Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Ostra jazda

Zadzwonił znajomy i pyta, czemu na blogu nic nie piszę, a tyle się dzieje. To mówię, ze napiszę felieton pod tytułem Ostra jazda. Ucieszył się. Napiszesz o Fotydze i jej stwierdzeniu, ze polski premier jest na usługach rosyjskiego ministra? – zapytał. Ależ skądże – odparłem – dlaczego zawsze mam się zajmować tylko znanymi idiotami?
Postanowiłem, że tym razem napiszę o ogromnej rzeszy anonimowych kretynów. Pod koniec ubiegłego tygodnia złożyłem wizytę w Trójmieście. Od paru miesięcy sytuacja na drogach jest tam makabryczna, co stanowi świetny leitmotiv do narzekania dla wszystkich wielbicieli prezesa nad prezesami. Remontuje się prawie wszystkie drogi, przez co wyjazd z Gdyni lub Gdańska jest czynnością tyleż problematyczną, co czasochłonną. Też mnie trafia, gdy stoję w korku i poruszam się w tempie pijanego żółwia. Ale co tam, nie oceniam, daję szansę, bo za jakiś rok te remonty się skończą i wtedy zobaczymy.
Zimą zwykle jest śnieg i ślisko. Czasem jest odwilż i wtedy też jest ślisko, bo ziemia jest zmarznięta. Zimą zawsze się jeździ gorzej niż latem. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić przez te wszystkie lata wożenia dziecka na nauki do odległego o kilkanaście kilometrów miasteczka.

Niekiedy przynajmniej widoczność jest nienajgorsza.
Niekiedy przynajmniej widoczność jest nienajgorsza.

Niestety kilka lat temu dotarło do mnie, że nie jestem nieśmiertelny. Przyjąłem to z niewielkim zdziwieniem, ale wielkim rozczarowaniem. Znacząco wpłynęło to na średnią prędkość pokonywania przeze mnie rozmaitych odległości. Pierwszego dnia mojego pobytu w Trójmieście pogoda była nawet znośna. Gdzieś tam jeszcze poniewierały się resztki zeszłorocznego śniegu, ale na ogół – poza parkingami – dało się jechać. Jednak drugiego dnia, gdy wracałem do domu, sytuacja zmieniła się diametralnie. Rano padał śnieg, który potem ekspresowo topniał, aby po południu przekształcić się w mgłę o konsystencji waty, która powoli zaczynała się skraplać na szybach samochodów.
W czasie mgły zwykle niewiele widać.
W czasie mgły zwykle niewiele widać.

Po odczekaniu kilkudziesięciu minut w korkach dojechałem wreszcie do obwodnicy i wtedy zaczęła się właściwa zabawa. Jak wiadomo prędkość na autostradach i drogach ekspresowych została od nowego roku zwiększona, zatem ryzykowne było już samo wjechanie na obwodnicę. Przy szybkości 60km/h pokonuje się około 100 metrów podczas sześciu sekund. Jeśłi tyle samo wynosi widoczność, to sześć sekund może być wystarczającym czasem na zauważenie przeszkody, i ostre hamowanie. Przy prędkości 100km/h od zauważenia przeszkody do uderzenia w nią mija tylko tyle czasu ile trzeba na słynny okrzyk religijny pilotów lądujących w Smoleńsku. O hamowaniu już można zapomnieć. Niestety, aby dostosować się do ruchu i nie powodować dodatkowego zagrożenia musiałem dostosować swą prędkość do innych. Na prawym wolniejszym pasie to i tak było ponad 80km/h. Na szczęście tym razem, żadna z kostek tego domina się nie przewróciła.
Miałem do pokonania jeszcze ponad sto kilometrów i możliwość obserwacji zachowań rozmaitych rajdowców, dla których mgła nie stanowiła żadnej przeszkody. Dojechałem do domu, nie widząc żadnego wypadku, więc tym razem wszyscy mieli szczęście. Nie tak dawno mieliśmy Smoleńsk. Wkrótce potem pod Warszawą bus, który wyprzedzał w gęstej mgle. Wydawałoby się, że powinien się w naszej świadomości odzywać jakiś ostrzegawczy dzwonek. Przed oczami wyobraźni rozjarzyć się ostrzegawczy napis: Uwaga! Mgła zabija! Jednak nic z tego. Po polskich drogach wciąż jeżdżą tabuny nieśmiertelnych. Ciekawe czy po polskim niebie też dalej będą latać nieśmiertelni piloci z nieśmiertelnymi VIPami?

Oceń felieton

10 komentarzy “Ostra jazda”

Możliwość komentowania została wyłączona.