Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Kompromis

Gdy byłem jeszcze piękny i młody, a także obdarzony hojnie przez naturę otwartym umysłem, przeczytałem zdanie, które w pewnym sensie zdeterminowało moją przyszłość. Autorem owej sentencji był któryś z wielkich moich ówczesnych autorytetów, niestety nie pamiętam który. Być może był to Elias Canetti, być może Mircea Eliade, a może jeszcze ktoś inny. Twierdzenie owo brzmiało, że istniejemy tylko w języku i przez język*. Ponieważ byłem ciekaw świata i chciałem zgłębić tajemnicę istnienia, ta prosta prawda uderzyła mnie jakby obuchem w łeb i posłała na studia polonistyczne. No może nie do końca tak to było, ale przyznacie, że zabrzmiało świetnie.

Oczywiście kwestia kształtowania się ludzkiej indywidualności i społeczności przez język i w języku jest dziś podstawowym truizmem zarówno w filozofii jak i w socjologii i nikt przy zdrowych zmysłach tego podważać nie będzie. Jednak wówczas – w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia** – dominowały teorie behawioralne, a w naszym kręgu polityczno-społecznym nadal autorytetem nie do podważenia był Pawłow. Przy okazji warto wspomnieć, że Skinner twórczo rozwijający behawioralne teorie Pawłowa, był jednym z niewielu amerykańskich autorytetów naukowych, których socjalistyczna psychologia nie odrzucała. Miało to swoje konsekwencje zarówno w rozwoju psychologii jak i pedagogiki, lecz o tym może kiedy indziej, bowiem i tak już za głęboko wpadłem w dygresję.
Dziś bowiem sponsorem*** felietonu jest słowo kompromis. Ów kompromis wylazł jak przysłowiowe szydło z worka, gdy rozmawiałem z kolegą o naturze zjawisk politycznych w czasach współczesnych. W języku polskim mamy związek frazeologiczny pójść na kompromis, analogicznie do pójść na współpracę, pójść na ustępstwa. Taki związek frazeologiczny nacechowany jest emocjonalnie w sposób negatywny. Pójść na kompromis to znaczy z czegoś zrezygnować, okazać brak wytrwałości, słabość i chwiejność wobec wyznawanych idei lub zasad. Taką narrację narzuciło komunistyczne myślenie wyrażone słowami Lenina każdy kompromis jest zgniły. Jednak uzus językowy kształtuje się dużo dłużej niż trwał historycznie efemeryczny okres socjalizmu w Polsce, zatem źródeł negatywnej konotacji słowa kompromis można szukać jeszcze dawniej, być może w epoce liberum veto.

W języku angielskim używa się innych zwrotów – agree a compromise (zgodzić się na kompromis), they made the compromise (oni zrobili, stworzyli kompromis – w dosłownym tłumaczeniu). Oczywiście słowo compromise ma i w angielskim porcję znaczeń pejoratywnych, jednak w podstawowym znaczeniu kompromis jako zawarcie porozumienia jest tam czymś pozytywnym. U nas niestety nie.
Nawet polska definicja kompromisu bardziej akcentuje jego negatywny wymiar mówiąc, że jest to odstępstwo od zasad, założeń, że chodzi o ustąpienie w celach praktycznych. Zaś definicja w Wikipedii zawiera dość kuriozalną opinię: Wbrew obiegowej opinii kompromis nie jest optymalnym rozwiązaniem konfliktu, ponieważ oznacza konieczność rezygnacji z części interesów każdej ze stron. Taki idealny sposób radzenia sobie z konfliktem stanowi współpraca.
A czymże innym jest współpraca różniących się ze sobą stron, jak nie dochodzeniem do kompromisu, który w odpowiednim stopniu uwzględni oczekiwania sprzecznych początkowo postulatów?

Jednak to polskie negatywne postrzeganie kompromisu, umniejszanie jego wartości, bądź nawet opaczne rozumienie ma długą i nieszczęsną historię. Nie bez powodu Stefan Meller, historyk i dyplomata powiedział: Defektem polskiego myślenia o polityce jest rozumienie kompromisu według schematu: „nasze zwycięstwo, ich klęska”. Nie, na kompromisie każdy musi coś zyskać i każdy z czegoś ustąpić. Brak zdolności do kompromisu był w naszej historii przyczyną wielu nieszczęść większego i mniejszego kalibru, jednak nie tylko możliwości polityczne na tym cierpią.
Być może pomógłby zwyczaj powtarzania sobie, że kompromis się osiąga, a więc jest czymś wyżej, jest czymś lepszym niż klęska jednej strony i zwycięstwo drugiej. Na pewno też lepszym niż pat.


* Rzecz jasna chodzi o język w znaczeniu mowa, a nie ozór w sensie biologicznym.
** Och, jaki czuję się stary i dostojny pisząc te słowa.
*** Jak nie wiesz o co chodzi, to „Ulica Sezamkowa” się kłania.

Oceń felieton

Komentarz do “Kompromis”

Możliwość komentowania została wyłączona.