Będzie to opowieść bez morału.
Nazywali go Pipul. Dorastał w epoce wczesnego Gierka, gdy gomułkowska mała stabilizacja z ciemną kuchnią zaczęła się zmieniać w małą stabilizację w bloku z wielkiej płyty z pralką polar w łazience. Jak prawie każdy marzył o kaseciaku na baterie i nagrywanych z radiowej trójki piosenkach. Większość jego rówieśników – a była to końcówka wielkiego powojennego wyżu demograficznego – słuchała modnego wówczas hard rocka. Szkolne potańcówki, które nieśmiało zaczęto nazywać dyskotekami, pełne były rozmaitych child in time i stairways to haeven. W ciemnościach rozjaśnianych odblaskiem latarni ulicznych młodzi gniewni tamtych lat ocierali się o siebie nieśmiało, niejasno przewidując, że w tej niedalekiej przyszłości kryje się coś, czego pokolenie rodziców nie chce im powiedzieć.
On zaś nie chodził na potańcówki, a na pierwszy magnetofon zarobił sam jako pomocnik na budowie. Edukację swoją zakończył zresztą na podstawówce i na budowie zdobywał fach, ale także doświadczenie życiowe. Nie słuchał „parpli” jak większość jego rówieśników. Jego fascynacją muzyczną byli Beatlesi,a szczególnie John Lennon. Zapuścił długie włosy i kupił sobie śmieszne okrągłe okularki. Wyglądało to zabawnie, bo w przeciwieństwie do swego idola nie był astenicznym cherlakiem, ale chłopem na schwał, zahartowanym już kilkuletnią pracą na rozmaitych budowach.
Spotykaliśmy się czasem. My grzeczni chłopcy z ogólniaka, ostrzyżeni i chowający przypięte na agrafkach tarcze oraz on – pierwszy lokalny hippis, któremu włosy sięgały już prawie do pasa. Spotykaliśmy się w tej samej pijalni piwa i cieszyliśmy się, że nie zapomniał dawnych kumpli z podstawówki. Miał autorytet wśród miejscowej żulii i kilka razy kogoś z nas wybawił od utraty honoru i być może zębów. Nikt jednak nigdy nie widział, żeby się bił.
Jego ulubioną piosenką była Imagine Johna Lennona. Słowa tej piosenki znał na pamięć. Gdy trafił na jakąś scenkę grożącą wybuchem emocji rozdzielał zacietrzewionych delikwentów śpiewając: Imagine all the people living life in peace. Gdy kierownik budowy wrzeszczał wściekle na popijających piwo robotników, słyszał: Imagine all the people living for today.
Nazywano go „Pipul” właśnie ze względu na specyficzną wymowę angielskiego people w słowach piosenki. Ten refren tak bardzo się z nim kojarzył, że nikt ze znajomych nie pamiętał jak on się właściwie nazywa.
Byłem chyba jedynym, który wiedział, że ma na imię Krzysiek. Nigdy nie lubiłem przezwisk. W tamtych czasach zresztą nie były to ksywki, nicki internetowe, ale zwykłe przezwiska upamiętniające czyjąś wpadkę, problem, bądź słabość. Kilka lat później straciliśmy wszelkie kontakty. Krzysiek nie poszedł do wojska, jakimś sposobem załatwił sobie tzw. „żółte papiery”, zresztą może wcale nie musiał załatwiać. Ja poszedłem na studia i nie przemierzałem już codziennie tej samej trasy, co wcześniej.
Spotkałem go parę lat później na głównej ulicy naszego miasta. Właśnie rozpoczynała się krótka epoka Solidarności. Przyjechałem na krótki urlop z wojska i ledwo zdążyłem wyjść z pociągu w odprasowanym mundurze z naszywkami bażanta na ramionach. On jak zwykle – duży, zwalisty, zarośnięty i nadal długowłosy. Na pożegnanie uścisnął mi rękę i swoim zwyczajem zaśpiewał: I’m a dreamer, but I’m not the only one.
Minęło wiele lat. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, gdy kilka lat temu wpadliśmy na siebie w Londynie przy stacji metra na Earl’s Court Road. Nie było to długie spotkanie, obydwaj mieliśmy swoje własne plany. Wyjechał z kraju jeszcze w osiemdziesiątym pierwszym przed stanem wojennym. Przemierzył kawał świata, strzygł owce w Australii, był ochroniarzem w Paramount, zahaczył nawet o Alaskę gdzie pracował na budowie rurociągu naftowego. Teraz mieszka w takiej wiosce niedaleko Vegas. Sapello się nazywa. I ma mały biznes. Stację benzynową i bar przy drodze. Do Londynu wpadł tak rozrywkowo i spotkać się z rodziną, nie, nie z żoną, żona biznesu pilnuje, tak Polka, z Podhala pochodzi, ale urodzona już w Stanach. Na pożegnanie tym razem to ja zacytowałem piosenkę Lennona: Imagine all the people sharing all the world. Machnął ręką. Tak jakoś ze zniechęceniem, a trochę na pożegnanie. Duży zwalisty facet z siwymi, ale nadal długimi włosami zniknął w czeluściach Undergroundu. Nie przypuszczam, bym go jeszcze kiedyś zobaczył.
Epilog
Kilka dni temu krzątałem się wieczorem w kuchni przygotowując swą ulubioną zupę gulaszową. Było późno i włączyłem sobie radio. Przypadkowo trafiłem na znaną wszystkim stację radiową i jej słynne rozmowy ze słuchaczami. Zwykle w nocy dzwonią słuchacze zza oceanu, bo oni wtedy mają dopiero popołudnie.
Zaciekawiło mnie jedno zdanie i pozostawiłem tę stację, choć zwykle nie mam zwyczaju jej słuchać. Otóż z wypowiedzi dzwoniącej kobiety zrozumiałem, że boi się ona likwidacji zarówno radia jak i telewizji nadawanej przez wszystkim znanego jowialnego zakonnika. Zdumiałem się. Po kolejnych dwóch telefonach zrozumiałem, że chodzi o głośną sprawę tzw. multipleksu cyfrowego, do którego nie dostała się owa stacja. Nie ma to kompletnie żadnego znaczenia dla odbiorców z zagranicy, bowiem oni cyfrową telewizję z Polski oglądają tylko przez łącza satelitarne, a to dwie różne sprawy.
W pewnym momencie zmarłem z wrażenia. Usłyszałem bowiem znajomy głos. Mężczyzna o ciepłym niskim głosie zaczął tak:
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
– I Maryja zawsze dziewica – odpowiedział prowadzący zakonnik.
– Mówi Krzysztof Góra, mieszkam W USA. W Nowym Meksyku. I nie ma tu polskiego kościoła, więc kontakt z polską mową, wiarą i modlitwą jest możliwy tylko przez radio i teraz ONI chcą nam odebrać nawet i to. To jak to? Walczyliśmy o wolność, cierpieliśmy na obczyźnie, a teraz chcą nam odebrać nasze radio jedyne i prawdziwe? Jacy są dziś Polacy, że o to nie walczą, gdzie jest ich patriotyzm. Co oni zrobili z tym krajem, że rządzą nim ruscy agenci, którzy chcą zniszczyć jedyne prawdziwe radio?
Dobry narrator powinien wiedzieć kiedy przerwać. Ta opowieść miała być bez morału.
7 komentarzy “Pipul”
Słyszałeś zapewne powiedzenie „W życiu nie ma przypadków, są znaki”
Być może te znaki wskazują Tobie drogę. Być może to są tylko znaki na drodze, które ignorujesz. W każdym razie coś wskazują i dokądś prowadzą, lub przed czymś ostrzegają.
PS
Jednak czasem słuchasz RM?
PS2
Co to się dzieje w tym kraju, gdzie człowiek płaci abonament na telewizję publiczną, a ta nawet w głównych Wiadomościach nie wspomni jednym słowem kilkutysięcznej demonstracji w obronie wolności mediów?
A mnie zaskakuje, że człowiek od 30 ponad lat mieszkający za granicą, który tak naprawdę walczył jedynie o swój własny los i swoje powodzenie, chce nam w Polsce urządzać życie i mówi nam co jest patriotyzmem. Bezczelność emigrantów nie ma chyba żadnej miary.
Jakie to wszystko bywa dziwne, jeden emigrant dzięki takim doświadczeniom życiowym jak u wspomnianego Pipula staje się człowiekiem otwartym na innych, tolerancyjnym, chłonnym i rozumiejącym zawiłości tego świata, a z innego się robi zamknięty umysł żyjący przeszłością, której już nie ma.
@ Father Boss
Ty tu nie ściemniaj, bo nie ma żadnego ograniczenia wolności mediów. Rydzyk jak zwykle chciałby dostać coś za darmochę i na cudzy koszt umościć na multiplexie cyfrowym.
I uważaj, by się nie przebudziła ta milcząca większość, która ma wyżej uszu bezczelności tego człowieka i jego fanów.
@Astrid
Jeśli Rydzyk kogoś wykorzystał to pewnie swoich fanów. A ci fani, mimo tego wykorzystywania dalej pozostają fanami.
Więc nie rozumiem, dlaczego tej milczącej większości przeszkadza Rydzyk.
Przecież ich nie wykorzystał. Nie mogą tak po prostu, przestać zaglądać Rydzykowi do talerza? Im przecież nic nie zabrał.
Coś mi się wydaje, że ta milcząca większość się nie przebudzi. Chyba, że bym im zabrać TVN.
@ Father Boss
Milcząca większość zasuwa na półtora etatu, wychowuje dzieci i nie ma czasu na cyrki na ulicy, ale jak się miara przebierze to nigdy nic nie wiadomo. Nie zaglądamy Rydzykowi do talerza, to on zagląda do naszego, bo lubi się pożywić naszym kosztem. Jak chce miejsca na multipleksie to niech za to uczciwie zapłaci, a nie krzyczy na ulicy, że jest dyskryminowany. Telewizja Trwam nie zniknie, cały czas będzie w kablówkach i w systemie satelitarnym, więc kto chce może sobie ją oglądać. Wystarczy już tego cwaniactwa i częstowania nas szczególnym typem ewangelicznej miłości.
A tak na boku, nie oglądam TVN.
Mi nie przeszkadza Rydzyk, niech sobie mają Trwam i Radio co ma Ryja.Ale to nie znaczy, że mają dostawać za darmo miejsce w multipleksie naziemnym. Ale nie to jest ważne, tylko to, ze debilnym Amerykanom (bo to już nie są Polacy) wmawiają, że ktoś chce zlkikwidować ich stację i zabronić nadawania.
Inaczej. Skoro nie chcesz mi father boss za darmo odać tysiąca dolarów, to znaczy, że właśnie okradłeś mnie z tysiąca dolarów.
@hobbit
Kto powiedział, że mają dostawać za darmo miejsce w multipleksie naziemnym? Mógłbyś to udowodnić?
Ciekawe, że nie tak dawno Rydzyk był przedstawiony, jako krezus, który jeździ Maybachem, kupuje helikopter, wydaje miliony na odwierty.
A teraz mu odmawiają, bo jest za biedny.
PS
Czekam na uzasadnienie, że Rydzyk chciał za darmo.
Bo np. koncesję dostała firma Stavka kapitałem 90 tys. zł.