Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Rekonstrukcja Tuska

W połowie drugiej kadencji notowania rządu zawsze są najniższe. To prawda znana w polityce, choć w Polsce obserwujemy zjawisko po raz pierwszy z prostego powodu. Dotychczas tylko jeden rząd przetrwał całą kadencję, pozostałe rządziły krócej. Remedium na niskie notowania jest rekonstrukcja rządu, zapowiedź nowych zadań, jakie rząd przed sobą stawia i oczywiście obietnice składane w taki sposób, żeby przynajmniej część dało się zdyskontować, gdy przyjdą wybory.
Jeśli się uda, nastąpi trzecia kadencja, jeśli nie – wygra opozycja.

Rozpatrzmy najpierw scenariusz negatywny. Rząd będzie administrował do końca z ciągle spadającymi notowaniami. W rezultacie PO przegra wybory osiągając bardzo kiepski wynik na poziomie kilkunastu procent. Zwycięzcą zostanie PiS. Jednak ta partia nie ma kompletnie żadnej zdolności koalicyjnej, a zdobędzie najwyżej dwadzieścia kilka procent. Sieroty postpisowskie w rodzaju PJN lub Solidarnej Polski mają małe szanse na wejście do sejmu, ale można przypuszczać, że w tak specyficznej sytuacji uda im się osiągnąć próg wyborczy. To nadal za mało, by rządzić z PiSem. Z drugiej strony na poziomie minimum może wejść do sejmu partia Palikota, która błąka się wciąż gdzieś na granicach progu wyborczego i PSL, które również traci popularność. Do tego jeszcze dziesięcioprocentowy udział SLD.
I co wychodzi nam z takiej układanki? Rząd mniejszościowy w Polsce nie ma szans, ze względu na tradycję narodową traktowania kompromisu jak hańbę. Pozostaje jakaś powiązane interesami koalicja wielu partii. Byłby to rząd w stylu lat dziewięćdziesiątych, który głównie zajmowałby się rozdawaniem synekur swoim ludziom, zaś interesy obywateli byłyby najmniejszym zmartwieniem polityków. Najważniejsze sprawy, nawet te nie cierpiące zwłoki, byłyby odkładane ad calendas graecas, albowiem zawsze brakowałoby dostatecznej woli do osiągnięcia konsensusu. Fatalna prognoza dla kraju.

Opcja druga to energiczna rekonstrukcja rządu, to „nowe otwarcie”, o którym media spekulują już od tygodni. Niestety jednak pomimo wielu prac, które ten rząd ciągnie od sześciu lat, wizerunkowo jest to makabryczna porażka. Rząd przypomina niezdarę, który potyka się o własne buty z plączącymi się po trotuarze sznurowadłami. Od samego początku najsłabszym ogniwem była minister Joanna Mucha. Jak widać sport jej nie interesuje i nawet nie za bardzo to ukrywała. Okazało się więc szybko, że doktorat i znajomość angielskiego to za mało, by się nie skompromitować. Zamiast rzeczowego ministra Kwiatkowskiego do resortu sprawiedliwości wszedł Jarosław Gowin i tylko kwestią czasu było, kiedy skompromituje siebie i ten rząd. Na jego miejsce wstawione nie tak głupiego, ale równie konserwatywnego Biernackiego, a wyborcy ostatnio dość wyraźnie dawali sygnały w sondażach, że konserwatywna twarz Platformy im się nie podoba. Do tego dochodzi jeszcze wyjątkowo durnowata afera z zegarkiem ministra Nowaka, która tak naprawdę ciągnęła się miesiącami. Po drodze jeszcze możemy wspomnieć o wizerunkowej wpadce w sprawie ACTA, gdy dopiero szeroki protest o zasięgu ogólnym, zmusił premiera do rewizji stanowiska rządu. Mniejsze wpadki już pominę, bo i tak aż się chce zakrzyknąć po sienkiewiczowsku:
Kończ waść, wstydu oszczędź!

Jak więc będzie wyglądać rekonstrukcja rządu i nowe otwarcie na najbliższe dwa lata? Należałoby zapytać jakiegoś autora powieści fantastycznych, bo w realnym świecie, jest to zadanie przekraczające możliwości ludzkiej wyobraźni. Nie mam pojęcia, co zaproponuje Tusk i czy w ogóle będzie to miało jakiś sens.
Wiem jednak, czego sam oczekiwałbym w najbliższych latach. Niech wreszcie odpowiedzą prawnie ludzie, którzy w swój esbecki folwark bawili się za czasów 4RP. Kamiński, Kaczmarek, Ziobro, a być może i sam Kaczyński. I niech to nie będzie kolejna składana nam obietnica, ale konkretne wnioski do Trybunału Stanu i prokuratury. Niech rząd zadba o tych, którzy są najsłabsi, solidaryzm społeczny nie kłóci się z kapitalistycznym systemem gospodarczym. W starszych demokracjach jest to sprawa moralności, u nas trzeba to jeszcze regulować przymusem, więc podatek dla najbogatszych, który został obniżony przez PiS, obecny rząd powinien zwiększyć. Uściślić egzekwowanie prawa wobec wszystkich, którzy wbrew przepisom usiłują zaoszczędzić na płacach dla pracowników, proponując im nielegalne umowy. OFE okazały się ślepą uliczką, nic dziwnego, skoro za swe działania pobierają prowizję, nawet generując straty. Trzeba mieć odwagę i ten balast zlikwidować, można za to wprowadzić zwolnione z podatków lokaty bankowe. Wielu wyborców czeka też na zmniejszenie wpływu kleru na życie polityczne i społeczne. Skoro premier powiedział, że rząd jego klękać przed proboszczem, ani biskupem nie będzie, to niech teraz pokaże to w praktyce.

Niestety obawiam się, że przyjdzie mi zakończyć słowami poety z piosenki śpiewanej niegdyś przez Czesława Niemena: tak mało mi trzeba, a jednak widzę, że żądam za wiele…

Oceń felieton

10 komentarzy “Rekonstrukcja Tuska”

Możliwość komentowania została wyłączona.