczęło się od tego, iż jeden z więzionych terrorystów zapamiętał napisy z butelki wody mineralnej. Okazało się, że te napisy były po polsku. To spowodowało ukierunkowanie śledztwa dziennikarzy amerykańskich. Wówczas też okazało się, że „coś może być na rzeczy”. Obecnie polska prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo, którego ustaleń nie znamy, bo śledztwo jest tajne. Większość informacji pochodzi z „dochodzeń”, które prowadzone są przez amerykańskich dziennikarzy.
Prawdopodobieństwo istnienia tajnych amerykańskich więzień poza granicami USA jest niezachwiane, ponieważ dzięki temu funkcjonariusze tajnych służb pozostają bezkarni. Amerykanom nie wolno stosować tortur, ale tylko we własnym kraju, za granicą już nie jest to przestępstwem. Jednak wokół ośrodka w Starych Kiejkutach mnożą się niejasności.

Tajne więzienia rzekomo powstało w ostatnich dniach 2002 roku lub na początku 2003. Polskie władze udostępniły lotnisko i budynek jako miejsce tranzytowe dla samolotów amerykańskich. Taka jest wersja oficjalna i nie ma w tym nic złego, ani zabronionego. Należymy do NATO i współpraca zarówno wojskowa, jak i wywiadowcza jest faktem. Niewątpliwie za kilkadziesiąt lat nasi potomkowie sporo się dowiedzą o tej współpracy, jak i o niektórych tajnych akcjach, gdy zostaną one odtajnione.
Dziennikarze „Washington Post” twierdzą, że ośrodek w Polsce był najważniejszym takim tajnym więzieniem. Ostatnie rewelacje na ten temat mówią, że strona amerykańska zapłaciła za udostępnienie ośrodka 15 milionów dolarów i poniosła koszty modernizacji i przystosowania budynku do nowych funkcji. Pieniądze miały zostać przekazane za pośrednictwem ambasady amerykańskiej w Warszawie gotówką w dwóch kartonowych pudłach. Trochę to się kłóci z teorią podpisania zgody na utworzenie eksterytorialnego ośrodka na najwyższym szczeblu państwowym. Trudno sobie wyobrazić prezydenta Kwaśniewskiego lub premiera Millera, którzy dzielą się kasą przyniesioną im w pudełkach po butach. Jeśli faktycznie zapłacono jakieś pieniądze gotówką, to musiało się to dziać na znacznie niższym szczeblu bez wiedzy przełożonych i miało oczywisty posmak korupcji. Ten wątek na pewno powinien zostać zbadany przez prokuraturę, która zacząć powinna od drobiazgowego przesłuchania amerykańskich dziennikarzy.

Jednak w sprawie mamy kolejny zgrzyt o którym pisze sam „Washington Post”*: Tajne więzienie w Polsce zostało zlikwidowane we wrześniu 2003 roku, a przetrzymywanych tam podejrzanych wysłano do podobnych ośrodków w Rumunii i na Litwie oraz do więzień w Maroku. Uznano, że dyskrecja i bezpieczeństwo najlepiej chronione będą w Polsce, CIA zapłaciła za to 15 milionów dolarów, a po dziewięciu miesiącach tajne więzienie zamyka i – chciałoby się rzec w popłochu – przenosi więźniów do dużo mniej pewnych krajów, takich jak muzułmańskie Maroko i dość wciąż egzotyczna i mocno skorumpowana Rumunia? Trudno w to uwierzyć. Tym bardziej, że: Ważne są też komentarze Goldmana, dlaczego to właśnie Polska została wybrana – podkreśla ekspert. – Po prostu Polska jawiła się jako miejsce bezpieczne, w którym tego typu procedury będzie można przeprowadzać przez dłuższy okres czasu bez żadnych ryzyk czy zakłóceń.
W 2003 roku nie doszło w Polsce, ani w USA do żadnych szczególnych wydarzeń politycznych, które uzasadniałyby takie „trzęsienie ziemi” związane ze Starymi Kiejkutami. A może faktycznie lotnisko w Szymanach i pobliski ośrodek polskiego wywiadu w Starych Kiejkutach był to wyłącznie port tranzytowy, w którym tankowano paliwo, dostarczano na pokład jedzenie i napoje i ewentualnie wymieniano załogi?
Powstaje w takim razie pytanie komu zależy dziś, by wszelkie możliwe tropy w tej sprawie skierować do Polski i na Polskę złożyć niewątpliwie nieprzyjemne odium współpracy z CIA. Nie da się ukryć, że nawet w samej Ameryce CIA ma opinię „brudnej” służby i nie cieszy się szacunkiem. Może komuś zależy, by twierdzić, że Polacy – z pełną świadomością – współpracowali z CIA, a kto wie, może niedługo usłyszymy, że to Polacy torturowali więźniów w Starych Kiejkutach?
W tej sprawie jest więcej niewiadomych niż faktów, ale z całą pewnością coś w niej śmierdzi, a ten smród jest moim zdaniem całkiem inny, niż próbuje się to wmówić opinii publicznej.


* Informacje podaję za pośrednictwem „Gazety Wyborczej”, która tę sprawę relacjonuje.

Oceń felieton

3 komentarze “Stare Kiejkuty”

Możliwość komentowania została wyłączona.