Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Zmierzch rozumu

Rozkwit renesansu w Polsce bywa nazywany też złotym wiekiem. Nic dziwnego, bo wspólna monarchia polsko-litewska osiągnęła wówczas szczyt swojej potęgi. Dzięki rozwijającej się w Europie reformacji religijnej osłabł także Kościół Katolicki w Polsce, co korzystnie odbiło się na wewnętrznej polityce, a co najważniejsze wtedy właśnie powstał wspólny literacki język polski. Zaczynał się może nieco niezdarnie od zagmatwanych tekstów pisanych dość nieudolnie przez Mikołaja Reja. Ale już wkrótce pojawił się Jan Kochanowski – wszechstronnie wykształcony, znający języki i obce kraje, a przede wszystkim utalentowany poeta. Nie bez powodu nazywamy go dziś ojcem literatury polskiej. Wykształcenie zaczęło być modne. Coraz więcej synów szlacheckich uczęszczało do szkół i na uniwersytety. Podniósł się także poziom wykształcenia elementarnego, ponieważ szkoły przestały być monopolem wyłącznie katolickich zakonów.
Wydawało się, że nic nie zagraża dalszemu szczęśliwemu rozwojowi kraju. Lecz wkrótce przyszły gorsze czasy, wiek siedemnasty stał się stuleciem wojen, a efektem ubocznym był upadek szkolnictwa i wzrost nastrojów konserwatywnych wśród szlachty. Rósł w siłę Kościół Katolicki, zabierano powoli prawa innowiercom. Polska nie przeżyła na szczęście długotrwałych i wyniszczających wojen religijnych. Jednak powoli i nieuchronnie staczała się w zacofanie i ciemnotę, która w konsekwencji doprowadziła do upadku państwa i zaborów.
Popatrzmy, od czego zaczęli desperacką próbę ratowania kraju nasi przodkowie w okresie zwanym oświeceniem? Od naprawy oświaty. Rozumieli bowiem, że potrzebne nam są pokolenia nowych młodych i wykształconych obywateli, którzy będą w stanie spojrzeć dalej niż sięga płot ich szlacheckiej zagrody. Obywateli, którzy dla dobra wspólnego i nadrzędnego będą w stanie dokonać reform zbliżających Polskę do krajów zachodnich. Skończyło się tragicznie, pomimo szczytnych założeń nowej konstytucji nie udało się utrzymać niepodległości.
Już wkrótce zawiedziony klęską Mickiewicz napisał „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. Niestety spuścizna po romantyzmie są w przeważającej mierze groby. Ogromna hekatomba dwóch narodowych powstań, które przegrane były zanim się jeszcze zaczęły. Gdy pozytywiści zaczęli myśleć o uratowaniu narodu, kultury i języka, pomyśleli najpierw o edukacji. Tak, symbolem może być ta nieszczęsna biedna Joanna z noweli „ABC”, która uczyła dzieci, albo „Siłaczka”, która życie poświęciła ucząc dzieciaki na jakiejś zapadłej wsi. To było prawdziwe bohaterstwo.
Za każdym razem, gdy Polska próbowała wykorzystać szansę na rozwój, znajdowali się ludzie, którzy dbali o edukację. Gdy zbliżała się do upadku, edukacja również upadała.

Dziś przedstawiciele partii rządzącej, ich eksperci i poplecznicy mówią rzeczy, które są złą wróżbą dla przyszłości kraju. Kilka nieoficjalnych wypowiedzi posłów PiS, jeszcze przed zdobyciem władzy, świadczy, że dzisiejsze niszczenie edukacji jest dobrze zaplanowane i uzgodnione ideologicznie z władzami Kościoła Katolickiego. Już kilka lat temu jeden z hierarchów wypowiadał się o konieczności przedstawiania młodemu pokoleniu „spójnej wizji świata” opartej oczywiście na tradycji, patriotyzmie i religii katolickiej. Kiedy indziej kilku polityków PiS niby nieoficjalnie twierdziło, że nadmierne skupianie się na teorii ewolucji jest niedobre dla uczniów, bo „jest niespójne”. Jedna z posłanek wprost twierdziła, że przecież nikt nie zaprzecza odkryciom Kopernika, ale po co tym zawracać głowę uczniom, którzy raczej powinni wiedzieć, że Ziemia jest pewnym centrum jako stworzona przez Boga i dla człowieka. Jeśli ktoś będzie chciał, to potem na studiach może się astronomii uczyć – taka była konkluzja owej znanej dość posłanki. A ponieważ miała status pisowskiej enfant terrible można było udawać, że to są jej własne, a nie oficjalne poglądy.
Nastaje nowy rząd, zaczyna się reforma oświaty i co możemy wyczytać z tzw. podstawy programowej? Faktycznie teorią ewolucji nikt nie będzie uczniom głowy zawracał. O Koperniku dowiedzą się tak trochę mimochodem na lekcji historii przy okazji wojen polsko-krzyżackich, że był patriotą i wielkim polskim uczonym. A po co więcej?
Religia stanie się przedmiotem maturalnym, a kreacjonizm zyska za jakiś czas status teorii naukowej.
Już dziś lekarze katoliccy nie tylko podpisują klauzulę sumienia, która jako grzech traktuje nie tylko aborcję, ale nawet antykoncepcję. W środowiskach lekarskich znaleźli się i tacy, którzy otwarcie mówią, że przeszczepy to zło. Postawy antyszczepionkowe prezentują posłowie zajmujący się ochroną zdrowia. Oficjalnie mówi się na razie o wątpliwościach i konieczności wnikliwych kontroli w tym zakresie. Podkomisja smoleńska i panujący nad nią minister wbrew logice i nauce wciąż forsują teorię zamachu, która z każdym dniem przypomina co raz bardziej fantastykę podrzędnej klasy. Ekspertka Ministerstwa Edukacji Narodowej publicznie opowiada o leczniczych walorach spermy, co jest uzasadnieniem dla zakazania stosowania prezerwatyw, mówi też o złym wpływie higieny intymnej na rozrodczość i sugeruje, że aby lepiej kontrolować nauczycieli należy rozwinąć system donosicielstwa. Zaś lekarz w państwowej telewizji sugeruje, że miesiączka to zło i że najlepiej, by kobiety bywały permanentnie w ciąży.
Za kilkanaście lat wkroczy w dorosłość pierwsze pokolenie wychowane w nowej szkole. Wiek ciemnoty puka do naszych drzwi.

Oceń felieton