Ten dzień należało spędzić wyjątkowo. Przecież to rocznica zamachu na naszego wspaniałego prezydenta, który się kulom nie kłaniał.
Zatem zaraz o poranku najpierw pomodliłem się do premiera Jarosława wiecznie żywego, cudem ocalałego z pogromu katyńsko-smoleńskiego, aby zbawił naszą nieszczęśliwą Ojczyznę, aby przywrócił jej wolność i honor. Zapaliłem świeczkę pod portretem prezydenta i podreptałem po zakupy.
Na ulicy natychmiast zwrócił moją uwagę zółty namiot. Przed nim klęczało dwóch mężczyzn, a trzeci stał obok z krzyżem. Przyłączyłem się do nich i na klęczkach zaintonowałem: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić panie”, ale okazało się, że to byli robotnicy wymieniający kable telekomunikacyjne, a ów krzyż to był specjalny hak do podtrzymywania kabli podczas prac remontowych.
Gdy wróciłem do domu, dla podkreślenia wagi tego dnia i jego symboliki, na obiad spożyłem sobie pierogi. Ruskie!

Popołudnie – jak zwykle, gdy dobra pogoda – spędziłem ze znajomymi w parku na ławeczce. Po raz kolejny dyskutowaliśmy szczegóły zamachu. Wszystko rysuje się coraz wyraźniej oprócz jednej kwestii. Kto dokonał zamachu. Kolega Jarosław* twierdzi, że to zlecenie Tuska i Komorowskiego, ponieważ obawiali się przegranej w nadchodzących wyborach. Z kolei Janek* jest przekonany, że to zemsta Putina za bohaterskie uratowanie Gruzji przez naszego prezydenta. Ja zaś jestem pewny, że za zamachem stoją jak zawsze za wszystkim na świecie – Żydzi.
Ponieważ pokłóciliśmy się troszkę, wróciłem do domu i oglądałem telewizję Trwam.
—
* Nieprzypadkowo wykorzystano imiona największych oszołomów sekty – Rymkiewicza i Pietrzaka.