Być kobietą, być kobietą

Kalendarz mówi, że mamy XXI wiek, a jak się spojrzy tu i ówdzie, to wyłazi jakaś średniowieczna ciemnota. Kraj w centrum Europy, a poglądy reprezentowane przez sporą część społeczeństwa, w tym niestety przez rządzących, jak żywcem wyciągnięte z zatęchłego przysiółka w ruskim zaborze.
W piosence z końca lat siedemdziesiątych Alicja Majewska śpiewała:
Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…

I tak jakoś dziwnie się stało, że to ten refren wpadał wszystkim w ucho, a nikt nie zwracał uwagi na ostatnie słowa piosenki.
Ach, kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę,
kiedy piorę ci koszule albo… naleśniki smażę…

Symbolem PRLu był ten zdechły tulipan wręczany taśmowo kobietom z okazji Dnia Kobiet. W rzeczywistości ich los nie był usłany… tulipanami. Jednak przynajmniej oficjalnie nikt nie starał się kobiet zawrócić do średniowiecza, mówiąc im, że są głupsze, gorzej wykształcone i powinny dlatego zarabiać mniej. Rzeczywistość pokazała, że są mądrzejsze, częściej zdobywają wyższe wykształcenie, choć niestety nie zawsze zarabiają tak, jak powinny. Symbolem mezaliansu przestała być Stefcia Rudecka z „Trędowatej”, a stał się nim traktorzysta z pegeeru ożeniony z wiejską nauczycielką. Nie bez przyczyny.

Mamo, zainstalowałem ci taki system, żebyś miała więcej czasu dla mnie.

Mówi młodociany samiec zza ekranu laptopa w reklamie MEN. Nie bardzo jasne jest, co ta reklama MEN ma reklamować, ale zakładam, że nową szkołę pani Zalewskiej. Chłopcy będą w niej mieli informatykę, a dziewczęta w tym czasie będą się uczyć cerować męskie skarpetki.
Ostatnio w prasie pojawił się artykuł o niechęci lekarzy do wykonywania tzw cesarskiego cięcia podczas porodu. Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawia się ten temat w Polsce, gdy władze z jednej strony usiłują tylnymi drzwiami wprowadzać dalsze ograniczenia w i tak już restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej, z drugiej utrudniają dostęp do antykoncepcji awaryjnej, a na dodatek przystępują do wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej. Ministrowie i posłowie partii rządzącej nie kryją się ze swoimi konserwatywnymi przekonaniami religijnymi i otwarcie mówią o konieczności dostosowania prawa państwowego do wymogów religii katolickiej. Jeśli do tego dodamy, że jednocześnie straszą nas uchodźcami z Syrii i islamskim szariatem, to wyłania się z tego obraz całkiem schizofreniczny. Biblia kwestię rodzenia dzieci omawia krotko i zwięźle. Przy czym słów rzekomo boskich (w Starym Testamencie) nikt nie odwołał w żadnej Ewangelii, ani później.

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Można mieć słuszne podejrzenia, że część doktorów wyznających tzw. klauzulę sumienia ponad przysięgą Hipokratesa, szuka uzasadnienia swych czynów w Biblii. Jak w bólu, to przecież bez znieczulenia i żadne tam cesarskie cięcia…
Oczywiście internetowe komentarze są często pełne oburzenia, na te rozpasane oczekiwania kobiet.
Przez prawie 200 tysięcy lat kobiety rodziły naturalnie. Nagle ktoś zaczął wmawiać kobietom, że poród naturalny psuje figurę i nagle wszystkim odwaliło. – twierdzi jeden z internetowych fachowców. A drugi dodaje – Kobieta ma idealne drogi rodne jest młoda silna płód jest niewielki ale kobieta się uprze wie lepiej i koniec. Trzeci zaś uzupełnia retorycznym pytaniem – A jakie masz przeciwwskazania obecnie do porodu naturalnego mądralo przy prawidłowej ciąży i ułożeniu dziecka?
Nic tylko nagrać w narodowej telewizji program z udziałem męskich fachowców od porodów. Nawet mam tytuł: Jak oni rodzą!
Moja babcia mawiała żartobliwie, że gdyby dzieci małżonkowie rodzili na przemian, to w żadnej rodzinie nie byłoby więcej niż troje. Coś w tym może być, gdy tak przyjrzeć się tym męskim specjalistom, według których viagra powinna być bez recepty, a środki antykoncepcyjne na receptę. Zdaje się, że najbardziej tęsknią za tą drugą częścią biblijnego nakazu Boga, która jakoś współcześnie przestała obowiązywać. Może dlatego że wibrator się nie męczy, nie pierdzi w łóżku i nie śmierdzi tanim piwem?
Gdy rodziły się moje dzieci, a było to w PRL, wiedziałem przynajmniej przy całej słabości ówczesnej opieki medycznej, że jeśli będzie taka potrzeba, to w szpitalu zrobią cesarskie cięcie, a pan doktor nie będzie miał z tego powodu dylematu, bo właśnie wrócił ze spowiedzi świętej. Dziś takiej pewności w szpitalu już nie ma.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

Et tu Orban contra me

W 1946 roku komunistyczne władze Polski pozbawiły generała Andersa stopnia generalskiego i polskiego obywatelstwa. W 1982 roku władze PRL wycofały film Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza” z grona filmów ubiegających się o statuetkę Oscara. W tym samym czasie Służba Bezpieczeństwa dostarczała zmanipulowane fałszywe materiały do Komitetu Noblowskiego, by zapobiec przyznaniu nagrody pokojowej Lechowi Wałęsie. W 2017 roku populistyczny rząd polski jako jedyny sprzeciwił się wyborowi Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Spektakularne akcje przeciw własnym obywatelem zdarzały się wyłącznie w państwach totalitarnych – komunistycznych lub faszystowskich. Stawia to pisowski rząd, który działa pod dyktando szarej eminencji, kierującego z tylnej kanapy Jarosława Kaczyńskiego, wśród niesławnych cieni przeszłości.
 
Gdy w 2014 roku kandydatura Donalda Tuska pojawiła się, jako jedna z możliwych, w rozważaniach o prestiżowym stanowisku unijnym, narracja PiS była nieco inna, choć również mało przyjazna. O ile oficjalne wypowiedzi udzielały Tuskowi poparcia, choć czyniły to niejako półgębkiem, to w rozmaitych wywiadach można było usłyszeć, że stanowisko przewodniczącego jest bez znaczenia. Że ta funkcja jest mało ważna. Że Tusk jest kandydatem Angeli Merkel, bo zawsze był posłusznym wykonawcą jej poleceń. Wreszcie, że Tusk nie zna angielskiego, co od lat już mijało się z prawdą. Narracja o braku znajomości angielskiego tak bardzo publicznie była forsowana przez polityków PiS będących w Parlamencie Europejskim, że została tzw. trzecią prawdą nawet w świadomości dziennikarzy. Po ogłoszeniu nominacji Tuska jeden z dziennikarzy na konferencji prasowej zapytał go po angielsku (sic!), jak da sobie radę na tym stanowisku, skoro nie zna angielskiego. Donald Tusk odpowiedział używając interesującej gry słów: „I will polish my English.” To nieprzetłumaczalny na polski dowcip językowy, ponieważ polish oznacza polerować, szlifować, doskonalić, zaś to samo słowo pisane wielką literą (Polish) oznacza przymiotnik polski.
 
Na rok przed wyborami w Polsce Jarosław Kaczyński nie mógł sobie pozwolić na spektakl złości i nienawiści wobec Tuska. Pogratulował mu wyboru. Choć już wcześniej pisowskie środowiska nazywały Tuska zdrajcą, obwiniały go o uczestniczenie w spisku zmierzającym do zamordowania prezydenta Kaczyńskiego w smoleńskim zamachu, który istniał i do dziś istnieje wyłącznie w głowach pisowskiego ludu. Warto przypomnieć, że stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej dostało się imiennie Donaldowi Tuskowi, a nie Polsce jako krajowi. Zatem nigdy nie istniała opcja, że Polska mogłaby to stanowisko obsadzić jakimś innym politykiem. Przewodniczący Rady Europejskiej wybierany jest na okres 2,5 roku z możliwością jednokrotnego przedłużenia kadencji do 5 lat. Ta furtka jest w strukturach Unii potrzebna, by ewentualnie umożliwić dzielenie się stanowiskami przez dwie największe frakcje w Europarlamencie. Jednak nie oznacza ona, że po pierwszej części sprawowania funkcji wybory przewodniczącego rozpoczynają się na nowo. Przywódcy państw głosuję jedynie nad przedłużeniem kadencji. Zatem nie ma możliwości zgłaszania innych kandydatur na tym etapie. Szkoda, że pełniący obowiązki Kaczyńskiego w sprawach zagranicznych Waszczykowski tego nie wiedział.
Formalnie dopiero decyzja połowy zgromadzonych premierów i prezydentów może spowodować, że dotychczasowemu przewodniczącemu kadencja nie zostanie przedłużona i wtedy mogą pojawić się inne kandydatury, które oczywiście nieformalnie głowy państw między sobą już wcześniej konsultują. Jednak w tym wypadku opcji takiej nie było. Tylko Polska wypowiedziała się przeciw przedłużeniu kadencji Donalda Tuska. Nawet Wiktor Orban, z którym jeszcze niedawno Kaczyński chciał „konie kraść”, poparł Tuska. Nawet premier Wielkiej Brytanii, która pierwotnie miała wstrzymać się od głosu z powodu nadchodzącego brexitu, tego nie zrobiła. Na nic zatem podlizywanie się Orbanowi, na nic wręcz wiernopoddańcze gesty rządu wobec Wielkiej Brytanii, na nic próby przekonywania przywódców państw z grupy wyszehradzkiej, ani też naciski na państwa nadbałtyckie. Polska została sama jak taki komunistyczny Głupi Jaś, który wyrywa się do przodu, choć nic nie wie i niczego nie rozumie.
 
Oczywiście pisowski wierny i ciemny lud nie będzie analizował unijnych przepisów i zwyczajów. Pisowski lud ślepo wierzy, że wczorajszy blamaż polskiej polityki zagranicznej to zwycięstwo, że Polska postawiła się potędze wrogich Niemiec, które chcą zniszczyć naszą narodową dumę. Taki jest mniej więcej przekaz pisowskiej telewizji i innych mediów. Ostatni raz mogliśmy taki przekaz usłyszeć, gdy rządził Władysław Gomułka. Dziś rządzi Kaczyński, choć personalnie kompromituje się Szydło z Waszczykowskim. Dziś w oficjalnych mediach wciąż dominuje tromtadracki przekaz ojczyźnianej dumy dość śmiesznie przypominający przedwojenne hasło „nie oddamy nawet guzika od munduru”, za to wśród pisowskiego ludu mocny jest zawód postawą państw nadbałtyckich i grupy wyszehradzkiej. Przecież idea Międzymorza wciąż jest w pisowskim ludzie silna. Facebookowy profil premiera Orbana zaśmiecany jest przez tysiące rozczarowanych wielbicieli wspólnej kradzieży koni z Unii Europejskiej. Zarzucają mu zdradę i sprzeniewierzeni e się wspólnym interesom. Jednak w te wspólne interesy wierzy jedynie pisowski lud za sprawą durnej propagandy, bowiem interesy Orbana są kompletnie inne od interesów Kaczyńskiego.
Na koniec wreszcie jasno trzeba stwierdzić, że nawet opętany nienawiścią do Tuska Kaczyński ani przez chwilę nie wierzył, że można kogokolwiek skłonić do przyjęcia kandydatury niejakiego Saryusza-Wolskiego. Nawet Kaczyński zdawał sobie sprawę, że wybór Tuska jest sprawą przesądzoną. Ta gra jest przeznaczona wyłącznie na rynek wewnętrzny. To początek batalii o wyjście Polski z Unii Europejskiej. Dziś większość Polaków wciąż popiera nasze członkostwo w Unii. Kaczyński zamierza im Unię obrzydzić. Przez najbliższe lata będzie trwała zmasowana kampania oszczerstw pod adresem Unii Europejskiej i szereg działań, które w konsekwencji zmierzają do wypisania nas z wszelkich struktur europejskich. W tym celu Kaczyński Polskę musi skłócić z członkami Unii, doprowadzić do wstrzymania funduszy strukturalnych, a być może nawet do spowodowania głębokiego kryzysu ekonomicznego, za który można by obwinić UE. Gdy już Polacy Unię znienawidzą i nasz kraj z niej wystąpi, wówczas spełni się sen Kaczyńskiego. Nowa kaczystowska Polska, sama dla siebie w opozycji do całego świata. Polska, w której Tuska będzie można skazać nawet na karę śmierci. Za co? A kogo to wtedy będzie obchodzić.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (10 votes cast)

Cudze dzieci uczyć

W akcie fundacyjnym Akademii przez siebie założonej Jan Zamojski napisał: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Mylnie te słowa potem przypisywano Fryczowi Modrzewskiemu, blisko dwieście lat później Stanisławowi Staszicowi, który również położył wielkie zasługi na niwie edukacji. A myśl Zamojskiego, choć krótka, jest ważna i prawdziwa, i taką też pozostała do dziś. Tak się jednak składa, że od czasu do czasu za edukację biorą się nieuki i wtedy robi się groźnie, choć nie dla teraźniejszości, ale przyszłości naszej.
Pewien znajomy doktor przekonywał mnie kiedyś, że praca nauczyciela i wychowawcy jest podrzędna i mało istotna w społecznej drabinie ważności. Cóż bowiem taki nauczyciel, pogada ze czterdzieści minut, obecność sprawdzi, pracę domową zada. Jakiż to wysiłek i jakaż odpowiedzialność? On, lekarz ma ludzi jako materię swej pracy, leczy ich, uzdrawia i od jego uwagi i wiedzy zależy często, czy człowiek żyć będzie, czy śmierć położy kres dalszemu jego losowi. Powiedziałem mu wówczas: Drogi doktorze, jeśli zdarzy ci się spartaczyć twą pracę, stanie się niewątpliwie rzecz tragiczna, człowiek straci życie, płakać po nim będą bliscy. Jednak po roku lub dwóch niepamięć przykryje to wydarzenie. Czas – mówią – leczy rany. Gdy ja swą pracę lekce potraktuję i wypuszczę w świat głuptaków, nierobów i niedouczonych ignorantów, to oni tacy w świat pójdą. Będą z nich niedouczeni lekarze posyłający ludzi do piachu, będą niedowarzeni inżynierowie, którzy będą konstruować zawalające się mosty, będą rodzice nieradzący sobie z pociechami. I te dowody mojej fuszerki będą po tym świecie chodzić przez lat kilkadziesiąt, często jeszcze wtedy, gdy ja spokojnie trawkę od spodu będę wąchał.
Ludzie z mojego pokolenia, stając się nauczycielami, mieli różne, pchające ich do tego zawodu, motywacje. O swoich kiedyś pisałem i dziś już powtarzać tego nie będę. Jednak nie trafiali do tego zawodu ludzie kochający pieniądze, bo bogactwa w szkole nikt się dorobić nie mógł. Zawieraliśmy jednak wtedy z państwem pewną dość specyficzną i w zasadzie niepisaną umowę. My będziemy pracować najlepiej, jak potrafimy, a państwo będzie nam płacić najmniej, jak tylko może. Za to będziemy mieli prawo do wcześniejszej emerytury po trzydziestu latach pracy, bo jest to profesja, jak mało która, powodująca wypalenie zawodowe. A nauczyciel wypalony, byle jaki, to nic dobrego. Niektórzy z moich kolegów i koleżanek nie doczekali się tej wcześniejszej emerytury, bo nowe państwo, które pojawiło się na miejscu tego starego, powiedziało: a kuku, jest demografia i niż, i trzeba wiek emerytalny podnieść. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o podniesieniu tych zaległych pensji sprzed trzydziestu lat.
Jednak nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Przysłowia są rzekomo mądrością narodów. Polska podjęła trudne reformy, trzeba było zaciskać pasa. Przez lata tak się składało, że każdemu kolejnemu rządowi najlepiej się zaciskało pasa na nauczycielskich brzuchach. By być sprawiedliwym, dołączano też do tego zaciskania brzuchy pielęgniarek i reszty budżetówki. Po latach takiego zaciskania pierwszy rząd, który zauważył, że nauczycielom bliżej jest do zasiłków niż średniej krajowej, zdecydował się wreszcie zrewaloryzować ich płace. Był to rząd Donalda Tuska, podwyżki płac wyniosły wtedy ponad 40%, choć do średniej krajowej nadal było daleko. Nie jestem wprawdzie pewien czy ktokolwiek jeszcze o tym pamięta, gdy obecna ministra od edukacji, świecąca równym garniturem 42 zębów z białej porcelany, oznajmia, że dba o nauczycieli, albowiem przewidziała dla nich podwyżki od 30 do 60 złotych miesięcznie, co stanowi w najlepszym wypadku jakieś 2,5% dotychczasowych poborów. Pięknie, jaka łaskawa pani.
Jednak to nie o pensjach dziś chcę pisać, ale o znacznie poważniejszym niszczeniu polskiej edukacji. Dziecię moje, studiując w Albionie, wiele lat temu zauważyło, że tam studenci są młodsi, bo edukację dzieci zaczynają w wieku sześciu lat. Czy polskie dzieci są głupsze od reszty europejskich dzieci? Na razie jeszcze nie, ale niedługo może już będą. Pierwszą, tragiczną dla przyszłych pokoleń, decyzją nowej władzy było cofnięcie sześciolatków z powrotem do przedszkoli. Rzekomo dano wybór rodzicom, lecz było to perfidne kłamstwo. Będzie mógł się o tym przekonać każdy z rodziców, który by chciał sześciolatka posłać do szkoły.
Jeszcze gorszą decyzją było pospieszne, ze względów czysto politycznych, rozpoczęcie likwidacji gimnazjów. Nie można tego nazwać reformą, ponieważ jest to po prostu likwidacja wcześniejszej reformy edukacji tworzącej gimnazja. Inaczej mówiąc, jest to deforma. Czasem odnieść można wrażenie, że wszystkie działania obecnej władzy są spełnianiem marzeń podstarzałego miłośnika kotów, który mentalnie zatrzymał się w gomułkowskiej siermiężnej rzeczywistości lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. To dla niego przygotowuje się nową – starą Polskę, aby się czuł, jak u siebie. Mam koszmarne przeczucie, że Kaczyński jest jak owa Urszulka Kochanowska z wiersza Leśmiana, która znalazła się w niebie i Bóg spełnił jej życzenie.

Uśmiechnął się i skinął – i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski.
I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela!

Po przeczytaniu wypowiedzi wodza, który doceniał w jednym z wywiadów osiągnięcia radzieckiej edukacji, zbudowanej po rewolucji od zera i z niczego, boję się, że następnym krokiem będzie wprowadzenie dziesięciolatki, а потом в институт. Niestety nie ma bezkarnego powrotu do krainy dzieciństwa. Świat się zmienił, a szkoła gomułkowska była fatalna edukacyjnie i nastawiona głównie na indoktrynację młodego pokolenia. Gdy Polacy zrozumieją w końcu pustkę i kłamstwa „dobrej zmiany”, gdy odsuną to stado oszołomów od władzy, zapewne zajmie kilka lat przewracanie równowagi ekonomicznej. Dłużej potrwa przywracanie Polsce odpowiedniej pozycji na arenie międzynarodowej. Jeszcze dłużej naprawianie prawa. Ale przywrócenie dobrego systemu edukacji potrwa przynajmniej ćwierć wieku, a skutki złej edukacji nawet sto lat. A raz już przecież Polacy widzieli, do czego zmierza ekipa Kaczyńskiego i jakie ma zakusy. I tak dochodzimy do kolejnego cytatu, jednego z naszych wielkich przodków. Czemu ich słuchać nie potrafimy? Nie bez powodu obawiał się Jan Kochanowski, tej naszej odporności na rozum.

Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (17 votes cast)

Tupolewizm

To już trzeci zamach na polityków PiS. Taki komentarz znalazł się w jednej z grup pisowskich klakierów, które funkcjonują na Facebooku. Jeśli podyskutujemy ze zwolennikami tej partii o „zamachu pod Toruniem”, to okaże się, że wbrew oczywistemu rozsądkowi nie zgodzą się z tezą, iż przyczyną była jazda z prędkością blisko 130km/h w terenie zabudowanym na wąskiej dwupasmowej jezdni, poprzecinanej co kilkaset metrów skrzyżowaniami i światłami drogowymi. Wina – według nich – leży po stronie poprzedniego rządu i koalicji PO z PSL, która ukradła pieniądze przeznaczone na drogi, budując byle jakie zamiast porządnych.
Jeden ze zrezygnowanych tępym uporem fanbojów Kaczyńskiego internautów zakończył dyskusję stwierdzeniem: Warunki naturalne nie dostosowały się do potrzeb głównego pasażera.
Warto przypomnieć, że poprzednim razem zamachu dopatrywano się w tym, że auto prezydenta wylądowało w rowie. Okazało się, że przyczyną byłą stara opona, którą założono, choć wcześniejsza ekipa przeznaczyła ją już do kasacji, a do prezydenckiej limuzyny zakupiono już dawno nowy komplet opon. Dlaczego nowa ekipa nie założyła tych opon? Dlaczego wyciągnięto starą ze śmietnika? Dlaczego wreszcie prezydencka limuzyna łamała wszelkie zasady nie tylko ruchu drogowego, ale i zwykłego rozsądku?
Przecież jeden z „zamachów” udaremnił pilot samolotu, którym z Londynu chciała wracać ekipa rządowa, wypełniając przy okazji samolot dziennikarzami na miejscach stojących. Gdyby nie sprzeciw pilota i reszty załogi mogliśmy mieć Smoleńsk bis przy kolejnym lądowaniu.
W tej sytuacji przypomina się opinia jednego z pilotów owego feralnego 36 pułku wożącego polskich polityków. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce.
Władca Persów Kserkses zmierzając na podbój Grecji kazał przerzucić mosty przez cieśninę Hellespont, by przeprawić armię. Nadeszła jednak burza, która mosty zniszczyła. Rozzłoszczony króla kazał wybatożyć fale morskie i napiętnować cieśninę rozpalonym żelazem. Przynajmniej jednak nie próbował chodzić po wodzie. Politycy PiSu próbują.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Śnieg, a sprawa polska

Pada śnieg, puszysty, biały, miękki. I leży. Niby nic, a jest to prognoza dla Polski. Dziejowa, nie meteorologiczna. Pacholęciem będąc, widywałem w zimie pana, który wczesnym rankiem lub późnym wieczorem odśnieżał chodniki mając mały drewniany pług zaprzężony do konia. Ulicami czasem przejeżdżały Stary 25 z pługiem i piaskarką. Niekiedy był tylko pług, a na skrzyni stał pan, który rozrzucał piasek.
W późniejszych latach chodniki były odśnieżane przez rozgadane grupy pań, które obejmowały w posiadanie chodniki niczym stada wron. Pan z koniem zniknął w ramach postępu w ojczyźnie robotniczo-chłopskiej. Panie pracowały na etatach tylko z rana, niezależnie od tego, kiedy padał śnieg. Pyrkające Stary zostały zastąpione przez Jelcze.
Aż nadszedł pamiętny rok 1979. Po trzydziestu pięciu latach realnego socjalizmu, wszyscy widzieliśmy, że staje się on coraz mniej realny. Nie potrzeba Bundeswehry, bo wystarczy minus cztery. – śmiali się nienawistnie wrogowie najlepszego z ustrojów polityczno-gospodarczych.

Polska Ludowa trwała jeszcze na posterunku dziesięć następnych lat. Ale właśnie wtedy coś się załamało. Obfite opady śniegu odcięły wiele miejscowości od świata, a nawet główne drogi bywały nieprzejezdne. Pojawiły się radiowe komunikaty o dwudziestym stopniu zasilania i wyłączenia prądu stały się taką nową świecką tradycją. Podczas kolejnych zim już nikt nie odśnieżał chodników. Niekiedy blisko metrowa warstwa śniegu leżała aż do większej odwilży, podczas której jezdnie zamieniały się w przełomy Missouri. Po wcześniejszych kartkach na cukier pojawiły się kartki i talony na wszystko. Nie pomógł stan wojenny. Dziesiąta gospodarka świata rozpadała się jak kiepsko wypalony gliniany garnek. W tej sytuacji nawet nikt się nie czepiał hałd śniegu zimą. Przecież to był drobiazg. Jak jest zima to jest zimno i pada śnieg.

W 1989 roku zaczęliśmy budować Polskę praktycznie od zera. Nie mieliśmy internetu i hashtagu #Polskawruinie, ale tak to wyglądało. W ruinie była nie tylko gospodarka. Zrujnowane były instytucje państwowe i zwyczajne stosunki międzyludzkie. Pewnej zimy ze zdziwieniem usłyszałem nad ranem jakieś hałasy. Zdumiony wyjrzałem przez okno. A tam grupka pracowników miejskiego przedsiębiorstwa odgarniała śnieg z chodników. Po chwili ulicą przejechał pług z piaskarką. Za jakiś czas pojawiły się małe traktorki specjalnie przystosowane do odśnieżania chodników. I nowoczesne pługi odśnieżające nawet boczne ulice. Nie do wiary.
Kilka lat później okazało się, że miejskie przedsiębiorstwo wywozi nadmiar śniegu z miasta, by podczas odwilży nie było rwących rzek zamiast jezdni. A po kolejnych paru odśnieżone były wszystkie szosy. Nawet te wiejskie, gminne prowadzące tylko z Pierdziszewa do Wypizdowa. Normalnie jak w jakiejś obcej cywilizacji. Zima zaskoczyła drogowców? Można było zapomnieć o odwiecznym żarcie poza jakimiś naprawdę wyjątkowymi anomaliami pogodowymi. Pługopiaskarki wyjeżdżały na ważniejsze drogi zanim zaczął padać śnieg, posypując piaskiem z solą, by za parę godzin nie było problemów.

Od kilku dni wychodząc z domu, widzę coraz to grubszą warstwę śniegu na chodniku. Choć pada on w tym roku mizernie. Jezdnie bocznych ulic są zwyczajnie rozjeżdżone przez auta, odśnieżone tylko główne. Znajomy wczoraj zakopał się pomiędzy Pierdziszewem i Wypizdowem. Znak czasów. Gdy się wstaje z kolan i walczy o prawdę smoleńską, gdy mgła jest zjawiskiem politycznym, gdy trzeba szukać kontaktów z San Escobar, aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej z 500+, to takie pierdoły, jak konieczność odśnieżania, nie mogą nas rozpraszać. Jak długo jeszcze przetrwa Wolska Rzeczpospolita Ludowa? Jak długo potem będziemy budowali wszystko od nowa?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.6/10 (7 votes cast)

Także

Jakie słowo zrobiło największą karierę w ciągu ostatniego roku? Pewna moja znajoma – przypuszczam, że nie chciałaby, aby ją tu wymienić w takim kontekście – osoba raczej spokojna i zrównoważona, stwierdziła, że tym słowem na pewno jest kurwa. Jeśli byśmy brali pod uwagę wypowiedzi politycznej publiczności, jest duże prawdopodobieństwo, że to właśnie słowo używane było bardzo często.
Jednak nie w tym rzecz. Chodzi o słowo, które nadało ważny, wręcz kluczowy sens wypowiedziom polityków Prawa i Sprawiedliwości. Bez którego znaczenie ich deklaracji by zbladło, poszarzało i nie miało pożądanej wyrazistości. Tym słowem jest także.
Już na samym początku swej politycznej drogi, gdy pisowska większość parlamentarna uznała decyzje parlamentu poprzedniej kadencji za nieważne, to słowo stanowiło klucz do zrozumienia skomplikowanej gry podjętej przez zwycięską partię. I nie jest istotne, że właśnie ustanowili precedens, dzięki któremu ktoś kiedyś po wygranych wyborach, stwierdzi: wszystko, co uchwalił PiS przez lata swojej władzy, jest nieważne! Od świadectwa podstawówki po emeryturę Kaczyńskiego. A co?! Politycy PiS wybierając pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego i unieważniając wybór poprzedniego sejmu tak oto odpowiedzieli na zarzut złamania prawa:
Poprzedni sejm pod rządami Platformy i PSL TAKŻE złamał prawo wybierając o dwóch sędziów za dużo!
Gdy dziennikarze zarzucali politykom PiS, że kneblują swobodę wypowiedzi partiom opozycyjnym, ci mieli na podorędziu jedną wspólną odpowiedź:
W poprzedniej kadencji Platforma TAKŻE ograniczała swobodę wypowiedzi opozycji!
Gdy ostatnio pojawił się zarzut odnośnie przemocy użytej przez policję w stosunku do pokojowej manifestacji, jeden z bucefałów Kaczyńskiego miał na to argument:
W czasach Platformy, policja TAKŻE używała przemocy!
Z innych przykładów jeszcze pamiętam ten z ostatnich dni. Gdy ktoś mówił o zamiarze marszałka Kuchcińskiego, by prawie zupełnie wyeliminować dziennikarzy z sejmu, pewien pisowski Rejtan zakrzyknął:
Komorowski, gdy był marszałkiem TAKŻE ograniczał obecność dziennikarzy w sejmie!
Dlaczego to słowo jest tak ważne i kluczowe w zrozumieniu istoty politycznego bytu Prawa i Sprawiedliwości? Ano dlatego, że to właśnie słowo pokazuje, iż najważniejszą ambicją tej partii jest spieprzenie wszystkiego, co zdarzało się spieprzyć Platformie, TAKŻE… czyli tak samo albo lepiej niż robiła to Platforma. Zatem proszę państwa, jak już kiedyś wreszcie PiS przegra wybory, to proszę siadać…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Straszne skutki awarii telewizora

Dawno temu amerykański satyryk napisał króciutki tekst, jak to zanik sygnału telewizyjnego spowodował istny armagedon w nowojorskiej rodzinie. Potem Czesi nakręcili zgrabną komedię o strasznych skutkach awarii telewizora. Był rok 1969. Epoka analogowa w rozkwicie. W tamtych czasach nie baliśmy się burz, rozbłysków na słońcu, wiatru magnetycznego, ani tych wszystkich cyfrowych śmieci, które dziś powodują, że piękny obraz full HD zmienia się w stado zwariowanych pikseli. Nawet jeśli śnieżyło, szumiało, to i tak jakoś dało się do końca obejrzeć „Bonanzę” na czarno-białym telewizorze o nazwie ametyst. W epoce cyfrowej niemożliwe – albo obraz jest, albo go nie ma.
Dziś, gdy tu i ówdzie nastąpił zanik cyfrowego sygnału, w czasie epokowego przemówienia Beaty Szydło, która jak wiemy jest pomazańcem Jarosława Kaczyńskiego, nie mógł to być przypadek, ale sabotaż wymierzony przeciw Dobrej Zmianie. ABW została powiadomiona. Śledztwo wdrożone i na pewno ktoś za to pójdzie siedzieć.
Przypomina się słynna anegdotka o Stalinie, który gdzieś zgubił fajkę i polecił Berii wdrożyć śledztwo. Gdy fajka się znalazła po godzinie, Stalin zawiadomił Berię. Ten jednak oznajmił, że nie może anulować dochodzenia, bo pięciu winnych już się przyznało.
Krystyna Pawłowicz, która nie tak dawno uciekała z obłędem w oczach z sejmu pod eskortą policji, przerażona okrzykami demonstrantów pod parlamentem, zadawała na Facebooku dramatyczne pytania.

Czy amerykańska firma EMITEL nadająca sygnał TVP, która ZABLOKOWAŁA/?/ od soboty odbiór TVP w południowej Polsce, m.in. w województwach dolnośląskim, lubelskim, opolskim i śląskim, BIERZE UDZIAŁ w hybrydowym ZAMACHU STANU w Polsce?

Jak można to wyjaśnić politykom z opcji, dla której nawet mgła nad lotniskiem w Smoleńsku nie była zjawiskiem atmosferycznym, ale politycznym spiskiem wrogów, którzy zamierzali uniemożliwić Lechowi Kaczyńskiemu rozpoczęcie z przytupem kampanii prezydenckiej? Jak wyjaśnić to politykom, którzy całkiem otwarcie mawiali, że dupa jest od srania, a pilot jest od lądowania i to tam, gdzie dysponent sobie zażyczy? Jak można to wytłumaczyć idiotom, którzy z Londynu chcieli wracać przeciążonym samolotem z częścią pasażerów stojących z braku miejsc? Skoro dla nich samolot niczym się nie rożni od miejskiego jelcza z czasów gomułkowskich. Przecież to nie może być normalna awaria systemu technicznego. Zakłócenia synchronizacji nie mają się prawa zdarzyć, gdy przemawia rzeczniczka Dobrej Zmiany. To musiał być zamach. Szczególnie, że w tym czasie trwał przecież protest pod sejmem. Czy opozycja i demonstrująca hołota chciały dokonać zamachu i przejąć w ten sposób przemocą władzę? Tak właśnie dziś słyszałem na ulicy. I tylko osobiste bohaterstwo ministra Błaszczaka temu zapobiegło.
Od sześciu lat z każdą kolejną teorią spiskową, z każdą zgniecioną przez ekspertów Macierewicza puszką i rozgotowaną parówką błagamy niebiosa, by to był już najwyższy poziom absurdu tych kretynów. Ale los postanowił nas doświadczyć. Nie ma granic, nie ma najwyższego poziomu zidiocenia. To, co dziś wydaje nam się szczytem, jutro zostanie pobite przez kolejnego Macierewicza, Waszczykowskiego lub Kurskiego. Dla Dobrej Zmiany nie ma przypadków. Albo wszystko wychodzi, jak chcą, albo jest zamach.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.3/10 (13 votes cast)

Chujowo+

Najpierw minął rok prezydentury Andrzeja Dudy, która zapisała się głównie zdjęciami prezydenta klęczącego przy rozmaitych okazjach. Potem obchodziliśmy rocznicę istnienia rządu PiS, sterowanego z fotela sejmowego przez Jarosława Kaczyńskiego. Okazało się, że program 500+ to mały pikuś w porównaniu do programu Misiewicze+, bowiem szerokie kadry partyjne tak są wygłodzone ośmioletnią tułaczką opozycyjną, że zagospodarują nawet stanowiska babć klozetowych. Miała być silna armia, a nie ma helikopterów, miał być tysiąc dronów, a będzie kilkanaście. Ministerstwo Obrony Narodowej oplecione zostało gęstą siatką podejrzanych osobników z dawnymi płatnymi współpracownikami SB na czele. Nawet żona Wielkiego Wodza Antoniego oskarżana jest przez niektórych o donoszenie peerelowskiej bezpiece. Bardzo starzy ludzie pamiętają przysłowie mówiące, że „lepsze nic niż Rydz (Śmigły)”, jednak twierdzą, że niewątpliwie Antoni przewyższa marszałka w idiotyzmie. Za to będziemy mieli Obronę Terytorialną wyposażoną w nieśmiertelne kałachy, które na pewno przydadzą się do dyscyplinowania warchołów i wichrzycieli.
W Ministerstwie Spraw Zagranicznych odkryto agenta obcej służby specjalnej. Sam minister jednak twierdzi, że ничего не случилось, bo agent był zaprzyjaźniony, amerykański. Po roku czasu nikt już nie chce rozmawiać z panem Waszczykowskim i w całej Europie ministrowie od dyplomacji, gdy dzwoni ten bęcwał, oddają komórkę dziecku i przykazują: „powiedz temu panu, że tatuś pojechał na ryby i nie ma zasięgu”.
Minister Morawiecki za to dorównuje tatusiowi inteligencją i sprawia wrażenie, że jest w ostatnim stadium Alzheimera, bo co parę dni mówi co innego. Za to pomysły, jak tu nas oskubać, rosną jak grzyby po deszczu. Właśnie wymyślono ulgę podatkową dla tych, którzy i tak nie płacą podatku, przykręcając śrubę pozostałym, zatem tylko czekać na zniesienie podatku gruntowego bezdomnym. Ekonomiści wyliczają, że już w przyszłym roku mamy szansę na pogorszenie się standardu życia średnio o 20%. Za to krewni i znajomi królika, czyli PiS i kompani zaliczą wzrost o 50%. Jednym słowem rządowy program „chujowo+” galopem zbliża nas do PRL. Za rok osiągniemy epokę gierkowską, za dwa wczesnego Gomułkę. Za trzy znów będziemy produkować Syrenkę 101 i Warszawę M20. Za jakieś 25 lat polscy wynalazcy skonstruują pierwszą maszynę parową. A rząd się wyżywi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (13 votes cast)

Czas łajdaków

Nie pamiętam czasów stalinowskich, szczęśliwie nie było mnie wtedy na świecie. Znam ten okres z opowiadań rodziców. To było coś strasznego. Uczeń liceum znikający bez wieści za sztubacki żart o Stalinie, wszechwładny Urząd Bezpieczeństwa, a nawet zwyczajny głód.
Jednak pamiętam późniejszy okres, gdy Polską rządził Gomułka. Nie interesowałem się jeszcze polityką, gdy trwały tzw. wydarzenia marcowe w 1968 roku. Jednak dwa lata później polityka zainteresowała się mną, gdy oberwałem milicyjną pałką bez żadnego powodu. Opancerzony przedstawiciel władzy przeciągnął pałą po moich plecach, bo mógł.
Doskonale pamiętam pręgę i ból towarzyszący mi przez tydzień, ale jeszcze lepiej pamiętam łajdackie kłamstwa ówczesnej władzy. Gdy spiker polskiego radia oznajmiał, że milicja strzelała w Gdyni do uzbrojonych bandytów, a wszyscy wiedzieliśmy, że strzelano do robotników, którzy zdecydowali się przerwać protest i szli do pracy. Ten atak na bezbronnych ludzi był niczym innym, jak tylko demonstracją siły i prymitywną zemstą za poprzednie kilka dni. Pamiętam swoją bezsilną złość wobec łajdackich kłamstw i oszczerstw, które usłużne wobec władzy media kolportowały bez cienia przyzwoitości.
Nie przypuszczałem, że niespełna pięćdziesiąt lat później historia zatoczy koło. Dziś, opanowane przez pisowskich bolszewików, media walczą o palmę łajdactwa z komunistyczną historią. Usłużni dziennikarze nie wahają się przekazywać najordynarniejszych kłamstw, a funkcjonariusze władzy nie dbają nawet o pozory przyzwoitości.
Materiał wyemitowany przez pisowską telewizję na temat Adama Michnika w dniu jego siedemdziesiątych urodzin sugeruje, że był w historii Polski kimś gorszym niż Stalin i Beria razem wzięci. Macierewicz dzień później jako sensację podaje rzekomo tajne spotkanie Tuska z Putinem i film z tego spotkania, który jednak od lat dostępny jest na Youtube. Kłamie każdy minister tego rządu, kłamie prezydent, a przede wszystkim kłamie sam wódz i bóg pisowców, czyli Jarosław Kaczyński, który publikuje dla „ciemnego ludu” kolejną wersję swojej biografii, która ma dowodzić, że to on bohatersko zwyciężył komunizm.
Słysząc te łajdackie kłamstwa, widząc to plucie w twarz wszystkim uczciwym ludziom w Polsce, nie sposób nie usłyszeć też szyderczego rechotu historii.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (14 votes cast)

Dyplomatołki

Wielcy ludzie mogą się mylić, ale też często potrafią jakieś zjawisko określić dobitnie, celnie i krotko. Władysław Bartoszewski był wielkim człowiekiem. Umiejętności pisowskiej ekipy ocenił wyjątkowo trafnie. A pamiętajmy, że był to w naszej historii czas, gdy na europejskich salonach tańcowała ze skwaszoną miną Anna Fotyga, która zaszczycała świat swoją nieskazitelną wręcz angielszczyzną, a Witold Waszczykowski był podrzędnym urzędasem. Był to czas, gdy prezydent z bratem dostawali biegunki na wieść o złośliwym wpisie niemieckiej gazety i prezydent nie jechał na spotkanie Trójkąta Weimarskiego, pozbawiając się wpływu na ważne europejskie sprawy. I jeśli wtedy wydawało nam się, że osiągnięto już szczyty nieudolności w polityce zagranicznej, to znaczy, że nie mieliśmy dość wyobraźni.
Gdy rok temu pisowscy wybrańcy narodu zaczynali rządzić, część z nas liczyła na to, że jakoś to będzie i wytrzymamy tę jedną kadencję, a jak będziemy mieli szczęście to ludek pisowski pożre się między sobą o dostęp do michy i łaski prezesa, po czym nie będzie innego wyjścia, jak ogłosić przedterminowe wybory. Nie ukrywajmy też, że spora grupa do dziś wciąż ma nadzieję, że Polska będzie rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej. 500+, Mieszkanie+, wyższe pensje i wcześniejsze emerytury, darmowe leki dla emerytów, pomoc dla frankowiczów, do tego edukacja jak za Gierka i Słońce Narodu dobrotliwie spoglądające na swój ludek w cieniu ogromnego pomnika Brata Który Poległ Za Ojczyznę.
Jednak najwięksi pesymiści nie przewidywali poziomu idiotyzmu, który osiągniemy jako naród i państwo w tak zawrotnym tempie. Oczywiście można się było spodziewać wielu idiotyzmów, gdy obserwowaliśmy absurdy macierewiczowskich ekspertów smoleńskich, którym z naszych podatków płaci się zawrotne sumy. Grupa pseudonaukowców popełniających przy swoich wyliczeniach szkolne błędy gimnazjalne, fałszujących wyliczenia jak Binienda, który współczynnik oporu drewna brzozy określił jako zero, by ładniej podczas symulacji wychodziło, kompromituje kraj bardzo skutecznie, ale na szczęście większości opinii publicznej w innych krajach to nie obchodzi. Tylko Rosjanie się turlają ze śmiechu.
Chwilę potem okazuje się, że facet, który nie miał być ministrem, a nim jest obraża Amerykanów, mówiąc po wizycie prezydenta Obamy, że naszej starożytnej demokracji nie będą pouczać takie ćwoki, których 200 lat temu jeszcze nie było jako państwa. Nic też dziwnego, że od tego momentu Macierewicz delikatnie, ale stanowczo jest traktowany w USA jako persona non grata i oprócz paru podejrzanych typów nikt z nim nie chce rozmawiać. Coraz gęściej go za to oplatają powiązania z jakimiś dziwnymi lobbystami i zwolennikami Putina. „Gazeta Wyborcza” dość dokładnie opisała powiązania Macierewicza z bardzo podejrzanymi indywiduami. To bardzo szerokie spektrum od szemranych lobbystów amerykańskich zaczynając, poprzez jakichś dziwnych nastoletnich doradców, aż do rosyjskich szpiegów i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL. Nie słychać o żadnym procesie, a możemy być pewni, że gdyby tam było choć jedno kłamstwo, to spółka Agora stanęłaby już przed sądem.
Oby to był koniec, ale nie był. Kolejnym krokiem dziwacznego osobnika na stanowisku ministra, było zerwanie kontraktu z Francuzami na dostawę wojskowych helikopterów do Polski. I problemem nie jest zerwanie rozmów, ale styl, w jakim to zrobiono, sugerujący o to, ze chodziło o maksymalne upokorzenie kontrahenta. Na drugi bowiem dzień Macierewicz przedstawił plan realizacji dostaw w oparciu o zubożoną wersję śmigłowców amerykańskich tak, jak by za plecami Francuzów już od dawna prowadził inne negocjacje. Nawet gdyby tak było, to tylko absolutny kretyn się do tego przyzna.
Co to oznacza na przyszłość? Żadne firmy nie wezmą udziału w ewentualnym przetargu ogłoszonym przez Polskę. Śmigłowce kupimy najwyżej z wolnej ręki, czyli as is i zapłacimy tyle, ile zaśpiewa producent, a o żadnym tzw. offsecie nie ma nawet mowy. Nie wiem, czy Caracale są lepsze od Black Hawków. Ale wiem, że straciliśmy kilka tysięcy miejsc pracy w zakładach, które miały brać udział w realizacji tego kontraktu. Problem w tym, że miały to być zakłady w antypisowskiej Łodzi, a nie w pisowskim Mielcu lub Radomiu. Francuzi już na drugi dzień odgryźli się, odwołując wizytę prezydenta Francji w Polsce i odbierając polskiej delegacji na wojskowe targi morskie status oficjalny. Nic dziwnego, nie są oni tak obojętni na głupotę jak Amerykanie i próba potraktowania ich jak idiotów musiała się tak skończyć. Na dodatek zapewne zapłacimy spore odszkodowanie za zerwanie kontraktu, bo sam Macierewicz dostarczył dowodu, że prowadził rozmowy w złej wierze. Każdy sąd Francuzom przyzna rację. A zapłacimy my wszyscy.
Paskudnie, ale mówi się trudno. Nawet autor powieści apokaliptycznych nie wymyśliłby, że ten festiwal kretynów będzie miał dalszy ciąg. A jednak. Anglicy z właściwym sobie humorem nazwali to Forkgate, czyli aferą widelcową. Niejaki Bartosz Kownacki, udający wiceministra, a pobierający lekcje historii z Kwejka i Faktopedii, stwierdził, że nie będziemy się bawić z Francuzami, bo są to ludzie, których nie tak dawno my – Polacy – musieliśmy uczyć, jak się je widelcem. To pierwszy na świecie minister, który popełnił dyplomatyczne samobójstwo za pomocą widelca – kulturalnie zauważył „The Guardian”. A tuż potem superminister, „pomazaniec” Nadprezesa, czyli Mateusz Morawiecki twierdzi, że współpraca z Francją będzie układać się świetnie i czekamy nad Wisłą na francuskich inwestorów. Kończ waść, wstydu oszczędź – krzyknął w takiej sytuacji Andrzej Kmicic. Ale pan Morawiecki chrzani farmazony już od roku, więc jeden mniej lub więcej nie robi mu różnicy. A chyba Jarosław Kaczyński ogłosił tam w PiSie jakiś konkurs na największego kretyna i zaoferował wysokie nagrody, bo się przebijają wzajemnie bez pardonu. Panie Morawiecki, może pan co najwyżej liczyć na francuską miłość ze swą ślubną, ale nie na francuskich inwestorów. A pan Kownacki nie może liczyć nawet na to, że będzie chciał z nim rozmawiać nawet cieć w dowolnej warszawskiej ambasadzie.
Litości – wyje resztka patriotyzmu. Ale Niejaka Kempa jest bez litości i sądzi, że po zakończeniu kadencji Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europy jakiś inny Polak, godniejszy tej funkcji, może ją objąć. Babsko o inteligencji miski klozetowej uważa, że ta funkcja została przypisana ex definitione Polakowi na pięć lat i będzie mogła odwołać Tuska i powołać… właśnie… kogo? Krychę Pawłowicz?
Moi drodzy, to dopiero rok rządów tej partii, za cztery lata będziemy stąpać po zgliszczach.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (13 votes cast)