Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Krajobraz po bitwie

Cztery lata temu, przy całkiem przeciętnej i typowej dla Polski frekwencji, partia Kaczyńskiego zdobyła najpierw stanowisko prezydenta dla swojego człowieka, a potem 235 mandatów w sejmie i większość w senacie. Następnie prezes ogłosił blitzkrieg i władza błyskawicznie opanowała Trybunał Konstytucyjny, łamiąc w oczywisty sposób konstytucję i osadzając na stołku całkiem przeciętną, ale posłuszną magister Przyłębską. Jak się później dowiedzieliśmy, żonę współpracownika SB w późnych latach osiemdziesiątych. Wobec mocno zakotwiczonych w tej partii komunistów w rodzaju Kryżego, Piotrowicza, czy też innych agentów SB, nie powinno to nikogo dziwić. Jednak wróćmy do tematu.

Większość w sejmie i senacie pozwoliła zmarginalizować opozycję i uchwalać czasem w ekspresowym tempie wszelkie pożądane przez prezesa partii ustawy. W ten sposób partia przejęła w szybkim tempie władzę w Telewizji. Po jakimś czasie, dzięki zakulisowym działaniom, prywatny Polsat stał się kolejną tubą władzy. W zasadzie nie było przez te cztery lata żadnej siły zdolnej powstrzymać zakusy władzy na powiększanie swego stanu posiadania. Nie licząc kilku interwencji Unii Europejskiej, które odrobinę spowolniły działania partii rządzącej.

Po czterech latach, mając do dyspozycji publiczną telewizję i radio, zapewniwszy sobie przychylność Polsatu, mając też za sobą potężne media Tadeusza Rydzyka oraz aktywne wsparcie potężnego w Polsce Kościoła Katolickiego, a także tysiące płatnych hejterów w internecie, no i drogo kupione prywatne media gazetowe, partia Kaczyńskiego zdobywa 235 mandatów w sejmie. Traci przewagę w senacie. Sukces?

Wydano ogromne pieniądze na kampanię, zdominowano swoim przekazem większość mediów. Jedynymi liczącymi się miejscami, gdzie opozycja mogła w miarę swobodnie przedstawić swe racje były: Gazeta Wyborcza i telewizja TVN. Powstały jeszcze media społeczne, ale te miały wyłącznie zasięg internetowy. Żadna partia opozycyjna nie miała tyle pieniędzy by zatrudniać przez ten czas tysiące ludzi budujących ich wizerunek w mediach.

Jednak wyborcy opozycji bardzo się zmobilizowali. Świadczą o tym wyniki tegorocznych wyborów. Na PiS głosowało nieco ponad 8 milionów wyborców. Na partie opozycyjne łącznie o 900 tysięcy więcej. Pomimo oczywistych błędów i wpadek polityków, wyborcy okazali się wierni i zdeterminowani. To krótkowzroczność liderów opozycji sprawiła, że opozycja poszła na wybory podzielona na trzy bloki. Najmniej winna jest Lewica, bo to jej nikt nie chciał. Ani Schetyna, ani Kosiniak-Kamysz. To tym panom głównie zawdzięczamy kolejne cztery lata rządów PiS.

Już dzień po wyborach wszyscy przypomnieli sobie, że w przyszłym roku są wybory prezydenckie. Że jest to ewentualna szansa na pozbawienie PiS podparcia w postaci trzeciorzędnego polityka bez znaczenia, który jednakże posłusznie podpisuje wszystko, co prezes mu każe. Czy jednak znajdzie się odpowiedni kandydat? Wspólny? Czy też każda partia będzie wystawiać swojego lidera?

5/5 - (1 vote)

3 komentarze “Krajobraz po bitwie”

Możliwość komentowania została wyłączona.