Dawno temu, jako student pierwszego roku, odkryłem, że nikt nie zauważy, gdy będę opuszczał niektóre wykłady, będąc jednym z wielu. Na ten sam genialny pomysł – niestety – wpadli też inni. W rezultacie przed końcem roku cały rocznik filologii polskiej decyzją dziekana miał wykłady obowiązkowe.
Być może ten sam zabieg należałoby zastosować wobec Polaków uprawnionych do głosowania? Jednym z argumentów dezawuujących naszą dość młodą demokrację jest właśnie jej niereprezentatywność. Niedawno wybieraliśmy prezydenta, 53% głosów otrzymał Komorowski a 47% Kaczyński. Gdy wziąć pod uwagę niegłosujących okazuje się, ze Kaczyński miałby poniżej 25%, a Komorowski powyżej 27%. Zatem naród wybrał prezydenta? Nie – mówią niektórzy – taki prezydent ma w gruncie rzeczy niewielkie poparcie.
Pytanie podstawowe brzmi: dlaczego prawie połowa ludzi nie głosuje, często nawet ponad połowa? I zaraz potem zastanawiamy się, jakie są poglądy tych nieobecnych? Powodem niskiej frekwencji nie jest, jak to się gładko nazywa, kryzys zaufania do polityków. Już podczas pierwszych wyborów frekwencja wyniosła zaledwie ponad 62%. Potem – z nielicznymi wyjątkami było już tylko gorzej. Jednak wydawałoby się, że pierwsze wybory, w których mieliśmy coś do powiedzenia po wielu latach wyborczej fikcji, powinny mieć wyjątkowo dużą frekwencję. Przecież jeszcze wtedy nie było zniechęcenia spowodowanego kiepskim poziomem polityków. Niektórzy głosowali w czasach PRLu, bo obawiali się konsekwencji, a mogły one być drobnymi utrudnieniami lub dotkliwymi szykanami. Teraz nie głosują, bo nie ma przymusu. Powody są zresztą rozmaite, komuś się nie chciało, bo miał wolny weekend i wyjechał. Argumenty w stylu, a daj mi spokój, ciężko pracuję i wreszcie mam okazję odpocząć, nie należą do rzadkości. Inne równie częste to: wszyscy to złodzieje i nie będę ich popierać. Argumenty takie brzmią tyleż jednoznacznie, co infantylnie. Prawie wszyscy, których pytałem o przyczynę absencji wyborczej reagowali z irytacją, tak trochę jak nastolatek, który wie, że postąpił niewłaściwie, ale na upomnienie reaguje buntem.
Nadal jednak pozostajemy wobec pytania, jakie jest faktyczne poparcie polityków i partii? Przeprowadzane co jakiś czas sondaże nie uwzględniają postaw wyborczych. Byłoby to zresztą mało wiarygodne. Doskonale wiadomo, że na temat wyborów ankietowani kłamią. Frekwencja ankietowa jest zawsze sporo wyższa od prawdziwej. Ludzie wstydzą się swojej wyborczej absencji. Sam się zetknąłem z takimi przypadkami wśród znajomych i rodziny. Zatem jeśli sondaż OBOP wskazuje na 52% poparcia dla Platformy, to może nie są najbardziej wiarygodne wyniki, ale nie nie można ich podzielić przez dwa, ponieważ połowa społeczeństwa olewa wybory. W komentarzu do jednego z moich poprzednich tekstów Michał napisał, że jest tylko jeden sposób na obliczanie procentów poparcia – iloraz głosów uzyskanych przez danego kandydata w stosunku do ogółu uprawnionych razy sto.Tworzenie tej wielkości przez porównywanie do ilości głosów ważnych jest tylko kłamstwem i propagandową manipulacją. Ma to sens, ale wyłącznie w odniesieniu do wyników wyborczych. I to też z pewnym zastrzeżeniem. Jeśli ci, którzy zostali w domu podczas ostatnich wyborów są przeciw, to przeciw komu? Komorowskiemu czy Kaczyńskiemu? Jeśli badane jest poparcie dla rządu, premiera lub partii dzisiaj, to wyniki wyborów i frekwencja wyborcza nie ma już żadnego znaczenia.
Moja diagnoza jest prosta. Ta nieobecna część elektoratu wcale przeciw niczemu nie protestuje. Absencja wyborcza to nie jest głos na nie. Większość nieobecnych nie idzie na wybory, bo im się nie chce. Uważają, że i tak jakoś tam będzie, że i tak wygra rozsądniejsza opcja, a oni mają ważniejsze sprawy, czasem pogoda jest kiepska, a innym razem wręcz przeciwnie. Zapytani mieliby sporo tłumaczeń, jak sztubak spóźniający się do szkoły. Moim zdaniem im bardziej przekonamy ludzi, że na wybory warto chodzić, tym mniejsze poparcie będą miały ruchy polityczne reprezentujące skrajne i ksenofobiczne postawy. Dla przykładu:
Wybory parlamentarne 2005 – 40,57%
Wybory parlamentarne 2007 – 53,88%
W tych wcześniejszych wygrał PiS, w drugich PO. Im większa będzie frekwencja tym większa też przegrana Kaczyńskiego.
22 komentarze “Demokracja nieobecnych”
Witam.
Zły stan naszej demokracji jest chorobą,którą należy najpierw do bólu szczerze zdiagnozować po to aby zastosować skuteczną terapię.Jeżeli dostaniemy wysypki to można ją przypudrować ale to nie usunie jej przyczyn i nie wyleczy.Powodem może być alergia,choroba skóry lub np. syfilis.Każdą z tych chorób leczy się inaczej i błędem jest wykluczenie syfilisu bo „z tą k..wą to było tylko raz i do tego po pijaku”.Tak samo jest ze słabą absencją wyborczą.Przyczyn jest kilka.Wprowadzenie obowiązku wyborczego jest tym samym co pudrowanie wysypki spowodowanej syfilisem.Choroby nie wyleczy tylko spowoduje dalszy jej rozwój.Świętym prawem demokracji jest posiadanie własnego zdania i swobodne dokonywanie wyborów nawet gdy będzie to brak zgody na zaproponowany pakiet.Przymus to nie demokracja a zamordyzm i dyktatura ciemniaków.Jeżeli w sieci handlowej wciska mi się zbyt drogi stary śmierdzący towar to go nie kupię i guzik mnie obchodzi że sklepikarz nie zarobi a ludzie stracą pracę.Nadal jestem konsumentem bo interesujący mnie towar mogę kupić gdzie indziej albo wytworzyć samemu tak samo jak nadal jestem wyborcą niezależnie od tego czy idę do urn a mój głos jest głosem na „nie”.Wbrew temu co pisze Autor moim zdaniem to właśnie „kryzys zaufania do polityków”,chora ordynacja wyborcza oraz sposób doboru i prezentowania kandydatów są głównymi przyczynami absencji wyborczej.Prawdą jest że podczas pierwszych wolnych wyborów frekwencja wynosiła 62%,czyli całkiem sporo – niestety z kadencji na kadencję ta frekwencja spada co tylko potwierdza moją tezę że polityka schodzi na psy i stała się już tylko przysiadami w szambie.Nie każdego interesują takie kąpiele.
Porównywanie frekwencji w wyborach parlamentarnych w latach 2005 i 2007 jest nieco bałamutne.W roku 2007 ludzie głosowali tylko przeciw PiS-owi ale PO nie spełnia obietnic wyborczych,nie radzi sobie z zapewnieniem bezpieczeństwa obywatelom oraz zarządzaniem Państwem i traci zaufanie wyborców natomiast PiS ma swój stały „betonowy” elektorat,który może powiększyć się o niezadowolonych z pracy gamoni spod znaku PO i tych,którzy zawsze stają po stronie silniejszego.
Ostatnie wybory prezydenckie były wyborami personalnymi i frekwencja oraz procenty poparcia kandydatów nie są tożsame z poparciem dla ich partii.
Poparcie społeczne to nie obecność na wiecach ale akceptowanie i zaufanie do danego kandydata lub partii bo bez tego są oni tylko bezradnymi samozwańcami.
Michał:
Jeśli frekwencję w 1989 roku uznasz za dobrą, to potem bywało czasem lepiej. W 1990 podczas wyborów prezydenckich nie było źle – ponad 60% w 1995 również podczas wyborów prezydenckich 64,70% (68,23% w drugiej turze) – czy to znaczy, że Kwaśniewski był na politycznym parnasie w stosunku do Komorowskiego? W roku 2000 frekwencja wyniosła 61,12% – Kwaśniewski wygrał w pierwszej turze.
Chora ordynacja wyborcza? Sięgnij do mojego felietonu o wyborach brytyjskich, pisałem tam w jaki sposób ordynacja większościowa w jednomandatowych okręgach pozbawiła społeczeństwo reprezentacji liberałów – tam też narzekają dziś na ordynację. Zawsze byłem zwolennikiem większościowej, ale dziś już nie jestem taki pewny. Jest wiele krajów z z ordynacją proporcjonalną i się ona sprawdza.
Część druga twojego komentarza dotyczy innej kwestii – czegoś co można by określić demokracją medialną. Wyprzedziłeś niejako następny felieton. 😉
Mimo, że Cię lubię, Belfrze, to jednak muszę zaprzeczyć. Ale nie gniewaj się, bo, jak podkreślam, z reguły stawiasz trafne diagnozy. Tym razem nie.
Twoje rozumowanie przypomina dowcip o sowieckim naukowcu, który wyrywał owadowi nogi i sprawdzał, czy owa mucha pójdzie ze zmniejszoną liczbą nóg. Gdy wyrwał owadowi szóstą nogę, wydał, jak zwykle, polecenie: „Idzi!”. Zdumiony efektem, zapisał w dzienniku laboratoryjnym: „Po wyrwaniu szóstej nogi mucha ogłuchła!”
A teraz do rzeczy: mała frekwencja niekoniecznie musiała wpłynąć na wybranie oszołomstwa do parlamentu. W 2005 roku społeczeństwo jeszcze prawie nic nie wiedziało o palanctwie Braci Mniejszych i ich popleczników. Ludzie myśleli, że PIS to całkiem normalna partia. Ja sam głosując w Warszawie jeden głos oddałem na PISowskiego kandydata na senatora, pozostałe głosy na kandydatów PO. Ale wtedy jeszcze nie do końca uświadamiałem sobie czym jest PIS. Teraz raczej dam sobie odrąbać rękę niż zagłosuję na jakiegoś wsiarza-PISiarza. Przypomnę Ci tylko, że to było świeżo po aferze Rywina. W moim środowisku ludzie zazwyczaj raczej głosowali na SLD (większość, ale nie wszyscy). Pamiętam, jak jena z moich starszych koleżanek powiedziała: „Na kogo ja mam głosować? Ja stale głosowałam na SLD, a teraz taka kompromitacja! Chyba będę zmuszona zagłosować na samoobronę!” Wtedy naprawdę ludzie poczuli się oszukani przez władzę i na znak protestu MASOWO nie poszli do urn. A pozostali głosowali dość przypadkowo. Dopiero w latach 2005-2006-2007 Kaczory pokazały swoje prawdziwe oblicze. Ich sposób rządzenia zbyt podobny był do rządów PRLu. Ludzie w 2007 roku naprawdę wystraszyli się i co bardziej świadomi – poszli zagłosować przeciwko Kaczyńskim. Na razie tyle, jeśli Ciebie nie przekonałem, to daj temu wyraz, dopowiem reszty w następnym komentarzu.
Gall Anonim
@ Michał
Witaj. Ostatni razem pozwolilem sobie na uzycie niecenzuralnego okreslenia obrazujacego o wyprawia J. Kaczynski z Polska. Niestety troche sie zagalopowalem jezykowo, takich rzeczy po polsku sie nie mowi, bo maja wulgarny wydzwiek. Po angielsku mozna swobodnie powiedziec o Jarku K. ze po prostu „shit happens”. Nie ma to wulgarnego wydzwieku. Ale dlaczego o tym pisze. Bo uzywajac wulgaryzmow ogranicza sie liczbe ludzi, ktorzy w ogole beda chcieli je czytac. Jezeli to, co napisalem o JK bylo dla ciebie inspiracja, to nie bylo to zamierzone. Dyskusje powinny byc prowadzone w dobrym tonie i tego tez Ci zycze.
@ Gall Anonim
Mysle ze masz racje i jej jednak nie masz. Bo na calym swiecie tzn w kazdej demokracji dziala taki mechanizm. Im wiecej politycy narobia skandali, im bardziej sie skompromituja, czy to z powodu afer czy tez z powodu egoizmu i swojej glupoty, tym mniejsza jest wtedy frekwencja wyborcza. Ludzie moga sie zniechecic i zaniechac glosowania na politykow ktorych w najlepszym wypadku nie szanuja a najgorszym ktorymi pogardzaja.
Poza tym to wszystko co napisales sie zgadza.
@ Gall Anonim CD
No i najwazniejsze: im nizsza frekwencja wyborcza tym wiekszy % poparcia Jaroslawa Kaczynskiego i PiSu. Bo jego elektorat to beton, ktory zawsze pojdzie glosowac. Zarowno moherowa armia jak i od niej mlodsi fanatycy.
Gall Anonim:
Jak Tadeo napisał – masz rację i jednocześnie nie do końca. Faktycznie w 2005 roku sam zagłosowałem na niejaką panią Mielewczyk (wybory do senatu). Tfu! Nie chciałem zagłosować na SLD, a Platforma miała jednego kandydata. Nie lubiłem PiSu, a jeszcze bardziej obu bliźniaków, bo już coś o nich wiedziałem, ale takiej aberracji się nie spodziewałem. I tu masz rację, tak było w 2005 roku.
A w czym nie masz? Otóż zwykle betonowy elektorat jest bardzo obowiązkowy. Tak początkowo było z elektoratem lewicowym, tak było z elektoratem Samoobrony, a teraz w sposób nasilony z elektoratem PiSu. Zatem pozwoliłem może niezręcznie trochę antycypować i zakładam, ze teraz przez jakiś czas to elektorat PiSu będzie zdyscyplinowany i zwiększenie frekwencji będzie działać na niekorzyść tej partii.
@admin
Jeżeli mamy porównywać frekwencję wyborczą w poszczególnych kadencjach trzeba robić to w jednakowych kategoriach.Inna jest ona w wyborach prezydenckich,które są wyborami personalnymi,inna w parlamentarnych a jeszcze inna w samorządowych,gdzie bywa jednocyfrowa a kandydatów jest mniej niż mandatów do rozdania.A wszystko to ta sama demokracja.
@Tadeo.
Daruj sobie połajanki pod moim adresem,jeżeli chcesz napisać komentarz to pisz o omawianym artykule.Twoje paplanie nigdy nie było inspiracją dla mnie.Jesteś na to za młody żeby nie powiedzieć że za głupi o czym świadczą dotychczasowe Twoje wypowiedzi.Nie życzę sobie abyś zwracał się do mnie po imieniu gdyż nie każdego zaliczam do swojego towarzystwa.
Ta dyskusja jest bezprzedmiotowa. W Polsce obecnie nie ma demokracji. Za to jest Idiokracja. Parafrazując powiedzenie znanego trenera: „po po boisku biega 22 zawodników, ale zawsze wygrywa Donald Tusk.
W demokracji bym się zdziwił, ale w idiokracji nic nie dziwi.
http://bi.gazeta.pl/im/9/4593/z4593169X.jpg
@ Michał
Oj facet Ty to masz temperament, że tak Cię potrafi ponieść. Ja nie znam Twojego imienia ale znam tylko Twój nickname.
Co do moich połajanek pod Twoim adresem to ostro przesadzasz, pozwoliłem sobie tylko udzielić Ci rady, abyś nie używał wulgarnych słów. Tak jak każdy starszy, bardziej doświadczony człowiek by na miom miejscu zrobił. A jeżeli chodzi o to, że moje posty nie były dla Ciebie inspiracją to trudno, jakoś będę musiał z tym żyć.
Na koniec wypraszam sobie adresowania obraźliwqych słów do mnie, nie poraz pierwszy to zrobiłeś.
@Tadeo
Spadaj pajacu.
@ Michał
Czytając Twoje posty odniosłem wrażenie, że bardzo Ci zależy na tym aby w Polse była prawdziwa demokracja. Bo z tej, która jest nie jesteś zadowolony. Dlatego chcę się podzielić z Tobą paroma myślami.
Demokracja jest niemożliwa w społeczeństwie zaludnionym takimi typami, którzy:
1. Nie szanują ludzi o innych poglądach a wrecz mówią o nich, że są wytresowanymi „kundlami”.
2. W dyskusji wolą drugą stronę obrazić zamiast przekonać do swoich poglądów.
3. Żyją we własnym świecie i to czego nie rozumieją uważają za „bzdury i paplaninę”.
4. Wypowiadają sie z autorytetem eksperta nie mając pojęcia o czym mówią – przykład z liczeniem procentów.
5. Uważają, że jak coś jest nie tak to zawsze winni są inni. Przykład odrzucają współodpowiedzialność za wyniki demokratycznych wyborów.
6. Wagę swoich argumentów podkreślają używając wulgarnych słów.
Itp, itd.
Nie wiem czy to do Ciebie trafi i choć trochę przekona, ale wolę być optymistą, niż kipeć siarą i złością. Gdy ma się między uszami siarę zamiast rozsądku i rozumu to trudno jest o demokrację.
@ Belfer
Mozesz byc dumny, ze w komentarzach na twoim blogu sa analizy wyprzedzajace o pare krokow nawet najbardziej wnikliwe i prorocze analizy zamieszczane w prasie polskiej. Zobacz sam: Twoj blog, komentarze z dnia 07-09-2010 o godz. 06:31, „Tadeo pisze…” oraz ten sam temat pare miesiecy wczesniej napisany przez moja skromna osobe versus
artykul z dnia 15.09.2010 http://www.fakt.pl/-quot-Kaczynski-jak-Hitler-quot-Tak-twierdzi-publicysta,artykuly,82507,1.html
@ Belfer CD
Nastepny powod do dumy, poglady wyglaszane na forum bloga znajduja potwierdzenie w wypowiedziach najbardziej swiatlych ludzi w Polsce. Przyklad „Tadeo o Powstaniu” versus Schetyna http://www.fakt.pl/Schetyna-Ofiara-63-dni-nie-poszla-na-marne,artykuly,78647,1.html
Wiem ze moje poglady nie spotkaly sie tutaj na forum z aplauzem, a nawet zrozumieniem, ale tak to juz bywa gdy „stare” zwalcza „nowe”.
http://images38.fotosik.pl/337/6d64e3c13c842d09.jpg
Bez tego jaka byłaby demokracja w polsce?
http://www.ministerstwoprawdy.pl
@ Belfer
Hej Belfer, od paru dni chodzi mi po głowie piosenka „Stary niedźwiedź mocno śpi…”
Na początku pomyślałem, że ta piosenka nie ma nic wspólnego z brakiem nowych artykułów na belfer.one.pl ale teraz już nie jestem taki tego pewien…
Pozdrowienia….
Żadna demokracja nie jest idealna. Fader bos jak zwykle kulą w płot. Nasza demokracja nie jest demokracją bo ludzie głosują na innego kandydata niż fader bos. Litości!! Jak już się trzymać tych 22 facetów na boisku to można ich podzielić na :
– tych co ciągle zgłaszają faul bo przeciwnik ma inny kolor skóry, orientację seksualną albo jest żydem,
– tych co ciągle podejrzewają innych graczy o sabotaż bo wcześniej grali w innej drużynie,
– tych co ciągle chcą żeby im pomniki wystawiać tylko dlatego że wyszli na boisko,
– tych, którzy ciągle podkładają nogi i wrzeszczą że ich sfaulowano,
– tych, którzy co krok kontestują decyzje arbitra,
– i wreszcie tych, którzy chcą stworzyć fajne widowisko i żeby wynik meczu też był korzystny.
Tak się akurat składa że większość PO wraz z kapitanem drużyny należy do graczy z ostatniej grupy. I właśnie to oni wygrywają mecze.
Chyba wszyscy się zgodzimy że posłowie PiS wraz z guru należą do każdej grupy za wyjątkiem tej ostatniej. I jak oni mają wygrywać mecze?
A tak na koniec wywodu, moim zdaniem nie powinno być przymusu chodzenia na wybory. Żeby zwiększyć frekwencję, może wartałoby zastosować jakieś zachęty typu do wyboru :
– zmniejszenie liczby punktów karnych o 1,
– jakaś niewielka ulga podatkowa albo w ogóle – ulgi podatkowe tylko dla tych, którzy chodzą głosować?
Tych, którzy chodzą głosować łatwo da się oznaczyć mimo iż wybory są tajne.
jakuszyn
Wygrywają mecze, bo mają takich zawodników:
http://www.youtube.com/watch?v=PmgS1n3GtSE&feature=player_embedded
Takim to właśnie organizatorom dają pozwolenia na demonstracje po godz.23. Brawo polska młodzież, brawo polska demokracja!
fader boss, nieee, wygrywają mecze bo mają takich przeciwników :
http://www.youtube.com/watch?v=SmXwaJTS-a0&feature=related
jeszcze @ fader boss – ostatni.
Ty się czepiasz jakiegoś pijanego gościa a ci pod krzyżem to tak całkowicie na trzeźwo. Koleś wytrzeźwieje i znów będzie normalny a tym pod krzyżem już tak zostanie.