Życie przyzwyczaiło nas do tandety. Horror kojarzy się głównie z tabunami wygłodniałych zombie, które maszerują chwiejnym krokiem w poszukiwaniu krwistego udka na podwieczorek, ewentualnie z psycholem maszerującym przez miasto z piłą łańcuchową, a hektolitry krwi spływają z ekranu.
Porządny horror – taki, że nie mamy ochoty zgasić światła, zdarza się rzadko i należy raczej do historii literatury. Jednym z najwybitniejszych, choć mało znanych na świecie jest powieść Stanisława Lema „Śledztwo”. Przedmiotem tytułowego śledztwa są tam zwłoki ludzkie, które w pewnym dziwnym porządku i natężeniu zmieniają samoistnie swe położenie. Próba zaś wyjaśnienia zjawiska przez policjanta i naukowca skutkuje niepokojącymi wnioskami. To nie jest festiwal duchów, zombie lub innych fantastycznych potworów. Mamy wrażenie, że w układance śledczych wszystko jest realne i prawdopodobne. Po tej lekturze trudno byłoby się wybrać nocą w okolice cmentarza.
Czasem jest jeszcze lepiej. W utworze prawie nic się nie dzieje, a i tak ciarki przechodzą po kręgosłupie. Przykładem takiej perełki literackiej jest opowiadanie Janusza Zajdla „Egipski kot”.
Był wspaniały — najbardziej koci ze wszystkich kotów, jakie widziałem. Postawiłem go na stole, miał ponad trzydzieści centymetrów wysokości. Był smukły i zgrabny, siedział na ogonie, wyprężywszy przednie łapy. Pyszczek, ostry i wydłużony, miał skierowany na wprost i nieco w dół. Zielone nefrytowe oczy patrzyły bystro i inteligentnie. Uszy, większe niż u naszych europejskich kotów, sterczały, jakby nasłuchując z uwagą. Można było pomyśleć, że za chwilę wstanie, przeciągnie się, ziewając i odejdzie obojętnie lekkim, wytwornym krokiem… To był najprawdziwszy egipski kot. Wykonany z ciemnoszarego kamienia przez nieznanego artystę musiał liczyć sobie nie mniej lat niż egipskie piramidy.
Od samego początku atmosfera utworu przesycona jest tajemniczością. Nie tylko sam kot, ale też znaleziony wraz z nim papirus. Potem zaś pojawia się coś, co powoduje u czytającego zimny dreszcz, jeśli pomyśli, że w fabule utworu może tkwić ziarenko prawdy. Ta miniaturka literacka dzięki ascetycznemu wręcz, lecz plastycznemu stylowi nadaje się świetnie na scenariusz filmowy. Choć nie ma tam potworów, ani rzek krwi, byłby to bestseller na miarę „Mumii”.

3 komentarze “Horror”
Czytałam oba, ale nie stawiałabym ich aż tak wysoko:) Owszem, kiedy czytałam „Śledztwo” Lema, to była podstawówka. Wtedy zrobiło to na mnie wrażenie. Dzisiaj troszkę inaczej odbieram treść tej książki, a jestem miłośnikiem horrorów i na 1. miejscu stawiam Kinga!!:)
Ta miniaturka literacka dzięki ascetycznemu wręcz, lecz plastycznemu stylowi nadaje się świetnie na scenariusz filmowy. Choć nie ma tam potworów, ani rzek krwi, byłby to bestseller na miarę „Mumii”.
.
Niestety, scenarzysta z Hollywood stwierdziłby że to zbyt mało straszne, że współczesny widz oczekuje czegoś innego i w efekcie dostalibyśmy kolejne dzieło fabryki filmów. Miałkie w treści za to przeładowane efektami specjalnymi…
.
Horror w literaturze jakoś mi nigdy nie „leżał”. Czytałem kilka powieści klasyków gatunku i z każdą kolejną utwierdzałem się w przekonaniu, że dobry horror to tylko w postaci ruchomych obrazków…
Cóż, pozwolę sobie na stwierdzenie, że dopiero książka, która wywoła u czytelnika dreszcze, zasługuje na miano horroru. W filmie rzecz jasna jest łatwiej. 😉
Pozwolę sobie też podać w wątpliwość, czy Lusia czytała „Egipskiego kota”. To opowiadanie zostało wydrukowane w 1964 roku w „Młodym techniku” i dopiero niedawno znalazło się w składzie antologii „Z pierwszej ręki”, która została wydana w formie elektronicznej.