Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Referendum

Niektórzy twierdzą, że referendum ogłoszone przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, to była tylko wyborcza zagrywka, która miała przyciągnąć wyborców Kukiza po pierwszej turze. Nie zgadzam się z taką interpretacją. Po pierwszej turze każdy – kto miał odrobinę rozumu – mógł łatwo dojść do wniosku, że głosy na Kukiza są głosami na nie dla dotychczasowej władzy. Postulat JOW był tylko symbolem uderzającym w Platformę, która kiedyś zbierała podpisy pod taką inicjatywą. Podpisy poszły na przemiał, bo PO nie miała większości pozwalającej przegłosować pomysł, a wraz z końcem kadencji sejmu tracą ważność wszystkie niedokończone projekty.
Komorowski doskonale zdawał sobie sprawę, że referendum nie będzie mu już w stanie pomóc w drugiej turze i nie będzie to żaden języczek u wagi. Jednak wprowadzenie JOW może mieć dobrą stroną – wyeliminowanie z polityki raz na zawsze rozmaitych Kukizów, wyskakujących niczym królik z kapelusza na fali niezadowolenia społecznego. I myślę, że to był prawdziwy motyw działania prezydenta.
Wczoraj nowy prezydent Andrzej Duda ogłosił, że proponuje następne referendum połączone z wyborami do parlamentu, a w nim pytania sugerowane przez PiS. Pomijam już fakt, że tym samym Duda okazał się prezydentem PiSu, a nie Polaków. Natomiast ujął mnie kretynizm tych proponowanych pytań. Nie jest łatwo wymyślić pytania tak debilne, a jednocześnie idealnie wpisujące się w propagandę wyborczą partii Jarosława Kaczyńskiego.
Pytanie o wiek emerytalny i wiek dojrzałości szkolnej można by w zasadzie zmieścić w jednym: „Czy chcesz, aby prezydent Duda zrealizował swoje obietnice wyborcze?” Jednak to by nie brzmiało tak bardzo antyplatformersko.
Pytanie zaś o kwestię prywatyzacji lasów państwowych, których de facto nikt nigdy nie chciał prywatyzować, nasuwa wątpliwości co do prawdziwych intencji PiS. Czy lasy państwowe mają się dla PiS stać teraz tym, czym wcześniej były SKOKi? Każdy bowiem wie, że jest to źródło dużych pieniędzy i nie trzeba w tym celu lasów sprzedawać.
Tak czy inaczej Andrzej Duda nie potrzebował nawet miesiąca, by udowodnić wszystkim, że będzie prezydentem tylko ludu pisowskiego, a elementarna przyzwoitość w polityce to pojęcie całkowicie mu obce.

Oceń felieton