Najkrótszą noc w roku, tę noc – wraz z którą przychodziło lato – nasi słowiańscy przodkowie świętowali hucznie, radośnie i rozwiąźle. Gdy przybyło chrześcijaństwo – surowe, zgrzebne i restrykcyjne – księża zrobili wszystko by zniszczyć dawne pogańskie rytuały, a mimo to część dawnych wierzeń i tradycji Święta Kupały się zachowała w ludowych obrzędach.
Rozwiązłe święta płodności związane z wiosną lub latem istniały nie tylko w obrzędach Słowian, podobne święta możemy znaleźć w wierzeniach celtyckich, a także w obrzędach naszych północnych sąsiadów, których przodkami byli Wikingowie.
Jeśli przyjrzeć się starym pogańskim obrzędom wszystkich ludów północy, to zawsze znajdziemy takie, które sprowadzały się do niczym nieskrępowanego kultu seksualności i płodności. W surowym północnym klimacie takie obrzędy na cześć nadchodzącego lata, powiązane z promiskuitycznymi zachowaniami seksualnymi zapewniały demograficzny wzrost i rozwój plemienia. To oczywiście tylko teoria, która w jakiś sposób tłumaczy starodawne wierzenia.
Charakterystyczne jest to, że wszelkie tradycje religijne zwykle wynikają z rozsądnych zasad służących rozwojowi i zdrowiu społeczności. Dla przykładu zakaz spożywania wieprzowiny w kręgach judaizmu i islamu ma swoje naukowe wręcz podstawy. W gorącym klimacie, przy permanentnym braku wody i towarzyszącym temu braku higieny wieprzowe mięso, które często zarażone było pasożytami, stanowiło istotne zagrożenie dla zdrowia i życia. W każdej religii jest tabu dotyczące kontaktów seksualnych między krewnymi. Dziś wiemy, że im mniejsza pula genów, tym łatwiej o – nazwijmy to – „zwyrodnienia” osobników. Znane nam z historii przypadki ograniczania tego tabu lub łamania go dotyczyły gównie rodów królewskich, arystokratycznych i skutkowały na przykład chorobami genetycznymi. Na dobrą sprawę dopiero chrześcijaństwo było pierwszą religią tak ostro potępiającą wszelkie objawy seksualności i starającą się nałożyć na tę sferę ludzkiego życia jak najwięcej zakazów. Najczęściej dość bezsensownych z punktu widzenia istnienia społeczeństw. Po części wynikało to z depresyjnego charakteru tej religii, która swą obrzędowość tak naprawdę oparła na smutku, nieszczęściu i grzechu. Rodzące się bóstwo naznaczone jest już fatum okrutnej śmierci, człowiek z gruntu jest zły i trzeba specjalnych rytuałów, aby oczyścić go z grzechu, a to oczyszczanie musi być częste i cykliczne, aby było skuteczne. Seksualność jest zła, choć tolerowana, bo nawet najbardziej tępi kapłani zdają sobie sprawę, że bez tego „brudnego i niegodnego” zachowania w końcu zabrakłoby wiernych. W tym aspekcie asteniczne i anemiczne niebo z chórami wciąż wielbiącymi istotę najwyższą przypomina raczej jakiś rodzaj wysublimowanej kary niż nagrodę za dobre życie. Ze współczesnych religii jedynie islam ma jakieś pozytywne wyobrażenie nieba jako miejsca radości. Pomijam oczywiście aspekt patriarchalny tych wierzeń.
Z dawnych słowiańskich tradycji pozostało niewiele. Wieczorne palenie ognisk, które rozjaśniają i tak już jasną najkrótszą noc, wianki puszczane przez panny na wydaniu, które miały symbolizować ich gotowość do zamążpójścia, czasem muzyka i tańce. I warto pamiętać, że kiedyś nikt nie spał w tę noc, gdy przychodziło lato, a wraz z ciepłem i słońcem przyroda i ludzie rozkwitali.
Komentarz do “Cuda wianki”
Ja tam wolę raz w nocy w Skiroławkach”.