Tegoroczne wybory samorządowe okazały się wydarzeniem mocno kontrowersyjnym, a dla wielu polityków były przysłowiowym zimnym prysznicem.
Pierwszym niemile zaskoczonym był Janusz Korwin Mikke, przyznał się, że liczył na podobne poparcie do tego, które jego partia otrzymała w eurowyborach. Jednak partię Mikkego popiera głównie jej żelazny elektorat. Im większa frekwencja, tym procentowo poparcie jest mniejsze. Nietrudno to było przewidzieć:
Jednak ta partia ma wyłącznie tzw. twardy elektorat. Elektorat przez lata obecny był wyłącznie w internecie, bo nie miał jeszcze praw wyborczych. Problem Korwina polega na tym, że gdy frekwencja w wyborach krajowych sięgnie 45 – 50%, to jego obecne 7% łatwo się zamieni w 3,5.*
Dziwne wydaje się jedynie to, że Korwin Mikke miał nadzieję na coś więcej.
Lodowaty wręcz prysznic spadł na głowę Mieczysława Fogga polskiej sceny politycznej, czyli Leszka Millera. Choć też nietrudno było przewidzieć wynik SLD. Miłośników PRL w naszym kraju nadal nie brakuje. Dlatego w wyborach parlamentarnych znajdzie się grupa wyborców, którzy zapewnią Millerowi wynik na poziomie do 10%, jednak wybory lokalne to trochę inna bajka i ten sam wyborca, który będzie głosować na Millera, nie bardzo chce by jego radnym został były milicjant lub sekretarz PZPR z dawnych czasów. Mimo wszystko okazuje się, że SLD Olejniczaka i Napieralskiego było lepszą alternatywą niż partia „leśnego dziadka” Millera.
Tęskniący za PRL emerytowani milicjanci, wojskowi oraz członkowie PZPR to elektorat odchodzący w przeszłość za sprawą biologii. Część z nich zresztą przeniosła swe głosy na PiS i już nie powrócą. Tak naprawdę to SLD balansować będzie na krawędzi progu wyborczego, bowiem nowym wyborcom nie ma kompletnie nic do zaoferowania.* – pisałem w maju tego roku.
Potrzebna jest Polsce silna lewica, ale nie stworzy jej Miller ani Palikot, którego partia definitywnie już trafiła do śmietnika historii.
Kilka zimnych kropelek trafiło w głowy polityków Platformy Obywatelskiej. Gotowość do poparcia PO w wyborach parlamentarnych nie oznacza bowiem takiego samego poparcia w wyborach samorządowych. Lokalnie ludzie wolą przedstawicieli rozmaitych stowarzyszeń i organizacji, a nie polityków. Warto jednak pamiętać, że relatywnie lepszy wynik PiS niż PO w praktyce nic nie znaczy. PiS startował w koalicji z partiami Ziobry i Gowina, a więc realnie nie odniósł żadnego zwycięstwa, skoro koalicja PO i PSL prawie wszędzie miała około 45% głosów.
—
* https://belfer.one.pl/2014/05/27/wszyscy-przegrali/
Komentarz do “Zimny prysznic”
No to przypomnijmy sobie jak to robiono w styczniu 1947 roku:
Bierut 4 grudnia 1946 r. w rozmowie z szefem doradców MGB w Polsce zwrócił się z prośbą o ponowną pomoc sowiecką przy fałszowaniu wyborów do Sejmu Ustawo-dawczego. Stalin w związku z powyższym ponownie wysłał do Warszawy grupę Pałki-na 10 stycznia 1947 r. Przeprowadzone 19 stycznia w atmosferze represji i terroru wybory do Sejmu Ustawodawczego fałszowano na każdym szczeblu komisji wybor-czych. W szczegółowym raporcie z polskich „wyborów” z 14 lutego 1947 r. meldowa-no, że tym razem główny ciężar fałszerstw wzięli na siebie ludzie wyznaczeni przez polskich komunistów przy technicznym nadzorze i wsparciu grupy Pałkina. „W celu zachowania pełnej konspiracji Bierut wraz z kierownictwem PPR zarządził jednocze-śnie podjęcie dodatkowych kroków, a mianowicie zamianę urn wyborczych w niektó-rych obwodach, podrzucanie do urn kart do głosowania, a w niektórych komisjach, gdzie nie było mężów zaufania z partii Mikołajczyka, przygotowanie dwóch egzempla-rzy protokołów; w jednym z nich miało nie być danych liczbowych. Protokół bez liczb miała następnie otrzymać trójka z PPR w celu wpisania odpowiednich danych” – pisano.
Według raportu w ramach tych działań zapewniono odpowiednie warunki dla dokonywania fałszerstw. Przede wszystkim na ok. 5,5 tys. komisji obwodowych utworzono 3515 komisji złożonych tylko i wyłącznie z członków PPR, co stanowiło ponad połowę wszystkich komisji. PSL miało swoich mężów zaufania tylko w 1,3 tys. komisji. Tam gdzie nie było PSL-owców, „trójki” PPR sporządzały nowe, fałszywe pro-tokoły wyborów – zupełnie oderwane od wyników głosowania. Działania te wraz z ofensywą represji, unieważnianiem list wyborczych PSL i pozbawieniem praw wyborczych niemal pół miliona obywateli (409 326 osób) oraz masowym werbunkiem członków komisji obwodowych na agentów UB (ogółem 47,2 proc. składu wszystkich komisji obwodowych i 43,3 proc. składu komisji okręgowych) dały „wyniki”, które w propagandzie ogłoszono zwycięstwem bloku komunistycznego.
Dało się manipulować wyborami? Dało.
Ale to było prawie 70 lat temu.
Dzisiaj za to mamy komputery. Na szczęście znowu liczymy ręcznie.
PS