Anatomia upadku

Kraj ma na pewno ponad 150 miliardów dolarów długu zagranicznego. Inflacja sięga 653%. Wyobraźcie sobie, że macie dziś 6,53 zł, które są warte tyle, ile na początku roku warta była jedna złotówka. Możecie za to kupić bułkę, a nie sześć. Jeśli zbieracie właśnie pieniądze na nowe buty, które codziennie są droższe, możecie nigdy nie uzbierać. Kupujecie tylko to, na co was stać dzisiaj. Wypłata co miesiąc jest zmorą, bo gdy dostaniecie następną, buty będą na tyle drogie, że znów będziecie mieć za mało pieniędzy.

Mówimy o Wenezueli, kraju, którego zasoby ropy naftowej uważa się za największe na świecie. Szacuje się je na 300 mld baryłek. Norwegia, która w sporej części żyje z wydobycia ropy, dywersyfikuje dochody. Część z nich przeznacza na zabezpieczenie emerytalne obywateli. Część na edukację oraz infrastrukturę. Uważna jest za jedno z czołowych państw dobrobytu. Bliskowschodnie potęgi naftowe od Kataru po Arabię Saudyjską, choć zwykle są rządzone w sposób autorytarny, również wydają swe dochody z ropy rozsądnie. Budują infrastrukturę, inwestują w edukację. Nawet jeśli mamy co do nich jakieś wątpliwości, to na pewno nie ma tam inflacji dziarsko zmierzającej w kierunku tysiąca procent. Nie ma też miliardowych długów.

Co zatem jest jeszcze w Wenezueli? Sporą emigrację. Od początku rządów socjalistycznych populistów Hugo Chaveza wyemigrowały już dwa miliony z nieco ponad trzydziestu. Głownie ludzie doskonale wykształceni. Inżynierowie, naukowcy, lekarze. Bez trudu dostają pracę w hiszpańskojęzycznych krajach Ameryki łacińskiej. Najbardziej przebojowi uczestniczą w rozwoju krajów europejskich, Australii, USA.

W sklepach brakuje nawet mydła, a pensja profesora warta jest około 30 dolarów amerykańskich. Polacy zarabiali tyle w czasach Polski Ludowej. W okresie schyłkowym na pólkach sklepowych stał jedynie ocet i musztarda, a na zapleczach grasowały komisje robotniczo-chłopskie szukające ukrytych towarów. Podobnie dzieje się dziś w Wenezueli podczas rządów prezydenta Maduro. Silnik napędowy gospodarki, czyli przemysł naftowy niszczony jest przez korupcję i zatrudnianie przedstawicieli reżimu, którzy nie mają żadnych kwalifikacji. Wenezuelska odmiana Misiewiczów opanowała wszystkie lukratywne stanowiska, a produkcja ropy spadła do poziomu najniższego od ponad 30 lat.

Najbiedniejsi mieszkańcy Wenezueli mają za to żywność prawie za darmo, ale nie są zadowoleni, bo to jest tylko na papierze. W sklepach są pustki gorsze niż w Polsce w stanie wojennym. W Wenezueli mało co się produkuje, więc większość artykułów przemysłowych jest poza zasięgiem prawie wszystkich obywateli. Tylko przedstawicieli władzy stać na wszystko. Gdy w 2015 roku naród wenezuelski poszedł po rozum do głowy i w wyborach wygrała opozycja, było już za późno. Reżim Maduro wysłał wojsko przeciw protestującym. Zginęły setki ludzi. Okazało się, że władza jest najważniejsza.

Dyktatura Cháveza, a dziś Maduro, zaczynała z pięknymi hasłami o równości społecznej, sprawiedliwości i pomocy socjalnej dla biednych. Dziś biedni są jeszcze biedniejsi, a jeśli próbowali protestować to są w więzieniach lub martwi. W dobrobycie żyje tylko elita władzy. Kraj pogrąża się w długach, nędzy i upadku gospodarczym. Chcecie dowiedzieć się, co będzie w Polsce za kilka lat? Patrzcie na Wenezuelę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Czy czarne jest czarne?

A może czarne jest białe? I czy można przekonać zwolenników PiS, że jednak czarne jest czarne, a białe jest białe?
Nie cichnie pisowska wrzawa po wyroku sądu apelacyjnego w sprawie byłej posłanki PO Beaty Sawickiej. Jeden z tabloidów przypomina, że ten sam sędzia kiedyś nie uznał Wałęsy agentem bezpieki, wypuścił z aresztu doktora G. i znacząco złagodził wyroki w sprawach FOZZ. Kaczyński rozdziera szaty, że wyrok w sprawie Sawickiej legalizuje korupcję, zaś jego były ulubieniec Ziobro ględzi takie głupoty na wizji, że trudno zrozumieć. Agent Tomek podkreśla, że zgodę na działania wobec Sawickiej wydawał bezpośrednio ówczesny prokurator generalny Zbigniew Ziobro, z drugiej zaś strony – nie wiadomo czemu – w tej samej wypowiedzi mówi o wnioskach w sprawie wznowienia spraw Marczuk i Kwaśniewskich. Pisowski „szeryf” Kamiński z energią godną Rejtana zaklina się, że wszystkie sprawy były legalne. Oczywiście tym znanym sekundują tysiące nieznanych w internecie, wypisując swoje własne głupoty w komentarzach do artykułów na rozmaitych portalach.
Nie ma sensu zajmować się powtórnymi analizami całej afery i wyroku sądu apelacyjnego. Wielokrotnie to już uczyniono w ostatnich dniach i nie sądzę, by moje analizy mogły dodać cokolwiek nowego lub kogoś przekonać. Warto jednak wspomnieć o sprawie zasadniczej, o której jakoś krytycy wyroku nie wspominają. Państwo nie ma prawa „wodzić na pokuszenie” swych obywateli. Wiadomo, że ludzie są różni, znawcy psychiki ludzkiej mówią, że absolutnie każdy ma pewną granicę, poza którą gotów będzie zagłuszyć sumienie i czynić zło. Czy będzie to korupcja, czy zwyczajne złodziejstwo, czy też jeszcze gorsze rzeczy, to już kwestia drugorzędna. W czasach szkolnych miałem kolegę, którego ojciec przeżył obóz koncentracyjny. Wpadliśmy na pomysł zrealizowania spotkania, które przybliżyłoby młodemu pokoleniu „bohaterów ostatniej wojny”. Ojciec kolegi w mało wybredny sposób kazał nam się odczepić i powiedział jedno zdanie, które wówczas nie do końca było dla mnie jasne: „bohaterowie nie przeżyli”. Oczywiście wojna to ekstremalny przykład, w czasie wojny częściej mamy do czynienia z polaryzacją ludzkich postaw, tym bardziej więc współcześnie nie powinniśmy zezwalać na prowokacje stawiające ludzi przed próbami, których wcale w życiu doświadczać nie muszą.
Zadaniem państwa jest ściganie i karanie takich obywateli, którzy samoistnie zdecydowali się taką granicę przekroczyć, nie zaś szukanie sposobu na przekonanie dotychczas uczciwych, by tę granicę przekroczyli. W przypadku Sawickiej było oczywiste zamówienie polityczne PiS na znalezienie przedwyborczej bomby, która zniszczy PO. Tym bardziej takie działania funkcjonariuszy państwa zasługują na potępienie i na karę.
Nie zmienia to oceny samej Sawickiej, która wykazała się wyjątkową głupotą, dała się omamić kiczowatemu „elegantowi” i jak się okazało nie była godna być reprezentantką narodu. Sawicka nie jest niewinna, ale przestępstwo znacznie gorsze popełnili przedstawiciele państwa i to na polecenie konstytucyjnego ministra. Społeczne poczucie sprawiedliwości domaga się, by Zbigniew Ziobro odpowiedział przed Trybunałem Stanu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (17 votes cast)