Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Grumpy Net

 
[english version]

I want to start a social media site that has no like button. Only a dislike button. And there’ll be a setting to automatically dislike everything, unless you actively un-dislike something. It’ll be called GrumpyNet.
Steve McLeod (on Facebook of course)

Facebookowa gorączka osiąga szczyty. Jak czegoś nie ma na Facebooku, to nigdy się to nie zdarzyło. Internetowe strony gazet, stacji radiowych i telewizyjnych wprost oszalały w zakresie zbierania lajków. Pojawili się specjaliści od wyłudzania lajków. Atakuje się naiwnych użytkowników obietnicami wylosowania nowego iPhone 8S, albo zdjęciem milutkiego kotka wyciągniętego właśnie z kibla. Potem okazuje się, że polubiliśmy nie biedne dziecko z Afryki, które umiera z głodu, ale fabrykanta, który właśnie wymyślił taboret z pięcioma nogami i kupił tzw. farmę lajków.
Lajkowe szaleństwo dotarło już pod strzechy i całkiem niedawno zadzwoniła znajoma z rozpaczliwą prośbą o pomoc, albowiem dyrektor szkoły zlecił jest zrobienie fanpejdża na Facebooku.
– Hej, powiedz mi co to ten fanpejdż i jak to się robi?

Właściciel niewielkiej firmy, któremu konfigurowałem serwer, ma z kolei problem, bo liczba lajków na fanpejdżu nijak się ma do wizyt na stronie i do zakupów czynionych przez potencjalnych klientów. (Po jaką cholerę robiłem mu takie dokładne statystyki…)
– Może coś robię źle? – pyta.

like
Nie. Problemy wynikają z normalnego zachowania użytkowników tak zwanych mediów społecznych. Oto jeden z przykładów. Swoje wpisy na blogu anonsuję nieraz na Facebooku. Umieszczam też zwykle jakiś cytat, który ma wzbudzić zainteresowanie. Moi znajomi, znajomi tych znajomych lub czasem jeszcze inni klikają przycisk „lubię”. Z rozmaitych powodów, ale wcale to nie znaczy, że klikną link i wejdą na stronę. Wystarczy im skrót informacji, informacja skompresowana. Z przedstawionych powyżej 24 lajków tylko kilka zaowocowało wizytą na stronie internetowej

like1
Ludziom bardzo często też wcale nie chce się klikać. Napisałem niegdyś tekst na temat ACTA, przeczytało go łącznie około 10 tysięcy osób, był cytowany i linkowany w wielu miejscach, jednak jedynie 130 czytelników zdecydowało się kliknąć przycisk „lubię”. Nawet nie wiem dlaczego i niewiele mnie to obeszło. Podałem te przykłady nie dlatego, że czuję się fachowcem od pozycjonowania lajków, lecz wręcz przeciwnie, po swoim własnym zachowaniu widzę, że te lajki w żaden sposób nie przekładają się często na faktyczne zainteresowania jakimś tematem.

like-dislike

Jest jeszcze jeden ważny aspekt dla myślących użytkowników. Jeśli napiszę na blogu o wyjątkowo głupiej wypowiedzi politycznej znanej aktorki, to ktoś klikający „lubię” lubi tę wypowiedź, czy moją krytykę? A jeśli się ze mną nie zgadza? Terror lajków na Facebooku powoduje idiotyczne sytuacje. Jedna ze znajomych oznajmia na Facebooku, że właśnie rozstała się z chłopakiem, a w zamian otrzymuje ze trzydzieści lajków od znajomych. Większości nie chciało się napisać: „przykro mi, mam nadzieję, że się pozbierasz” tylko daje lajka. Debilne, co?

dislike

Pomysł niniejszego tekstu od dawna kiełkował w mojej głowie, lecz ostateczny kształt zyskał, gdy moja córka w swoim statusie napisała żartobliwie coś w rodzaju: „Drogi Facebooku, nie chcę głupiego filmu na twoje urodziny, wolałabym przycisk „nie lubię”.
Wywiązała się dyskusja na temat, czy taki przycisk był, czy go nie było i o tym, że Facebook wprowadza swoistą „pozytywną” cenzurę umożliwiając lubienie czegoś albo nic.

hate

Zatem przycisk „nie lubię” bardzo by się przydał. A nawet przycisk „nienawidzę”. Przydałby się jeszcze bardziej.

kotek
A teraz dawajcie lajki. Jak ten tekst zbierze ich przynajmniej tysiąc, to ten milusi kotek będzie żył długo i szczęśliwie, a jak nie to wykasuję go z dysku bez litości!

Oceń felieton

9 komentarzy “Grumpy Net”

Możliwość komentowania została wyłączona.