Szkoda, że nasi bracia w wierze tak rzadko czytują źródło swej wiary, czyli Nowy Testament. Starego nie czytają tym bardziej. Jedną z ważniejszych przypowieści ewangelicznych, istotną dla fundamentów wiary i religii, jest ta właśnie, w której Jezus mówi: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.
Zacznijmy jednak od początku. Chrystus jako popularny prorok byłby doskonałym ideologiem dla politycznych dążeń niepodległościowych Izraelitów. Gdyby ogłosił bunt przeciw świeckiej władzy Rzymu, poszłyby za nim tysiące. Ówczesny establishment, czyli kolaborująca z Rzymem klasa kapłanów, również chciałby uznania Jezusa za duchowego przywódcę buntowników, wtedy Rzymianie szybko by zrobili z nim porządek, jak to zwykle robili z politycznymi buntownikami.
Ktoś zatem zadał Chrystusowi podchwytliwe pytanie, czy należy płacić państwu podatki. Każda odpowiedź byłaby zła. Odmówienie Rzymowi prawa do podatków równoznaczne byłoby z uwięzieniem i zapewne śmiercią, co uradowałoby kapłanów, ale jednocześnie uczyniłoby z Jezusa patrona buntowników, a w konsekwencji być może doprowadziło do krwawego i przegranego powstania, bo Rzym wtedy był jeszcze silny. Gdyby odpowiedź zawierała jednoznaczny nakaz płacenia podatków, a więc posłuszeństwa Rzymowi, zawiodłyby się tysiące wyznawców uznających Jezusa za mesjasza, czyli zbawcę narodu.
Jednak postawiony „pod ścianą” Jezus znalazł iście salomonowe wyjście. Zapytał, czyja podobizna znajduje się na monecie, a gdy stwierdzono, że Cezara, orzekł:
Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.
To jedno zdanie ma ogromne znaczenie. Po pierwsze stworzył podwaliny istnienia państwa we współczesnym znaczeniu. Jasno stwierdził, że są obszary życia, które do państwa należą. Obowiązki, które wobec państwa musimy wykonać. Jednak państwo nie ma władzy całkowitej. Bogu, co boskie. Ma to znaczenie również dla niewierzących, bowiem mówi, że sfera życia duchowego nie należy do państwa. Władza państwa powinna być ograniczona i prawo państwa do ingerencji w życie obywateli powinno być ograniczone.
Jednak ta zasada działa w dwie strony. Zatem prawo ingerencji religii w sferę życia publicznego powinno również być ograniczone. Cesarzowi, co cesarskie.
Rozmaite autorytety religijne przywoływały wielokrotnie tę przypowieść, jako dowód na zawarte w nauczaniu Chrystusa ograniczenie władzy państwowej. Jednak zwykle zapominały, ze zawarte w tym jest także samoograniczenie władzy religijnej.
Dziś samozwańczy przywódcy duchowi, tacy jak niesławny ksiądz Natanek, który ma „bezpośrednią linię telefoniczną do Boga”, uzurpują sobie prawo do zmiany nauczania Chrystusa. Ich ideałem jest zjednoczenie „Cezara” z „Bogiem” według zasad ich wiary. Ksiądz Natanek doczekał się – co prawda – jednoznacznego potępienia przez władze kościelne, ale niewiele sobie z tego robi. Ponieważ jednak stał się przywódcą nielicznej nowej sekty, jego wpływ jest niewielki. Jednak Tadeusz Rydzyk, który w podobny sposób rozumie swą misję, ma wśród hierarchów kościelnych wielu potężnych sprzymierzeńców.
Oddzielenie tego co „cesarskie” od tego, co „boskie” jest ważnym osiągnięciem współczesnych społeczeństw. Dlaczego tak ważnym? Nawet w krajach jednorodnych – jak Polska – istnieje kilkuprocentowa grupa wyznawców innych religii i nigdy nieoszacowana grupa niewierzących. Oznacza to, że nawet w najłagodniejszej wersji połączenia „cesarskiego” z „boskim”, która de facto oznacza chęć uczynienia Boga Cezarem, innowiercy i niewierzący muszą się podporządkować.
Występowania z pozycji jedynej prawdziwej religii jest pewną oczywistością w sprawach zasad wiary, ale w przypadku władzy państwowej jest niedopuszczalne. Są tacy kapłani i takie społeczeństwa, uważające, ze żyć należy bezwzględnie zgodnie z zasadami religii, odstępstwa karać surowo w majestacie prawa,a w tym celu prawo religijne musi być tożsame z państwowym, mało tego – należy zmusić innych by uznawali i przestrzegali tych samych zasad. Takie idee traktuje się zwykle z najwyższym niepokojem, ponieważ świat składa się z wyznawców kilku wielkich religii i żadna nie jest jednoznacznie dominującą. Przyznanie religii prawa do zarządzania życiem państwowym oznacza powrót do epoki wojen religijnych. Takie idee prezentują dziś środowiska ortodoksyjne w różnych religiach, a wśród nich mamy niepokojące przykłady państw islamskich.
Religijna propaganda rozgłośni Tadeusza Rydzyka wywołuje w słuchaczach stan zagrożenia ze strony bliżej nieokreślonych sił rzekomo zwalczających religię. Tworzy imperatyw walki o zrealizowanie koncepcji katolickiego królestwa bożego, które powinno zostać zrealizowane w Polsce. Sprowadza się to do powiązania „cesarskiego” z „boskim”. Powiedzmy wyraźnie – „Bóg” miałby być jednocześnie „Cezarem”, a ponieważ bezosobowo tej władzy sprawować nie może, więc musiałby mieć swoich namiestników, których władza nie podlegałaby kontestacji, ani kontroli, bo przecież byłaby boska.
To ostatnie brzmi groźnie, choć większość uwiedzionych retoryką Tadeusza Rydzyka nie zdaje sobie z tego sprawy. Jednak nie chodzi tu o wskazywanie zagrożeń, jakie stwarza fundamentalizm religijny. Ta ideologia odcina się od jednej z ważnych nauk Chrystusa, czy zatem jest to nadal chrześcijaństwo?