W moim mieście, prawie w samym centrum, w dzielnicy starych poniemieckich kamienic jest skrzyżowanie ulic. Na jego przeciwległych rogach są dwa sklepy spożywcze. Gdyby nie parkujące wzdłuż ulic nowoczesne auta, można by mieć wrażenie podróży w czasie. Zresztą z rana jest ich mniej, dopiero potem podjeżdżają ludzie, pracujący w centrum i chcący uniknąć strefy płatnego parkowania.
Jeden sklep ma dwa duże okna wystawowe, szare od kurzu i odgrodzone od ulicy ogromnymi kratami, które zostały wmurowane na stałe wiele lat temu. Za szybami tkwią przyklejone wyblakłe plakaty sprzed lat. Drugi jedno z okien – to mniejsze – ma zaspawane blachą, zaś na drugim – podobnie jak u konkurenta – jest masywna krata.
W obydwu sklepach są przestarzałe lady chłodnicze z czasów, gdy właścicielem sklepów był PSS czy MHD. Już dawno nie chłodzą, bo się popsuły, a dyby nawet nie to zużycie energii czyniłyby te urządzenia nieopłacalnymi. Półki sklepowe pamiętają czasy mojego dzieciństwa, zbudowane są z metalowych rurek i rozwarstwiającej się dziś sklejki. Niemalowane od lat ściany z lamperią są w obydwu sklepach, podobnie jak stare i poszarzałe od brudu kafelki na podłodze.
Gdy przechodzę tamtędy latem, przez otwarte drzwi czuć woń kurzu, potu, pleśniejącego chleba i piwa. Nigdy nic bym nie kupił w żadnym z tych sklepów, choć zapewne w okolicy mieszkają jednak ludzie, którzy zakupy tam robią. Pewnego razu nawet zadzwoniłem do wydziału promocji urzędu miasta. Upewniłem się, czy w ramach oferowania turystom nowych atrakcji nie otwarto jakiegoś na przykład muzeum handlu. Nic o tym nie wiedzieli.
To skrzyżowanie, z tymi dwoma – dziś, o dziwo, prywatnymi – sklepami, to żywy i działający skansen PRL z lat dobrobytu gierkowskiego. Dobrze się przejść, zobaczyć i cieszyć się tym, że dziś już to tylko relikty przeszłości.
10 komentarzy “Jest takie miejsce”
Jeszcze tylko na półkach poustawiać ocet, dżem i mokrą ścierę zamiast całej reszty i faderowi bossowi by sklep przypadł do gustu. Wszyscy wszak wiedzą że jest on wielbicielem „dobrobytu”, którego ludzie mogli sami doświadczyć za czasów PRL.
A ty jakuszyn nigdy nie wpadłeś na to, że gdyby było tak jak mówisz i byłyby na półkach tylko ocet i dżem to, większość by zdechła z głodu.
I nie byłoby Ciebie ani Belfra, nawet mnie.
Kiedyś byłem w takim super sklepie. Super ponieważ zakupy robi ta pan Donald Tusk i znana dziennikarka Monika Olejnik. Nie lubi go tylko Jarosław Kaczyński. Nie będę podawał nazwy, bo zapewne każdy domyśli się o co chodzi.
I taki miałem przypadek. Trafiłem na nową pracownicę, którą instruowała starsza co ma robić. Jak odczytać kod kreskowy z towaru, jak oderwać paragon. Jak sprawdzić cenę. A najciekawsze było na końcu. Pani starsza, młodszej cicho na ucho:-zapytaj pana, czy życzy sobie reklamówkę. No i młodsza: -CZY ŻYCZY SOBIE PAN REKLAMÓWKĘ?
Następnie starsza na ucho młodej: -a teraz mów „dziękujemy i zapraszamy ponownie”
Młoda do mnie: -DZIĘKUJEMY I ZAPRASZAMY PONOWNIE!
I to jest proszę państwa Jewropa, wolność, szyk i kultura.
Jednak ja wole trochę dawniejsze czasy. Było o wiele ciekawiej i weselej.
http://www.youtube.com/watch?v=e8SR1J_OI4E
PS
Pod koniec występuje, ktoś, kto żywo mi Belfra mi przypomina.
Dlatego nie dziwcie mu się, on wszystko bierze na poważnie.
O tak, father bossie doskonały filmowy fragment. To jest esencja tego, za czym tęsknisz. Otóż normalni ludzie za tym nie tęsknią.
@belfer
Czy zastanawiałeś się, że prawdziwe życie to takie które ma dużo kontrastów. Przyjemnie mieć wszystko na wyciągnięcie ręki. Ale czy to naprawdę jest ciekawe, a nie nudne?
Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera,
Nic nie utraci, ten co nie miał nic.
Ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota,
Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni.
Kontrast pomiędzy gnojówką a wodą z rzeki pozostawiam tobie. Dla mnie jest ten pomiędzy szampanem, a whiskey.
Wiele jest rzeczy wartych zdobywania, ale nie należy do nich schabowy z kością, ani kaszanka. Te przyjemności również ci oddaję. Mam inne.
Przypominasz mi tego gościa, który onanizował się młotkiem. A co sprawiało panu największą przyjemność? – zapytał lekarz. Facet odpowiedział: Jak nie trafiałem.
De gustibus non disputandum est.
Znam to wrażenie, że niby się jest w sklepie a odczucia są jak z wizyty w muzeum. Swego czasu przypadkowo trafiłem do restauracji w centrum Warszawy, gdzie nie tylko meble, wystój wnętrza zachowały się z lat sześćdziesiątych. Z tego czasu był też jadłospis, zupa smakowała jak gdyby była gotowana ze ścierki. Tak smakowała większość zup serwowanych w tamtych czasach w tanich restauracjach.
Ale nie koniec na tym. Bo kelnerki i swoją aparycją, strojem i zachowaniem były jak gdyby żywcem ściągnięte z albumów ze zdjęciami z lat sześćdziesiątych. Dobił mnie zupełnie fakt, że klientela doskonale pasowała do tego otoczenia.
Brakowało tylko ekipy filmowej kręcącej film historyczny, wtedy cała ta sceneria miałaby jakiś sens.
Na szczęście coraz mniej jest takich miejsc. Ja jednak się wówczas rozglądam i zastanawiam się, czy czasem nie jestem „w ukrytej kamerze”. 🙂
Trzeba skosztować wody z gnojówki, później wody z rzeki i stwierdzić co jest lepsze. Więc czekam na te porównania. Sensownych z pewnością się nie doczekam.
Miłej degustacji gnojówki. Zdaje się jednak, ze będziesz sam.
FB a skąd wiesz jak smakuje kwas siarkowy albo rtęć dajmy na to? Może by ci zasmakowało? Głupiec niczego się nie nauczy, przeciętniak uczy się na własnych błędach a mędrzec uczy się na błędach innych ludzi. Wolę jednak posłuchać innych mówiących że gnojówka nie jest ani smaczna ani zdrowa. Ale życzę miłej degustacji (choć sądzę że już doskonale znasz smak gnojówki).